[Tokio, Kita-ikebukuro]


[Tokio, Dworzec Ikebukuro, wyjście wschodnie]


In Japan you can leave you bike anywhere, locking only the rear wheel, go for shopping or even a party in the middle of the night and usually you will still have it when you're back. Japanese think: "If I don't have the thing I want, I most likely didn't work hard enough to get it. Then I have to work harder." While we Westerners tend to think "If I don't have the thing I want, it's because the world in unfair. Why!? Don't I deserve it!?" Consequently, if a Japanese wants a bike, he/she would go and buy his/her own, so here I don't have to worry that someone would like to take what "belongs" to him/her.

Rower jest bardzo popularnym środkiem transportu w Tokio i prawdopodobnie w większości japońskich miejscowości. Na rowerze jeżdżą tutaj i uczniowie i babcie, i gospodynie domowe w fartuszkach i odziani w garnitury pracownicy firm (co oczywiście nie jest argumentem dla generalizacji, że jeżdżą wszyscy). Rower służy zazwyczaj do poruszania się na krótkich dystansach, do kilku kilometrów, czyli na przykład na zakupy, do szkoły, do stacji, z której jedzie się dalej, ale także do pracy i na uniwersytet, jeśli nie jest to za daleko. Ja sama jeżdżę na uczelnię około sześciu kilometrów (pół godziny) w jedną stronę, podobnie jak kilkadziesiąt koleżanek z mojego akademika. A poza tym zdarza mi się zobaczyć panią w garsonce pedałującą tak, żeby trzymać kolana razem albo pana z teczką wciśniętą do koszyka na kierownicy, choć najczęściej pracownicy firm (ci wszyscy menedżerowie i dajrektorzy) mieszkają daleko od miejsca pracy (firmy mają siedziby w centrum Tokio) i dojeżdżają pociągiem.

W drodze na uczelnię mijam codziennie średnio trzydzieści osób jadący tym samym chodnikiem, co ja. Tokio pokazywane na zdjęciach w gazetach wydaje się być zatłoczone i rzeczywiście jest takie w okolicach stacji i dworców, natomiast po większości miasta da się poruszać swobodnie. Swoboda nie oznacza tutaj jednak możliwości pędzenia 40km/h po pustej drodze - wzdłuż większych jezdni w centrum jeździ się po chodniku - przy przejściach dla pieszych namalowane są nawet osobne znaki stopu dla pieszych i rowerzystów i same przejścia również są podzielone. Po mniejszych uliczkach wszyscy jeżdżą jak im się podoba.

Rower trzeba też gdzieś zostawić, kiedy się już dojedzie do celu. Pojechałam kiedyś rowerem do jednego z centrów Tokio (mnogość tokijskich centrów wyjaśnię kiedy indziej), zostawiłam go na chodniku przed budynkiem, tak jak na pierwszym zdjęciu i poszłam do domu towarowego. Po godzinie zdałam sobie sprawę, że nie założyłam na rower blokady i, nauczona bolesnym życiowym doświadczeniem, wybiegłam przestraszona, że już go tam nie ma. Był.

W większości tutejszych rowerów blokada ogranicza się do unieruchomienia tylnego koła, bez przypinania go do drzewa. Rower się po prostu stawia na chodniku, załatwia swoje sprawy, wraca, a on tam najczęściej nadal jest. Jest tam nawet o północy, jak na drugim zdjęciu.

To, że w Japonii nie trzeba się bać ani o swój rower ani o telefon komórkowy nie wynika z faktu, że Japończycy są na tyle bogatym narodem, że nie muszą kraść takich rzeczy. Z zasady nie kradną oni również droższych przedmiotów, a ponadto po drugiej wojnie światowej byli narodem biednym, a i tak (przeważnie) nie posuwali się do kradzieży.

W japońskiej drodze do sukcesu nie istnieje charakterystyczna dla ludzi Zachodu postawa roszczeniowa - zamiast "ja chcę to mieć, bo mi się to należy" myśli się tutaj "jeśli chcę to mieć, to muszę na to zapracować". Japończykowi moja komórka się nie należy, pójdzie do pracy i kupi sobie własną.

Obawa przed utratą zaufania otoczenia oraz przekonanie o tym, że na wszystko należy sobie zapracować samemu czyni z Japonii kraj stosunkowo bezpieczny. Ponieważ jednak bezpieczeństwo to opiera się głównie na społecznej umowie, łatwo jest, umowę tę łamiąc, czerpać korzyści z kradzieży lub oszustwa.

Niektórzy obcokrajowcy (nie tylko Polacy) wykorzystują tę sytuację, oszukując na przykład przy opłatach za przejazd pociągiem i pod tym względem jestem w stanie zrozumieć Japońską nieufność wobec obcych. Małostkowe myślenie, że przecież kilkaset jenów nie zrobi różnicy tym bogatym Japończykom podważa podstawy, na których zbudowane jest w tym kraju wzajemne zaufanie. Nie chodzi tutaj o kilkaset jenów, ale o zasady, dzięki którym można zostawić rower w mieście, a w pociągu trzymać telefon komórkowy w kieszeni płaszcza.

Notice: Japanese characters in the comment's content are not displayed correctly.

***


Uwaga! Znaki japońskie w treści komentarza nie wyświetlają sie poprawnie.

Name:

Komentarze:

28.12.2012, 12:52 :: 2.229.96.105
CzonVDFznIfNExu
...tej jednej, najważniejszej - że będzie tryzmał Kaczyńskiego i PiS z dala od władzy. 4 lata temu mało kto głosował na "drugą Irlandię", ogromna część głosf3w na PO to były głosy przeciwko Kaczyńskiemu. Tusk zagwarantował 4 lata w miarę spokojnego grillowania i business as usual. To się liczy dla wielu ludzi bardziej niż wszystkie inne jego obietnice razem. Nie widzisz tego?

17.02.2008, 12:07 :: 124.32.233.138
tokio
chyba tylko narodowe pranie mózgu: "nie należy ci się! do roboty! gambareeee!". ;)
"gambaru" to często powtarzane w tym kraju słowo. znaczy "starać się".

17.02.2008, 11:41 :: 83.30.242.18
nazgee
jakieś sugestie pozwalające na wprowadzenie wschodniego status quo w PL? czy też jak zwykle rewolucja?

17.02.2008, 10:48 :: 124.32.233.138
tokio
ok, trzymam za słowo! ;)
dziękuję. :)

17.02.2008, 10:26 :: 213.134.160.226
coffeerepublic
rewelacyjnie czyta się Twojego f-bloga. wpisuję się na listę stałych czytelników.