[Tokio, Ikebukuro, dom towarowy Seibu]


If you were a woman in Japan, don't expect flowers on a Valentine's Day but rush to a department store and buy as many boxes of chocolate as there are male collegues in your workplace or school. In Japan these are only women that give and only chocolate that can be given as a present on that day. And it has nothing to do with feelings, just like a Christmas party at your office. ;)

Żeby znaleźć w Tokio walentynki, trzeba naprawdę starannie poszukać. Dotyczy to zarówno walentynek jako zjawiska komercyjnego, jak i szczególnego romantycznego nastroju wśród młodych ludzi.

Produkty walentynkowe występują prawie wyłącznie w sklepach z czekoladą (poza tym gdzieniegdzie stoiska z walentynkowymi bilecikami i ozdobami dołączanymi do prezentów), które nie są ostentacyjnie upstrzone różowymi sercami - dekoracja ogranicza się do napisu "walentynki" lub nawet samej daty.

Ściśle określony asortyment to wynik tego, że w Japonii walentynkowym prezentem jest tylko czekolada. W przeciwieństwie do Polski, gdzie wszystko od książki po brylanty może być potencjalnym wyrazem uczuć, tutaj jest to wyłącznie czekolada i ewentualnie inne słodycze. Dlatego po większości sklepów w ogóle nie widać, że właśnie nastał amerykański dzień miłości. Z kolei oszczędność w dekoracji wystaw wiąże się z japońską niechęcią do afiszowania się z uczuciami, o czym szerzej w części drugiej.

Ponadto klientami sklepów z czekoladkami są wyłącznie kobiety. Japońskie walentynki polegają bowiem na tym, że to panie obdarowują czekoladkami panów. W gimnazjum i w liceum zakochane dziewczęta podrzucają ukradkiem czekoladki swoim sympatiom, natomiast od rozpoczęcia studiów i wejścia w relacje społeczne tzw. dorosłych, czekoladki tracą swą romantyczną wymowę i stają się wyrazem uprzejmości. Tak jak w Polsce na Dzień Kobiet panowie wręczają kwiatki wszystkim koleżankom z roku lub z pracy, tak Japonkom wypada obdarować czekoladą wszystkich mężczyzn z najbliższego otoczenia. Zwyczaj ten zyskał nawet osobną nazwę - giri choko, czyli "czekolada z obowiązku".

Notice: Japanese characters in the comment's content are not displayed correctly.

***


Uwaga! Znaki japońskie w treści komentarza nie wyświetlają sie poprawnie.

Name:

Komentarze:

15.02.2008, 15:33 :: 124.32.233.138
tokio
Myślę, że bardziej niż o aparat, chodzi o zamożność kraju. Tak jak pisze Y., nie jest to cecha tylko Japonii, co zresztą widać też na zdjęciach - tylko na dwóch pierwszych są wyroby japońskie, a reszta to import z Europy, która kojarzy się Japończykom z luksusem.
I właśnie o ten luksus chodzi - takie cztery czekoladki w białym pudełku kosztują ok. 2000 jenów - ok. 50 PLN. Na ostatnim zdjęciu osiem ciastek za ok. 35 PLN. Jeszcze niewiele osób w Polsce decyduje się na zakup takich produktów w takich cenach.
W Poznaniu jest sklep z czekoladą za Marcinkowskiego, we Wrocławiu w Galerii Dominikańskiej sklep z pralinkami.

A to ostatnie zdjęcie to wybrałam z miłości do Poznania - toż to makaroniki! ^_^v

15.02.2008, 14:51 :: 81.210.24.26
Y.
Trzecie zdjęcie super. Cokolwiek jest na ostatnim, wygląda intrygująco ^^'. Ale, odwołując się do komentarza Nazgee, z tą estetyką pakowania coś jest, chociaż niekoniecznie ma wiele wspólnego li i wyłącznie z Japonią. Ot, Belgia pozostaje dla mnie niedoścignionym czekoladowym rajem, a podczas gdy w Berlinie w każdym szanującym się centrum handlowym jest sklep z czekoladą takiej jednej sieci, której nazwy w tym momencie nie mogę sobie przypomnieć, o tyle jedyna tego typu czekoladeria w Polsce, jaką znam osobiście, ma dwie filie - w Chorzowie i Katowciach.

Ale ta czekolada z obowiązku, coś strasznego. I w ogóle co to za zwyczaj, żeby tylko panie panom! *foch i ogólne oburzenie*

15.02.2008, 14:23 :: 83.4.63.168
nazgee
nie wiem czy to kwestia Twojego aparatu, czy może rzeczywiście tak jest, ale mam wrażenie, że "ich" słodycze są "lepsze" od "naszych", albo że przynajmniej wyglądają o niebo lepiej. w PL również można znaleźć sklepy z samymi słodyczami, ale nie robią one na mnie takiego wrażenia jak to, co widać na zdjęciach- cztery kilogramy ptasiego mleczka rzucone niedbale za szybę smakuje pewnie podobnie, albo i lepiej, niż japońskie przysmaki, ale jeśli chodzi o estetyke... cóż. biją nas na głowę.