[Poland, Opole]




[pref. Saitama, Saitama, photos by Mary Miyashita]


On Thursday I was invited to Mrs Eunice Miyashita's house to give a short speech about Poland and teach some Polish. Mrs Miyashita is a very acitve English teacher, giving lectures in schools, on a university and on top of that ruuning her own English school. That day she invited her pupils who were kind enough to come though it's already summer vacations here. First I had a 30-minutes presentation about Poland (exemplary slide - 2nd picture) and received a kind reaction from the listeners, who asked further questions about my country. As Mrs Miyashita's son, Satoshi has noticed, it's really easier to be a student in a Polish (or Canadian) school/university, as we don't have those vertical relations, so 1st-graders or 4th-graders are practically equal and nobody has to respect others only because they're older (among students).

Then we had a dinner consisting of Polish food prepared by Mrs Miyashita. It was sooo delicious! It not only had the real Polish taste, but also wasn't as salty as we usually make it in Poland, so it was really, honestly perfect. (But Mom, of course your bigos is the best in the world. :*)

The last part was Polish classes based on simple phrases like "Hi", "Thanks", etc., and two short dialogues which I put in the tables below. I was really surprised that everyone has grasped the pronunciation so fast! It was way better than my pronunciation of Chinese. ;) Only the Polish version of the name "Sailor Moon" was a bit too much for the first time, but it's always good to know that it may sound so odd in some languages, isn't it.

So, thank you very much, everyone! Mrs Miyashita, for inviting me and preparing such delicious food, Mary for a warm welcome and taking pictures, Satoshi for cooperation with the presentation, and all the students for coming, asking such interesting questions and being able to say "Hi" in Polish. Dziękuję! :D


W czwartek zostałam zaproszona do domu Pani Miyashita, by przybliżyć uczniom jej szkoły angielskiego polskie zwyczaje i język. Zaczęliśmy od prezentacji, w której, nauczona doświadczeniem, wyjaśniłam, że Polska jest cywilizowanym krajem, niewiele różniącym się od Niemiec, pokazałam zdjęcia kamienic, bloków i tym podobne zwyczajne widoczki. Następnie obejrzeliśmy polskie pory roku, przy których przygotowywaniu dowiedziałam się, że przebiśnieg nie ma nazwy japońskiej, a nawet angielskiej. Ponieważ moja publiczność składała się z gimnazjalistów i licealistów, wyjaśniłam różnice między w polską a japońską szkołą, głównie polski brak mundurków (z tego, co czytałam, to pomysł upadł po roku do wdrożenia, tak?), podział klas w liceum na profile oraz studniówka. Na koniec pozostawiłam zwyczaje - najpierw ślub, który w naszym katolickim kraju siłą rzeczy jest przeważnie "gorgeous", jak to Japończycy mówią na taką zachodnią ceremonię w kościele, z suknią, kwiatami, itp. O różnicach w obchodach Bożego Narodzenia i Nowego Roku napiszę osobną notkę, ale mogę w tym miejscu pokazać przykładowy slajd, ponieważ tylko to zdjęcie zrobiłam sama, resztę wygooglałam, więc nie pokażę publicznie.

Prezentację zakończyłam obrazkami swojskiego jadła (przed wystąpieniem zapomniałam sprawdzić, jak powiedzieć po japońsku "pasztet"), co skomponowało się z kolejnym punktem programu - kolacją złożoną z samych polskich potraw, które Pani Miyashita przygotowywała przez cały dzień. To było z jej strony naprawdę przemiłe. Pierwszy raz w życiu jadłam ruskie pierogi z ziemniakami pokrojonymi w kosteczkę. U mnie w rodzinie się je tłucze. U kogoś się kroi? Ale smak miały bardzo polski (ruski?). Bigos, zupa fasolowa, pieczeń, tylko ten pieczony łosoś to pewnie dla tych, którzy by jednak nie byli w stanie się do polskiej kuchni przekonać. Ale jak tak patrzę na Japończyków, którzy zawsze próbują wszystkiego z taką ciekawością, to myślę, że i flaczki by zdzierżyli. ;)

Najedzeni zabraliśmy się za naukę polskiego z tabelki z podstawowymi zwrotami oraz dwoma krótkimi dialogami. Oto one:

