[Rosutaimu Raifu, Fuji Terebi, odc. 3]


[pref. Saitama, Fujimino, Kamifukuoka]


According to the stereotype pictured in dramas, the typical Japanese housewife is the mistress of her domain - only she knows where her husband's underwear is put (1st pict.), she keeps all the household's money and kids can only beg her for some (3rd pict.) and she is a great strategist with a brave heart to battle for special-priced products with other houswives (2nd pict.). This is what I know from TV, and from the family who accepted me for homestay last summer I know that Japanese housewives are also perfect cooks (4th pict.)

Przekonanie o tym, że Japonki lubią być przy mężu i dzieciach nie wzięło się znikąd. Rzeczywiście bowiem do niedawna był to przeważający model rodziny. Przeważający nie oznacza jednak jedyny - osobiście znam dwie pełnoetatowe panie domu z pokolenia mniej więcej moich rodziców, ale również byłą mistrzynię olimpijską w gimnastyce i emerytowaną parlamentarzystkę Kiyoko Ono, o której właśnie przeczytałam, że zatrudniała przez ponad dwadzieścia lat pomoc domową, oraz Miyoko Ikezaki - businesswoman, a także od dziesięciu lat szefową organizacji non-profit JRP. Nie pytałam nigdy, ale wygląda na to, że nie ma męża - w domu ma mnóstwo zdjęć swoich i dorosłej córki bez żadnego mężczyzny. Odwiedziła kilkadziesiąt krajów i w Japonii też czas spędza głównie w samolocie i na oficjalnych spotkaniach. Zdecydowanie wymyka się stereotypom.

Polki często pracują i na zewnątrz i w domu, podczas gdy Japonka jest panią domu na pełnym etacie. Z tego, co mi wiadomo, ma to związek między innymi z sytuacją ekonomiczną. Okres aktywności zawodowej pokoleń moich rodziców i dziadków przypadał w dużej części na socjalizm, którego jednym z najczęściej powtarzanych sloganów jest "Kobiety na traktory". W tym stanie narzuconej odgórnie robotniczej równości płci do przedwojennych domowych obowiązków Polek doszła praca w fabrykach. Również kartki i pustki w sklepach były cechą PRL'u - trudna sytuacja finansowa i niepewna przyszłość zmuszała kobiety do wyjątkowej zaradności. Musiały nie tylko uprać rodzinie skarpetki, ale jeszcze zdobyć proszek, pralkę... albo skarpetki. Z takiego "treningu" wyrosły takie kobiety jak moja mama, która przez większość małżeństwa moich rodziców był główną żywicielką rodziny i jednocześnie, dopóki nie nauczyła mnie, jedyną osobą, która w domu sprzątała, prała, prasowała, gotowała, etc.

Z kolei w Japonii chociaż układ, w którym to mężczyzna dba o dochody, a kobieta o dom został tak jak w Polsce zaburzony podczas II wojny światowej, to już po niej zaczął wracać do normy. W 1945 roku Amerykanie napisali Japończykom konstytucję i do tego czasu, mimo istnienia nurtów komunistycznych, kraj był zasadniczo demokratyczny, a w każdym razie nie oczekiwano od kobiet pracy. Japonia zaczęła po wojnie szybko dążyć do dobrobytu i już w latach '60 ubiegłego wieku sytuacja ekonomiczna zaczęła się stabilizować, by w latach 1965-70 wejść w tzw. boom Izanagi, a w 1980-90 okres koniunktury bańki mydlanej czyli czas szczególnego prosperity (swoją drogą ostatnie lata ponownie nazywa się okresem Izanagi). Ponadto japoński system dożywotniego zatrudnienia zapewniał rodzinie wyjątkową pewność bytu. W takich warunkach Japonka wychodząca za mąż nie musiała się już w ogóle martwić o dochody. Kiedy chciała uprać skarpetki, miała co najwyżej dylemat, który proszek kupić i czy aby nie wymienić już pralki na nowszy model. Tak wyrosły kobiety, które wyspecjalizowały się w prowadzeniu domu wręcz znakomicie - tzw. sengyō shufu czyli pełnoetatowe panie domu.

Bańka mydlana pękła na początku lat '90. Zaczęły się masowe zwolnienia z pracy. Podejrzewam, że wpływ na "wyjście Japonek z domu" miał obok ogólnej zmiany świadomości względem kariery również ten sam co w Polsce czynnik niepokoju o swoją sytuację życiową. Przy okazji - cały czas mówię o kobietach zatrudnianych w firmach, natomiast dużą grupę kobiet pracujących stanowią żony i córki w interesach rodzinnych. W Japonii nadal powszechne jest prowadzenie od pokoleń małych sklepików, w których często żony pracują na równi z mężami, a po pracy zajmują się domem. Na przykład w sklepiku rowerowym mąż przygotował mój (nieodżałowany) rower do jazdy, a już żona wykaligrafowała mi imię na błotniku, zarejestrowała go i zajęła się płatnością. Z kolei w drugim sklepie rowerowym zawsze jest tylko pan.

