[Tokio, Shibuya, Yoyogi]


What Japanese themselves understand by "japanese toilet" is not that high-tech device from yesterday's post but this hole in the floor pictured above. While using it you face the pipe. ;)

Kiedy my mówimy "japońska toaleta", mamy zazwyczaj na myśli taki full wypas jak na wczorajszym zdjęciu. Z kolei Japończycy "japońską toaletą" nazywają tę dziurę w podłodze widoczną powyżej, w odróżnieniu od "zachodniej toalety", czyli sedesu.

Ludzie często pytają mnie "Co cię najbardziej zdziwiło w Japonii?" Oczekują, że powiem "sushi", "shintō", "karaoke", a ja mówię "No wiesz no, już ponad cztery lata się o tym kraju uczę, to to wszystko nie jest dla mnie takie nowe. [zawód maluje się na japońskich licach] Ale nie, czekaj! [pełne nadziei wyczekiwanie] Japońska toaleta. [zdziwienie]" Nikt mi w szkole nie powiedział, że te okropne dziury, nad którymi trzeba kucać niczem w krzakach są standardem w miejscach publicznych. -_-' I to takim standardem, że nawet zazwyczaj jest ich więcej niż toalet zachodnich, a ponadto tylko drzwi do kabin z sedesami są podpisane "toaleta zachodnia", a japońskie są w domyśle, bez napisów. Zdarzyło mi się nawet uczyć w takim budynku, w którym na sześciu piętrach nie było ani jednego sedesu - miałam wybór albo kucać albo chodzić do budynku obok. W domach z kolei nie natknęłam się na to okropieństwo ani razu. Aha, a kuca się przodem do rury.

PS. Ach, ależ dziś nieobiektywnie. ;)

Notice: Japanese characters in the comment's content are not displayed correctly.

***


Uwaga! Znaki japońskie w treści komentarza nie wyświetlają sie poprawnie.

Name:

Komentarze:

10.03.2008, 00:28 :: 77.115.33.108
Splin

...Japończycy powinni dodać do swoich powiedzeń jeszcze jedno: "Mocne nogi to podstawa."...

(>.

09.03.2008, 23:10 :: 79.185.77.215
daghmarre
o, nie, w życiu!

09.03.2008, 01:02 :: 124.32.233.138
tokio
Herbata: No nie? Kto by się spodziewał... W XXI wieku takie rzeczy. ;)

Katik: Ja też nie skumałam. Kiedy to zobaczyłam po raz pierwszy, poszłam do mojej japońskiej koleżanki i zapytałam: "Ej, jak to się robi?" Zawsze mnie to stresuje, szczególnie po tym jak (uwaga, proszę nie jeść, nie pić podczas czytania dalszego fragmentu) kiedyś weszłam do toalety i zobaczyłam, jak spod drzwi jednej z kabin wypływa żółta kałuża... O_o

Kultury-troche: Dokładnie z tego powodu moje koleżanki z Chin zawsze wybierają wersję japońską, nawet kiedy sedes jest wolny. Wg ich opowieści chińskie publiczne toalety to taki syf, że do głowy by im nie przyszło się z nimi stykać. Przy czym przy wielu sedesach tutaj jest dozownik z płynem dezynfekującym, który można rozprowadzić po desce papierem toaletowym.

Midori: O toalecie najczęściej mówi się "washiki" i "youshiki". Wiele rzeczy może być "wafuu", za to "washiki" kojarzy się najbardziej z toaletą. Na drzwiach kabin również używa sie słów z "-shiki". Wg googlach "washiki toire" występuje dwa razy częściej niż "wafuu toire".

Aczkolwiek jest to rzeczywiście pojęcie znaczące. Przypomniało mi się, jak kiedyś dyskutowaliśmy podczas zajęć z JRP nad harmonią - "wa" i negatywnymi aspektami dążenia do niej. Wszyscy wypowiadali się tak mądrze i z głębią, a mi po głowie chodziło tylko "washiki toire, washiki toire... grrrr..." ;)

09.03.2008, 00:28 :: 213.156.102.176
midori
napisz proszę, że to jest "wafuu", takie trully, bo to pojęcie wydaje się takie kluczowe ^_-

08.03.2008, 23:54 :: 83.26.90.108
kultury-troche
może i lepiej kucać nad czymś takim niż usiąść na "zapyziałym kiblu polskiego dworca", przynajmniej ja tak uważam:P

08.03.2008, 22:17 :: 90.156.65.147
Katik
Bardzo dziękuję! ;-)
Gdyby to nie było zbyt osobiste, to pokusiłabym się o opisanie swojego "pierwszego razu", które było wydarzeniem spektakularnym, z dźwiękowymi efektami specjalnymi ;-))) - z powodu skostniałych stawów i skurczonych mięśni po 11-to godzinnym locie. Dzięki temu pierwszy szok kulturowy przeżyłam już na lotnisku Narita.
K.

Ps
Wtedy jeszcze nie skumałam, że kuca się przodem (papier był z boku, więc nie można było się tym zasugerować) :-)

08.03.2008, 10:23 :: 83.2.116.18
herbata
to standardy?
kto by pomyślał.