Oto nomikai - najbardziej powszechny sposób imprezowania japońskiej młodzieży uniwersyteckiej oraz osób już pracujących. Nie przetłumaczyłam tego w tytule, ponieważ wszelkie polskie określenia o podobnym znaczeniu mają zupełnie inne konotacje. Nomi czyli picie + kai czyli spotkanie = popijawa? ;) "Spotkanie w celu picia" to mniej więcej to, co my nazywamy wypadem do pubu, imprezą, spotkaniem towarzyskim.

Na nomikaje (pozwolę sobie spolszczyć na użytek tego wpisu) chadza się na przykład ze swoim uczelnianym kołem zainteresowań z okazji rozpoczęcia, zakończenia działalności w danym roku akademickim, z okazji Nowego Roku, z okazji urodzin jednego z członków kola i z każdego innego powodu, w zależności od inwencji i potrzeb osób zainteresowanych. Dwa pierwsze zdjęcia pochodzą z dzisiejszego nomikaja z koleżankami z Koła Międzynarodowej Wymiany Kulturowej, z okazji zakończenia semestru (z tego powodu logika dzisiejszego wpisu może być nieco upośledzona). Poza trzema wyraźnie Europejkami, wszystkie pozostałe panie na fotografiach to Japonki. Nauczyłam się też nowego słowa nomi-sa, gdzie pierwszy człon już rozumiemy. Drugi człon to skrót od saakuru, japońskiej wersji angielskiego "circle", czyli właśnie koła. Oznacza to uniwersyteckie kolo, które tak naprawdę nie prowadzi żadnej działalności, ale istnieje, by członkowie mogli chodzić razem na nomikaje. I niech mi ktoś powie, ze Japończycy nie starają się ze sobą zapoznawać i przyjaźnić. (Koniecznie muszę kiedyś napisać o gōkon'ach - to jest dopiero spontan!)

Na nomikaje chadza się też ot tak - ktoś rzuca hasło, wysyła maile, wszystkie panie kartkują swoje kalendarze (nie wiem jak panowie, ponieważ uczę się na żeńskim uniwersytecie) i ustalają termin wyjścia do restauracji lub tzw. izakaya - baru/pubu, który jednak bardzo rożni się od tego, co znamy z Polski. W izakayach jest zazwyczaj stosunkowo jasno, dym z papierosów jest skutecznie wentylowany, muzyka nie przeszkadza w rozmowie, a stoły są zazwyczaj zajęte przez większe grupy gości. Bardzo ważnym elementem izakaya jest jedzenie - duży wybór smacznych potraw, które podaje się na wspólnym talerzu do podziału na małe talerzyki rozdane gościom. Idzie się tam oczywiście tez pić, ale jedzenie jest właściwie różnorzędnym celem - gdyby było niedobre, uczestnicy nomikaja by to zapamiętali. Drinki są bardzo słabe, 4, 5 procent, jak piwo, dlatego ludzie upijają się powoli, chociaż wszyscy mają słabe głowy, więc w sumie szybko. Tylko mój znajomy z Uzbekistanu nie mógł się upić, bo u niego to się w barach pije czystą, a nie soki z kroplą wódki, jak to określił.

A można też, tak jak na trzecim zdjęciu, pójść do knajpy spontanicznie - w tamtym przypadku po pikniku (a potem jeszcze na karaoke). Po prostu było jeszcze wcześnie i nie chcieliśmy się jeszcze żegnać, więc wstąpiliśmy do jednej z wielu izakaya, które przyjmują gości na godziny, ponieważ mają taki ruch. Dostaliśmy dwie godziny, złożyliśmy wstępne zamówienie i zostaliśmy poinstruowani, jak używać tego ekraniku dotykowego w głębi stołu do zamawiania kolejnych potraw bez wołania kelnera. Rachunek podzieliliśmy po równo na wszystkich. Wyszło mniej niż 2000 jenów.