Rozmowa w języku kolokwialnym | A colloquial conversation
A: Cześć! Jestem Tomek, a ty?
B: Cześć! Naoko.
A: Jak, jak...?
B: Na o ko...
A: Aha, sory! A skąd jesteś?
B: Z Japonii.
A: Wow! Sony, Tokio, Toyota...
B: Ooo, widzę, że dużo wiesz...
A: A, dzęki! A lubisz Dragon Ball’a?
B: Nie. Wolę Czarodziejkę z Księżyca.
A: E tam, to dla dziewczyn! Napijesz się czegoś? Może piwo?
B: A masz sok pomarańczowy?
A: Hi! I'm Tomek, and you?
B: Hi! Naoko.
A: What, what...?
B: Na o ko...
A: Ok, sorry! Where are you from?
B: From Japan.
A: Wow! Sony, Tokyo, Toyota...
B: Oh, I can see you know a lot...
A: Oh, thanks! So, do you like Dragon Ball?
B: No, I prefer Sailor Moon.
A: Oh come on, it's for girls! Would you like something to drink? How about beer?
B: And do you have orange juice?


Rozmowa nieco bardziej oficjalna | A little bit more official conversation

A: Dzień dobry, nazywam się Naoko.
B: Dzień dobry. To ty jesteś tą koleżnką Tomka z Japonii?
A: Tak.
B: Lubisz polskie jedzenie?
A: Tak. Lubię schabowego.
B: Dzisiaj na obiad są pierogi...
A: Pierogi też bardzo lubię.
B: To dobrze!
A: Good afternoon, my name is Naoko.
B: Good afternoon. You must be that Japanese friend of Tomek.
A: Yes.
B: Do you like Polish food?
A: Yes, I like pork chops.
B: But we have dumplings for dinner today...
A: I like dumplings very much too.
B: Good!


A na koniec zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie, na którym nie widać Pani Miyashita. Aha, no i uczniów było kilkunastu, nie dwudziestu, jak mi się udało przesadzić wczoraj. ;)

Notice: Japanese characters in the comment's content are not displayed correctly.

***


Uwaga! Znaki japońskie w treści komentarza nie wyświetlają sie poprawnie.

Name:

Komentarze:

25.12.2012, 23:44 :: 216.220.48.197
qSQLnJZdRinJqIuOFt
Oczywiście! :) Aczkolwiek problem pgloea na tym, że w przypadku 90-95% zakupf3w (zwłaszcza w dużych sklepach) na wybf3r konkretnego produktu z grupy poświęcamy zwykle kilka sekund. To nie wystarczy na przeczytanie czegokolwiek, a jedynie na pierwsze wrażenie. Na nim zaś opierają się wszystkie manipulacje związane z downsizingiem i wieloma innymi narzędziami wpływu oraz regułami socjotechnicznymi!Problem raczej nie dotyczy małych sklepikf3w, gdzie z danej grupy towarf3w są zwykle dwa lub trzy produkty, kupowane na podstawie preferencji od lat lub rady sprzedawcy. Ale kto dziś kupuje w sklepikach osiedlowych?

30.08.2008, 02:49 :: 77.114.66.18
Splin

W Polsce czuję się jak na polu minowym. A to z kolei niesamowicie rozwija wyobraźnię. I inne instynkty odpowiedzialne za przetrwanie. 0.-

Wink. Ok. Przyłączę się do dyskusji.

glasser, czy Ty chodzisz z wykrywaczem przykrości po Polsce i rejestrujesz każdy szczegół, krzywe spojrzenie, wyobrażając sobie nawet co za nim się kryje...?
Jeśli tak, to Cię kiedyś zabije albo co najmniej doprowadzi do depresji, niezależnie od szerokości geograficznej.
Dlaczego nie napiszesz na każdego nega pozytyw co Ci się w Polsce podoba. :)

I obnaż czasami swoje zęby w uśmiechu do "pani Zosi", która pewnie wcale nie uważa siebie za boginię, a jest po prostu zmęczoną rutynową pracą urzędniczką, za pensję wprawiającą ją co miesiąc w nerwicę albo poczucie beznadziei. I Ty wtedy po osiemdziesiątym dziewiątym pasażerze pytającym o informację myślałbyś o zamknięciu tego ********* okienka. :)
Więcej empatii, bo urzędnik to też człowiek. ...Dlatego powstaje tyle biur automatycznej obsługi. :)

