[Tokio, Taitō, Park Ueno]


[Tokio, Itabashi, Kumanochō]


[Tokio, Bunkyō, Campus Ochanomizu]


[Pref. Kanagawa, Kamakura]


The cherry blossoms wave has already passed Tokyo. Now the blooming season has started in a northern prefecture Akita. To say goodbye, let's look closer at the beauty which lasts only one week and for which you have to wait a whole long year. Sakura is a Japanese word for both a cherry tree and cherry blossoms. There are tens or even hundreds of different kinds of sakura trees listed in Japanese Wikipedia. One of them is the weeping sakura (shidare-zakura) (3rd picture). There are also a lot of other things with "sakura" in the name, like sakura shells (sakura-gai, not exactly the thing in the 4th picture) or sakura shrimps (sakura-ebi), etc.

Fala kwitnących wiśni opuściła już Tokio i dotarła do północnej prefektury Akita. Na pożegnanie z sakurą przyjrzyjmy się z bliska temu pięknu, które trwa zaledwie tydzień, a każe na siebie czekać cały rok. Sakura to po japońsku nazwa całego gatunku wiśni oznaczająca też same kwiaty. Odmian są dziesiątki, a może i setki (jak wynika z listy w japońskiej Wikipedii), między innymi różne "wiśnie płaczące" (shidare-zakura) jak na trzecim zdjęciu. Poza tym istnieje też coś takiego jak wiśniowe muszelki (sakura-gai), które wg Wikipedii oznaczają jeden konkretny gatunek muszli (o tak to wygląda), a poza tym również wszystkie różowe muszle (tutaj kwalifikuje się moje muszelka ze zdjęcia), także kolor jasny różowy i jeszcze jedną z odmian róży.

Owoce wiśni zwą się sakuranbō, ale te z kwitnących drzew są w większości niejadalne. Nie ma tutaj w nazewnictwie rozróżnienia na wiśnie i czereśnie, choć wygląda na to, że te jadalne to raczej czereśnie, które swoją drogą, są towerem niemal luksusowym: czereśnie z Yamagaty pakowane są w pudełeczka niczym czekoladki i kosztują 5000 jenów (130-150 PLN) za 300 gramów. Na pewno te w supermarkecie są tańsze (zwrócę uwagę, jeśli będą i zrobię aktualizację), ale i tak na tyle drogie, że były przyczyną takiej przygody mojej japońskiej wykładowczyni. Otóż latem w Polsce zobaczyła na chodniku pana otoczonego skrzynkami czereśni. Nabrała ochoty na owoce, podeszła do pana i dała mu pięć złotych, oczekując maleńkiego koszyczka z kilkoma czereśniami. Dostała kilogramowy worek i jadła przez cały dzień. ;)

PS. W supermarkecie to samo pudełko 300 g kosztuje 7000, a pudełeczko z 22 czereśniami (policzyłam, bo było przezroczyste) - 1000. Ale na pewno potanieją w lecie, kiedy będzie sezon.

Notice: Japanese characters in the comment's content are not displayed correctly.

***


Uwaga! Znaki japońskie w treści komentarza nie wyświetlają sie poprawnie.

Name:

Komentarze:

12.04.2008, 08:03 :: 124.32.233.138
tokio
Boi, wypytałam wczoraj koleżanki o te czereśnie. W sezonie będą tańsze, choć nadal drogie, a większość będzie importowana z USA. A najlepsza była reakcja na te drogie czereśnie z Yamagaty: Eeee?! Siedem tysięcy?! No to muszą być smaczne! ;) Aha, no i na te importowane to mówią "chierii", jakby to była różnica..

Splin, no nie? Tutaj też wszyscy to powtarzają! :) Ale z drugiej strony taka micha ramenu, którą tutaj szczupłe dziewczęta wsuwają bez problemu to jak na europejskie standardy to jest dużo... Ale rzeczywiście pizzę, spaghetti i różne "zachodnie" dania mają mniejsze niż u nas.

Y., ja tam się nie znam na sadownictwie, ale może te drzewka muszą zimować, zmarznąć? A w 2/3 Japonii nie mają jak. A tutaj to pewnie jedzą razem z pestkami - za takie pieniądze? ;)

12.04.2008, 02:13 :: 81.210.24.26
Y.
Przynajmniej z tymi czereśniami nam się udało, bo faktycznie, w Polsce to chyba jeden z tańszych owoców. Z drugiej strony, obok plucia na chodnik tak po prostu, plucie na chodnik pestkami, jest jedną z tych rzeczy, których nie toleruję u ludzi. Swoją drogą jestem zaskoczona tymi czereśniami, bo zawsze sądziłam, że to bardzo mało wymagające drzewko i podobnie, jak śliwa zniesie wszystko.

11.04.2008, 22:30 :: 77.112.112.86
Splin
Apropos japońskiego zdziwienia europejskim rozmiarem ...jedzenia ;)
W "Make on Holiday" oglądałam wywiad z The Gazette (japońskim zespołem sceny visual kei) o ich wrażeniach z pobytu w Europie. - Opowiadali jak któregoś dnia wybrali się na pizzę. A że byli w sześć osób, postanowili zamówić dwie. Największe. Oczywiście "największe" według japońskiego rozmiaru. - To co dostali, sięgało daleko poza ich wyobrażenia. I poza krawędzie stołu przy którym siedzieli :P ...Przyznali się, że jedli je potem jeszcze przez następny dzień. :)

11.04.2008, 13:48 :: 85.221.166.114
boi
nie bylbym taki pewien, co do tego spadku cen...
wydaje mi sie ze duzo zalezy od marki. mialem zdjecie takiej bombonierki, ale umarlo wraz z telefonem...