W ogóle dzielenie rachunku jest tutaj tak rozwiniętym zwyczajem, że ma swoje zasady - kto ile płaci w zależności od składu imprezujących, np. w parze kobieta i mężczyzna wychodzi 1:9, w parze młodszy i starszy kolega na z uniwersytetu bodajże 4:6, kolega jeszcze się uczący i już pracujący - 2:8, czy coś w tym stylu. Są nawet strony z kalkulatorami, na których można się przed wyjściem upewnić, ile powinno się zapłacić. Na przykład ostatnio na pożegnalnym spotkaniu koła badawczego nad ilustracjami z XVII-wiecznych powieści dwóch obecnych tam wykładowców zapłaciło po 10000 jenów, a magistranci i doktoranci po 1000.

W przypadku grupy znajomych (czy to z koła, czy z pikniku) zazwyczaj dzieli się po prostu po równo. U nas zazwyczaj każdy je sam swoje danie i każdy płaci za własne drinki przy och odbiorze, dlatego nie mamy w ogóle tego problemu. Z kolei tutaj prawie nie ma potraw, które je się w pojedynkę (na imprezach). Nawet restauracje niby zagraniczne podają potrawy w sposób japoński i tak też jadłam raz w restauracji niemieckiej golonkę w sześc osób (bez skory i tłuszczu - to akurat moglibyśmy zgapić od Japończyków).

W wielu takich restauracjach płaci się z góry, a w cenie jest określona liczba potraw, alkohol zazwyczaj bez ograniczeń, oraz ustalony czas konsumpcji. Dzisiejsza impreza kosztowała 3000 jenów od osoby za dwie godziny, 6 rożnych potraw (razy trzy, a więc 18 talerzy) i drinki do woli. Ja wypiłam dwa, ale niektóre koleżanki i po pięć. O godzinie 21 zostałyśmy uprzejmie poinformowane, ze prosi się nas o opuszczenie lokalu.

Tyle napisałam dzisiaj, wszystko napisałam, że przez tydzień mogę tylko zdjęcia wklejać. I filmiki. O! Idę spać. Ale mi się będzie dobrze spało! Jeszcze prysznic... oooo...

Notice: Japanese characters in the comment's content are not displayed correctly.

***


Uwaga! Znaki japońskie w treści komentarza nie wyświetlają sie poprawnie.

Name:

Komentarze:

03.01.2010, 00:49 :: 89.187.248.8
Koiori
Witam^^. Odkryłam tego bloga przed chwilą i jestem zafascynowana. Chyba nic lepszego nie mogło mi się zdarzyć, niż taki materiał z codziennego życia Japończyków, którymi jestem zafascynowana. Reaguje na to wszystko tak samo jak Ty... jak to ujęłaś "nieuleczalnie entuzjastycznie" :D, lecz niestety narazie tylko z perpektywy 'sprzed komputera'. I cieszę się że twego bloga odnalazłam też dlatego że...przypomniał mi dlaczego jestem tu gdzie jestem i co jeszcze kilka miesięcy temu było moim nadrzędnym celem...(dopóki mnie nie wciągnęło studenckie życie;p). A jeżeli chodzi o Japończyków i o to że mają życie nie zawsze aż rak różniące się od naszego, przekonało mnie anime o studentach "Honey and Clover". Bo oczywiście od anime, wszystko się zaczęło;).
Ps: przepraszam jeżeli ten komentarz jest trochę przydługi... .

04.08.2008, 13:33 :: 89.229.22.149
justis
taki ekran to dobra rzecz:D

03.08.2008, 17:39 :: 83.8.237.131
b.YISK
Moja siostra ma dwa i pół roku, a już umie je "rozczapierzyć" prawie perfekcyjnie. Wiadomo - ma dobrego nauczyciela :D

02.08.2008, 04:11 :: 124.32.233.138
tokio
Eh, to na całym świecie ludzie zamulają tak samo? ;) A lepiej iść potańczyć! ;)

Szymon, bo ja się jeszcze ciągle uczę tego rozczapierzania palców, jeszcze muszę poćwiczyć. ;)

01.08.2008, 20:38 :: 83.8.235.44
b.YISK
Czemu zgłaszasz się do zdjęcia? :P

01.08.2008, 19:27 :: 77.115.215.104
Splin

Ooooo ślicznotki z Koła Międzynarodowej Wymiany Kulturowej^^ ...no i dwóch ślicznotków :P

Zupełnie jak w Krakowie: siedzimy-gadamy-pijemy, a jak gdzieś się już idzie, to po to żeby znowu usiąść. :D :P