Btw. myślę, że "nie dać się sponiewierać" to zasada obowiązująca niezależnie od miejsc i ludzi w nich spotykanych. Inaczej Cię zjedzą. ...Ale Japończycy to specyficzny naród. Szczególnie w japońskim biznesie okazanie emocji jest równoważne utracie twarzy, dlatego oni nie jedzą ludzi otwarcie. 0.- ( ...cyniczna Europejka niedoceniająca prostolinijnych Japończyków...? :P )


18.08.2008, 17:15 :: 124.32.233.138
tokio
Ze wszystkim się jak najbardziej zgadzam. Dokładnie o tych samych rzeczach myślę, kiedy się dołuję, ze niedługo trzeba wracać. :/
Tylko problem w tym, że wszystkie podane przez Ciebie wady wynikają z mentalności, a nie braku funduszy, złego prawa, itp. A jak zmienić mentalność? Nie da się tego zrobić nakazami z zewnątrz. Nie wiem, no nie wiem...

14.08.2008, 13:16 :: 80.53.53.162
glasser
Przede wszystkim Polska jest bardzo brudna. Pod tym względem nie można jej niestety porównać z Niemcami lub innymi krajami, jakie powinniśmy brać na wzór, jeśli chodzi o zachowanie czystości na ulicach.

W dużych lub małych miastach, bez różnicy, wystarczy wyjść ze starówki, by natknąć się na przesypujące się śmietniki, pety rzucane wszędzie i zawsze, reklamówki na drzewach, itp.

Do tego doliczyć można zaniedbane elewacje historycznych budynków (wielu ludzi przyzwyczaja się do warstwy brudu na odrapanych ściach pomalowanych dodatkowo sprayem i nie zauważa, jak bardzo szpecą one otoczenie).

Kolejna sprawa - brak szacunku dla wspólnej własności. Nowo wyremontowana elewacja umazana sprayem - pewnie i w Niemczech da się zauważyć coś takiego, jednak zdecydowanie rzadziej.

Może trochę truję, ale nienawidzę bezmyślności i wandalizmu.

Następnie, brak uczciwości - Marta, wiesz najlepiej, że przeciętny Japończyk nie wyobraża sobie jazdy pociągiem lub autobusem bez biletu. U nas myśli się odwrotnie - jak tu oszukać kanara.

Urzędnicy - taka pani Zosia w okienku wyobraża sobie, że jest boginią uważając, że o wszystko, co robi (w ramach swojego regularnego zajęcia zresztą), należy ją pokornie prosić.
Kiedy pewnego razu zgłosiłem się do informacji na dworcu kolejowym w Warszawie, pani tam pracująca odpowiedziała mi zdawkowo i już chciała zająć się następnym klientem. Kiedy poprosiłem o szczegółowe wyjaśnienie mojej kwestii, spojrzała na mnie tak, jakbym nie zdawał sobie sprawy z własnej bezczelności.

Wystarczy jednak nie dać się sponiewierać, a postawa urzędnika od razu się zmienia. Dlaczego tak jest? W Australii na przykład, urzędnicy robią wszystko, żeby klient był zadowolony i odszedł myśląc o nich jak najlepiej.

Pozdrawiam, glasser

14.08.2008, 12:48 :: 124.32.233.138
tokio
Radaz, :) ^_^v

Glasser, ależ podejmijmy. :)

13.08.2008, 10:02 :: 86.111.99.185
RadaZ
RadaZ najwyraźniej czuje się niedowartościowany i pragnie zwrócić na siebie uwagę

>>> Wiecie, ze moj analityk skasowalby ode mnie 220 PLN za taka pointe? Tylko on jeszcze daje kozetke. I plamy do interpretowania. No i wszystko opiera na zazdrosci o penisa.


PS I wcale nie musze miec ostatniego slowa. xD

12.08.2008, 19:16 :: 78.8.60.116
glasser
Może by tak wrócić do tematu? Albo zająć się innymi, bardziej merytorycznie?

RadaZ najwyraźniej czuje się niedowartościowany i pragnie zwrócić na siebie uwagę, co skutecznie czyni.

Zacząłem czytać reportaże Marty stosunkowo niedawno, dlatego nie mnie wtrącać się do Waszych sporów. Z drugiej strony jednak jako czowiek "z zewnątrz", mogę mieć mniej emocjonalne podejście do tematu.

