Japończycy są mili. I uprzejmi. I się nie kłócą. I ta postawa jest całkowicie rozbrajająca dla kogoś pochodzącego z kraju, w którym pretensje wyraża się otwarcie, a ironia jest dowodem błyskotliwości.

Weźmy sytuacje rowerowe. Mniej więcej raz w tygodniu zdarza się, że ktoś wyskakuje nagle ze sklepu na chodnik, że ktoś jadący przede mną nagle skręca mi prosto pod koła, że ktoś idzie jedną stroną chodnika i nagle, mając przed sobą pustą drogę, schodzi na drugą stronę, którą akurat jadę ja, że nagle się zatrzymuje, albo w ogóle idzie i pisze maila na komórce i nie patrzy przed siebie. W październiku, po gwałtownym hamowaniu i zatrzęsieniu się z gniewu już nabierałam powietrza, żeby wyrazić swoje niezadowolenie: "Proszę trochę patrzeć pod nogi!", kiedy nieuważny pieszy pochylał się miarowo w lekkim ukłonie i powtarzał: "Przepraszam, najmocniej przepraszam, przepraszam..." Mnie odbierało głos i momentalnie robiło mi się głupio, że temu komuś jest tak przykro, że wcale nie ma zamiaru się ze mną kłócić, że co ja sobie wyobrażam, że po chodniku jeżdżę, a ja chciałam na niego/nią krzyczeć. Reflektowałam się - głowa w dół i: "Nie, to ja przepraszam, tak mi przykro, najmocniej przepraszam…"

Teraz przepraszam od razu, zresztą piesi też - pisk hamulców to sygnał do rozpoczęcia duetu: Sumimasen! A, ie ie, sumimasen! Gomennasai! Sumimasen deshita!. Przepraszam nawet wtedy, kiedy po polsku bym podziękowała: kiedy ktoś idący przede mną wąskim chodnikiem zejdzie bardziej na bok, żebym mogła przejechać. Po polsku też na początku mówi się "przepraszam" w sensie "przepraszam, ale chcę przejechać", a później się co najwyżej dziękuje, natomiast tutaj używa się raczej słowa "sumimasen", które najczęściej tłumaczy się jako "przepraszam", a które w tym kontekście oznacza i podziękowanie za ustąpienie z drogi i przeprosiny za sprawienie kłopotu. I to jest super fajne z tym kraju. Możemy się śmiać, że Japończycy bez przerwy się przepraszają, ale gdybyśmy w Polsce "przepraszali się", czyli zwracali uwagę na to, by ludziom dookoła nie sprawiać kłopotu, choć w połowie tyle, co oni, to żyłoby się nam o wiele milej. O, natchnęło mnie to do napisania jutro o niesprawianiu kłopotu.

Po drugie, tutaj podobno, jak mi powiedział jeden profesor, ironizują tylko babcie. Takie mądre, doświadczone staruszki, co to już wszystko wiedzą i mogą się ponabijać z życiowych żółtodziobów. A młodzież w ogóle nie łapie ironii, co szczęśliwie wychodziło mi dotąd na dobre (dotąd, bo teraz już z nimi nie ironizuję), jak na przykład na treningu piłki nożnej. Boisko chłopców od boiska dziewcząt dzieli tylko biała linia i chłopcom zdarza się czasem kopnąć piłkę do nas. Dostałam taką mocno kopnięta piłką, wszyscy się przerazili, a chłopcy przybiegli przepraszać. Niestety ból wywołał moją skrywaną prawdziwą naturę i pocierając trafione ramię odpowiedziałam im na to: "Jasne! Nie ma sprawy! Bawcie się dobrze..." Na co koleżanki zareagowały: "Ojej! Jaka ty jesteś miła! Oni cię tak mocno piłką uderzyli, a ty im jeszcze życzysz, żeby się dobrze bawili! No naprawdę, jakie to miłe!" Zdezorientowana byłam tylko przez chwilkę, po czym szybko odrzekłam: "E, to nic takiego!" i doszłam do wniosku, że lepiej szczerze życzyć komuś miłej zabawy. ;)

Ja wiem, że to brzmi jak przedszkolna pogadanka o "proszę", "przepraszam" i "dziękuję", ale okazuje się, że to naprawdę tak jest, że człowiek czuje się lepiej, kiedy ludzie dookoła uśmiechają się i kłaniają zamiast warczeć i krzywo patrzeć. Po prostu peace and love! (^_^)v

Notice: Japanese characters in the comment's content are not displayed correctly.

***


Uwaga! Znaki japońskie w treści komentarza nie wyświetlają sie poprawnie.

Name:

Komentarze:

18.05.2008, 17:09 :: 77.114.151.254
Splin
nazgee, wszystko się zmienia.

18.05.2008, 02:36 :: 83.30.215.119
nazgee
warto mogłoby być gdyby się chciało w japonii zamieszkać. PL to zdecydowanie inna bajka - może i byłoby miło, ale to kojarzy mi się z akcją "cała polska czyt dzieciom". niby fajnie- szkoda tylko, że nierealnie.

18.05.2008, 00:02 :: 77.113.170.45
Splin
W sensie: Warto od razu zacząć trenować takie duety, nie tylko na ulicy i nie tylko w Japonii. ;)

17.05.2008, 15:24 :: 87.205.50.236
Blondi Banana
Oj, mi by się chyba przydała taka dłuższa wycieczka do Japonii. Może bym się oduczyła w końcu warczeć na wszystkich ^^ A jakby mi tak ktoś pod rower wlazł to bym chyba zatłukła ;)

17.05.2008, 14:29 :: 124.32.233.138
tokio
Splin, w sensie, że o co cho? ;)
Sumimasen (deshita) - przepraszam
A, ie, ie - Ależ nie, nie
Gomennasai - przepraszam (ale takie, że raczej sie nie mówi do osoby wyżej w hierarchii)

Oj chłopcy, da się. I nawet jest miło. ;)

17.05.2008, 01:59 :: 83.4.65.185
nazgee
to jak w końcu - codziennie, czy czasami?
;]

sarkazm i złośliwość- bez tego żyć się nie da.

16.05.2008, 21:04 :: 83.27.234.41
www.blog.alvarus.org
ja tam w Polsce codziennie muszę czasami używać ironii :D

16.05.2008, 20:39 :: 77.114.128.215
Splin
Eto... Sumimasen! A, ie ie, sumimasen! Gomennasai! Sumimasen deshita!^^ ;)