Pozostaję bezstronny - wszelkie ataki podszyte agresją proszę kierować na adres: kontaktMAUPAglasser.net.pl, gdyż tutaj będę je ignorował.

Marta, rozumiem Twoją argumentajcę. Mimo wszystko jednak uważam, że rozziew pomiędzy Polską a krajami zachodnimi jest ogromny.

Bardzo chętnie podejmę tę dyskusję, jeśli nie uznacie tego za off topic.

Pozdrawiam, glasser

12.08.2008, 17:52 :: 86.111.99.185
RadaZ
Hola, hola! "Zaczepke" to ktos znalazl w moim poscie i zaatakowal. ;)
Ale masz racje, wrocmy do Japonii.

12.08.2008, 16:41 :: 124.32.233.138
tokio
"Przypominanie" z takimi szczegółami pojedynczego wydarzenia sprzed kilku lat to chyba jednak jest rozpamiętywanie. Tym bardziej, że poza Tobą i Kaiou ogromna grupa osób bardzo dobrze wspomina współpracę w Creativą, nawet z tym wcieleniem arogancji, jakim rzekomo jestem ja.

Naprawdę jestem zaskoczona, że to nadal w Tobie siedzi. Jeżeli chcesz ponownie wszczynać te kłótnie z personalnymi pretensjami, to wróćmy na nasze ulubione forum, a nie smródźmy na blogu, który traktuje o Japonii, a nie jakichś nieukojonych żalach.

Jeszcze mi coś na to odpowiedz i miej satysfakcję, że do Ciebie należy ostatnie słowo. Ja nie mam zamiaru odgrzewać tej bezsensownej kłótni i po prostu nie będę reagować na Twoje zaczepki.

12.08.2008, 15:53 :: 86.111.99.185
RadaZ
No to wio!:
Nie "atakuje" całej Creativy "dla zasady" czy jako "uogolnienie". Napisalem, ze jest kilka "szlachetnych wyjatkow" (Michal P., Lukasz Z.), ktorych moje "zale" nie obejmuja, wiec to oznacza, ze reszta tez MUSIALA byc przemyslana.

"Zarzut" o "zrazanie ludzi" brzmi, jakby stawiajaca go osoba chciala byc "przyjacielem wszystkich". A do tego potrzeba olbrzymich pokladow hipokryzji, wiec... kurde, nadalbym sie! ;O

I Marto, tu nie chodzi o "rozpamietywanie", ale zwyczajne "przypominanie" i jesli do niego dochodzi to TYLKO dlatego, ze jeszcze nie doswiadczylem niczego, co takie przeswiadczenie o Creativie by zmienilo. Ba, powiem nawet, ze wiecej bylo zachowan utwierdzajacych (pzdr. dla Zielonej i Yui!). :)
Kaiou tez chyba z "tym" mial problemy. ;)

12.08.2008, 15:21 :: 124.32.233.138
tokio
Radaz, Ty mnie zadziwiasz. To było tak dawno, że ja nawet nie pamiętałam, że trzy miesiące, że miesiąc... A Ty już trzy (cztery?) lata to najwyraźniej rozpamiętujesz... To mnie zastanawiało, dlaczego, skoro Ty nas wszystkich, arogantów jednych, tak bardzo nie lubisz, piszesz na forum Creativy, kiedyś przez Toriego wysłałeś artykuł, teraz tutaj komentujesz. I wreszcie zaczynam rozumieć, że to nie zainteresowanie Japonią, tylko jakiś przykry resentyment, z którym nie potrafisz sobie poradzić.

Nie wiem, skąd wniosek, że się denerwuję - to nie ja tworzę epitety z kilkoma myślnikami. Już od jakiegoś czasu Twoje prowokacje nie wzbudzają we mnie emocji. Chyba się przyzwyczaiłam. Nawet się ucieszyłam, że piszesz często mądre rzeczy, ale jednak Twój zaczepny styl psuje wrażenie.

12.08.2008, 13:15 :: 78.150.3.90
komoro
RadaZie: z Twojej wypowiedzi wywnioskowałem ze czepiasz się tłumaczenia. Jeśli tak to nie masz racji. Przed przystąpieniem do tłumaczenia ustala się tzw. skopos, czyli cel tłumaczenia: określa on ostatecznego odbiorcę tekstu, jego potrzeby i wymagania. Jeśli tekst ma trafić do specjalistów w danej dziedzinie należy zwrócić szczególną uwagę na użycie terminologii specjalistycznej właściwej dla danej dziedziny. Jeśli tekst jest przeznaczony dla ogólnego odbiorcy, a tak jest w przypadku niniejszego bloga i w przypadku przedstawionego dialogu, użycie specjalistycznej terminologii jest zbędne, a w niektórych przypadkach utrudniłoby lub uniemożliwiło komunikację (np. opis łąki widzianej na wycieczce zawierający łacińskie nazwy gatunkowe roślin). Jeśli blog dotyczyłby tematyki kulinarnej, lub dialog przeprowadzali dwaj kucharze, wtedy faktycznie Twoja uwaga byłaby na miejscu.
W tekście Marty słowo ‘dumplings’ opisywało (jeśli nie to proszę Autorkę o sprostowanie) pewną kategorię przedmiotów do których ‘pierogi’ jak najbardziej się zaliczają. Nie użyto precyzyjnego terminu bo nie było takiej potrzeby.
Nazewnictwo to faktycznie złożony problem. Sam dałeś temu wyraz demonstrując sprzeczność: stwierdziłeś że pierogi są zawsze z farszem, choć wcześniej słusznie wymieniłeś wyjątkowy przypadek leniwych pierogów.
Jeśli chodzi o Twoje komentarze w stronę Creativy to wstrzymałbym się z uogólnieniami jakich dokonujesz. To że ktoś Cię kiedyś wkurzył, zignorował czy zbluzgał, nie znaczy że wszyscy z Creativy są źli, w końcu każdy prezentuje swoje indywidualne opinie. Idąc Twoim tokiem rozumowania musiałbym wpisać na swoją czarną listę wszystkie Koła Gospodyń Wiejskich, bo poczęstowali mnie kiedyś kiepskim bigosem.
Moja wypowiedź była sarkastyczna, przyznaję, ale czy demonstrowała moją arogancję czy ignorancję- nie mogę się z tym zgodzić. W tym momencie (i niestety nie tylko w tym) zrażasz do siebie ludzi. Zastanów się czy wyjdzie Ci to na dobre. Podejrzewam że masz rację, reakcja na Twoją notkę byłaby mniej żywiołowa (choć o wspomnianej „hałaśliwości” nie może być mowy) gdybyś napisał ją pod innym nickiem. Pytanie brzmi: kto za to odpowiada? Uwierz mi, nie ma żadnego spisku przeciwko Tobie. Ewentualna antypatia to indywidualna sprawa poszczególnych osób.


12.08.2008, 12:23 :: 86.111.99.185
RadaZ
Problem jest taki, ze jesli bym zglosil uwage pod innym nickiem to przeszlaby bez echa i "oskarzen" o bycie "mistrzem", doszukiwanie sie traktowania innych jako "bezmyslna gawiedz" i epitetow w stylu "jasnie oswiecony". :)

Arogancja, ignoracja i wszelkie inne złe "-a(n)cje" to JEST, z kilkoma szlachetnymi wyjatkami, domena czlonkow Kreatiwy. I tego sie bede trzymal, panno och-ach-miesiac-sie-pan-nie-odzywal-a-teraz-narzuca-termin-choc-wczesniej-ja-trzy-miesiace-sie-nie-odzywalam-bo-nam-sie-mail-zagubil*. _O_"

*) wyjasnienia:
Creativa dostala zaproszenie na konwent. Odpowiedziala (Autorka) po 3 miesiacach, bo im sie mail "zagubil" i wyrazila chec wspolpracy. Wszystko bylo dogadane (!) i kiedy po miesiacu przeslalem wstepny plan imprezy to zostalem nazwany "niepowaznym", "niedojrzalym" czy innym "nieodpowiedzialnym" i ze odzywam sie "nagle po miesiacu" i "narzucam" dzien i godzine prelekcji. Oczywiscie od razu pojawil sie atak. Zapytania o mozliwosc zmiany terminu / godziny nie bylo. ;]

Pozdrawiam. I mniej nerwow, bo Ci cukier podskoczy. ;)

12.08.2008, 06:14 :: 124.32.233.138
tokio
Radaz,

Nie wiem, czy zwróciłeś uwagę, że to nie jest rozprawa na temat tradycyjnej kuchni polskiej, tylko luźne tłumaczenie, które ma oddawać ogólny charakter przygotowanego przeze mnie dialogu. Osoby czytające to po angielsku mało obchodzi, czym w istocie są nasze polskie pierogi, a interesuje je, czy dialog był o jedzeniu, czy o np. pytaniu o drogę. Gdyby zależało mi na dokładnym oddaniu istoty pierogów, to użyłabym szerszego opisu i porównania, tak jak zrobiłam to podczas prezentacji. Ale w tym dialogu to nie ma najmniejszego znaczenia. Jako osoba kształcona przez tłumaczy, doskonale zdaję sobie sprawę z różnicy między językoznawstwem normatywnym a praktycznym i wiem, kiedy mogę sobie pozwolić na odniesienie się do uzusu, a nie zasad.

Dlaczego nie irytują Cię "pork chops"? Przyjrzyj się zdjęciom w internecie - chops są bez panierki. Bardziej ścisłym określeniem byłoby "cutlet", ale akurat w Kanadzie częściej jada się chops i to szybciej przemawia do czytelnika.

Troszkę Ci nie wyszedł argument z tym językiem polskim niezwykle bogatym w rzeczowniki. W każdym języku istnieją lokalne nazwy potraw nieprzetłumaczalne bezpośrednio na inne języki. Jakiż japoński jest bogaty w rzeczowniki! (sushi, sashimi, gyuudon, nattou, genmaicha, onigiri, etc., etc.) A angielski! (Arbroath Smokies, Yorkshire pudding, Corndogs, Snickerdoodles, Peach Cobbler itd., itp.)

A tak poza tym, to nie jesteś chyba najlepszą osobą do wypominania arogancji komuś innemu i jeśli Twój sposób na podgrzewanie atmosfery to złośliwe wycieczki w stronę Creativy oraz wszczynanie sporów, które sam osądzasz jako wygrane, to widzę, że się pospieszyłam ze stwierdzeniem, że umiesz to robić.

Bez takich, panowie.

12.08.2008, 05:46 :: 124.32.233.138
tokio
Glasser,

Użyłam tego porównania, ponieważ chciałam się odnieść do czegoś znanego moim słuchaczom. Zapewne nie zaskoczy Cię, jeśli napiszę, że dla większości Japończyków Europa kończy się na Niemczech. Natomiast wszystko na wschód to jakieś egzotyczne dzikie kraje, gdzie właśnie trzeba się bać wilkołaków. I to jest mój pomysł na walkę z tymi stereotypami dzikiej krainy Polan - uświadamianie obcokrajowcom, że można u nas tak samo skorzystać z bankomatu i zjeść w makdonaldzie. Oczywiście, z naszego punktu widzenia Polsce bliżej do Ukrainy, ale człowiekowi, który nie ma z Ukrainą żadnych skojarzeń to raczej nic nie mówi.

I powiem Ci, że nie mam kompleksu wobec krajów bardziej rozwiniętych. Teraz mieszkam w Tokio, co roku przez kilka miesięcy w Toronto, mogę powiedzieć, że znam życie w Kanadzie i Japonii i nie czuję, że Polska jest drastycznie różna, gorsza. Oczywiście, kiedy za dwa miesiące wrócę, to zacznę się dołować, że na rowerze nie mogę jeździć, że u nas jeszcze komórki kradną, ale w każdym kraju są jakieś problemy (w Kanadzie też kradną rowery) i one akurat nie sprawiają, że chciałabym uciec z Polski.

Wiem, o czym mówię, bo się wiele razy nad tym zastanawiałam - co niby takiego jest w tych krajach, czego nie ma w Polsce? Co prawda teraz rozważam, kontynuację edukacji w Kanadzie, gdyż stamtąd mam łatwiejszy dostęp do badań w Japonii, ale na poziomie życia codziennego nie ma tam nic, co by mnie skłoniło aż do przeprowadzki.

Może i do Niemiec nam jeszcze daleko, ale to z naszej perspektywy. Z punktu widzenia Japończyka, który chce się zatrzymać w schludnym hotelu, zobaczyć ładne widoczki i smacznie zjeść, to tu już jest Europa.

11.08.2008, 11:49 :: 86.111.99.185
RadaZ
To, ze sie "uzywa" i "ogolnie przyjmuje" wcale nie oznacza, ze to "jest" to samo. Wg Travel Channel w Szkocji graja "kobziarze", takze... ;)
I na serio myslalem, ze ten przyklad wystarczy do obalenia owych tez o "uzywaniu" i "ogolnym przyjmowaniu".

Tak sie niefortunnie sklada, ze jezyk polski jest jezykiem bardzo bogatym i ma wiele rzeczownikow, zwlaszcza takich, ktore anglicy tworza przez zestawienie przymiotnika i rzeczownika. Dlatego my mamy "oscypek", ktory dla nich jest "wedzonym serem" (smoked cheese) albo twarog, ktory dla nich jest "serem z wiejskiej chalupki" (cottage cheese).

Tak samo jest z naszymi pierogami i czyms, co my nazywamy kluskami. Ktore bardzo czesto tlumacze zamykaja razem w slowie "dumpling". Poprawna nazwa dla pieroga powinna byc nazwa zlozona, np. "stuffed dumpling". Bo pierogi ZAWSZE sa z farszem, a kluski niezawsze, jesli nie "nigdy". ;]

"Jasnie oswiecony" ryzykuje teze, ze ta halasujaca, 2-osobowa "bezmyslna gawiedz" nalezy do Creativy. Jesli nie - wybaczcie. Poziom arogancji mnie zmylil. ;O

"Mistrz RadaZ" do podgrzewania atmosfery ma jakas niespotykana tendencje. Rownie silna jak ta do wygrywania sporow. :)

Pozdro 599!

11.08.2008, 10:19 :: 80.53.53.162
glasser
Marta,

Napisałaś, że "Polska jest cywilizowanym krajem, niewiele różniącym się od Niemiec".

Myślę, że trafniej byłoby napisać, że Polska niewiele różni się od Ukrainy (niczego Ukrainie nie ujmując).

Niestety do Niemców bardzo nam daleko. Dość często polemizuję na ten temat z kolegą mieszkającym w Berlinie (Polak) i zazwyczaj nie chcę się zgodzić co do tego, że Polska jest brzydkim krajem.

W opisie jednej z moich galerii (pokazującej nasz kraj nieco od podszewki) użyłem sformułowania:
Polska jest pięknym krajem, jednak w wielu aspektach zaniedbanym".

Kolega napisał, że równie dobrze mógłbym powiedzieć tak: Maluch jest świetnym samochodem, jednak w wielu aspektach przestarzałym.

Wczoraj czekając na kogoś i mając nieco czasu do stracenia oraz aparat w ręku, pospacerowałem nieco po starym mieście Jeleniej Góry (która uważana jest za ładne miasto). Starałem się wyłączyć filtry, które pozwalają nam przymykać oko na wady naszego otoczenia. Wynikiem tych oględzin jestem tak przerażony, że raczej tych zdjęć nie opublikuję.

Przez dziesięć lat mieszkałem we Wrocławiu, odwiedzam go też regularnie. Niestety, mimo tych wszystkich świetnych rzeczy, które się tam dzieją, bardzo długa droga jeszcze przed nami.

Czy macie jakiś pomysł na to, co możnaby zrobić, żeby obcokrajowcy odwiedzający Polskę nie bali się, że zza rogu wyskoczy na nich wilkołak?

Pozdrawiam,
glasser

10.08.2008, 15:27 :: 124.32.233.138
tokio
No akurat używa się słowa "dumplings" np. w Kanadzie na etykietkach polskich pierogów i tutaj, kiedy się mówi o gyouza.
Radaz, Ty tu umiejętnie podgrzewasz atmosferę. ;)

10.08.2008, 13:23 :: 83.30.216.187
en
jaśnie oświecony zaproponuje pewnie coś na kształt "peeroghee" ;]

10.08.2008, 12:15 :: 78.145.134.43
komoro
W takim razie sluchamy mistrza RadaZa, niechze oswieci bezmyslna gawiedz, niechze wyjasni jak to pierogi na angielski przetlumaczyc, skoro ogolnie przyjete 'dumplings' jego wyszukanym gustom nie odpowiada.

10.08.2008, 10:24 :: 86.111.99.185
RadaZ
"Dumplings" to NIE to samo co "pierogi" (chyba, ze "leniwe"), chcialem zauwazyc. ;]
Tak samo, juz na przyszlosc dla czytajacych, "kobza" i "dudy" roznia sie jak "gitara" i "klarnet". :)

09.08.2008, 14:50 :: 83.24.53.137
Aneczka
Sympatyczna sprawa. ^^