Shufu, tak jak OL to wyróżnialna grupa. Na przykład jedna z moich książek o okresie Edo, napisana zresztą przez znanego specjalistę Kazuo Hanasaki, została wydana przez Wydawnictwo Pani Domu i Życie Codzienne. Typ pani domu występuje w serialach ze wszystkimi stereotypami, jakimi obrósł przez lata. Na zdjęciu widać scenę z serialu "Rosutaimu Raifu" (Życie w dodatkowym czasie), którego fabuła polega na tym, że w każdym odcinku inna osoba umiera w wypadku, ale przed śmiercią dostaje dodatkowe kilka godzin na załatwienie spraw, bez których nie może opuścić tego świata.

Widoczna na zdjęciu pani domu ginie w wypadku rowerowym, kiedy ściga się z innymi paniami domu do supermarketu po wołowinę w niezwykłej promocji, o której wyczytała w promocyjnej gazetce. Mamy tutaj pierwszy stereotyp: pani domu oszczędza, gdzie tylko może - do mycia szyb używa wielokrotnie jednorazowych ręczników, córka kimono na zakończenie studiów dostanie z wypożyczalni, a potrawę, którą je się z wołowiną, ona robi z jajkiem. No i oczywiście poluje na promocje. Na drugim zdjęciu scena batalistyczna - panie domu rozpoczynają walkę o przecenioną wołowinę.

Z kolei obrazek trzeci to chwila, w której córka prosi główną bohaterkę o kimono. Jeżeli mama się nie zgodzi, to nic z tego. Mimo, że to tata przynosi pieniądze do domu, nie może pójść z ta sprawą do niego, ponieważ on jest zwyczajnie bez grosza przy duszy. Kolejną cechą charakterystyczną pani domu jest to, że mąż ma kontakt z pieniędzmi tylko w momencie przenoszenia ich z pracy do domu. Nie znaczy to jednak, że żona może je zdefraudować - w każdym sklepie stujenowym (takie nasze "wszystko za 2,50 PLN") i papierniczym można dostać dziennik domowego budżetu z ładnie wydrukowanymi rubryczkami na produkt, ilość, cenę, itp. itd.

Natomiast mąż w samym ręczniku na pierwszej ilustracji to żadna gorąco-romantyczna scena. Dialog wygląda tak:
On: Kochanie! Czy możesz mi podać majtki?
Ona (znad deski do krojenia): O, już wyszedłeś z wanny... Poczekaj, już ci daję… (Zatrzymuje się, ponieważ już wie, że umrze i musi wyszkolić rodzinę do życia) Albo wiesz co... Od dzisiaj będziesz musiał sam zadbać przynajmniej o swoje majtki.
On: Eee... Co? Ale ja nie mam pojęcia, gdzie one są... Kochanie, proszę cię, zimno miiii...

Tak, rodzina schematycznej pani domu jest upośledzona życiowo - nikt nie potrafi sobie sam zrobić czegokolwiek. Mama przyzwyczaja dzieci i męża do tego, że nie muszą niczego robić, bo wszystko zrobi ona, skoro to jej specjalizacja. W innej scenie przychodzi kurier z paczką, kiedy mama siedzi w toalecie (na sedesie ^_^). Potrzebna jest pieczątka (zamiast naszego podpisu). Mama każe przynieść ją synowi, a ten przynosi jakąś inną, bo nie ma zielonego pojęcia, gdzie też mogłaby być. Później do kolacji brakuje jajek. Pani domu w pierwszym odruchu wkłada buty i już wychodzi do sklepu, kiedy nagle reflektuje się i mówi do syna: "Idź do sklepu po jajka". Syn robi takie oczy, jakby kazała mu co najmniej przejść przez ścianę.

O ile większość stereotypów nie jestem w stanie sprawdzić, bo krępuję się pytać o sprawy finansowe moją znajomą rodzinę, u której mieszkałam w lecie, o tyle tego ostatniego byłam nawet świadkiem. Siedzimy razem przy kolacji. Wszyscy mamy do kuchni tak samo daleko. Nagle córka mówi: "Mamo, poproszę ketchup". Mam wstaje i biegnie do lodówki. Mnie opada szczęka. Moja mama odpowiedziała by na coś takiego mnie lub mojemu bratu: "A co to? Bozia nóżek/rączek nie dała?" ;)

Ponadto z moich doświadczeń z dwiema japońskimi rodzinami wyciągnęłam wniosek, ze panie domu są naprawdę profesjonalnymi kucharkami. W obydwóch domach kolacja wyglądała tak jak ta na ostatnim zdjęciu - przynajmniej trzy dania dla każdego plus potrawy ogólne - sałatka, ryż w kapturkach z tōfu itd. Każda kolacja to tylko nieco mniej pracy niż przygotowanie polskiej wigilii. Mało tego - dowiedziałam się, że jedna z goszczących mnie mam chodziła na kurs parzenia kawy - nie, nie zalewania "po turecku"... Nie wiem, jakie kwalifikacje jeszcze nabyły, ale podejrzewam, że to nie było jedyne szkolenie. Żeby nie było wątpliwości, uważam, że nasze mamy i babcie świetnie gotują nawet bez kursów (oooch, gołąbki...), ale chcę zwrócić uwagę na fakt, że panie domu traktują swoją pracę naprawdę jak zawód.

"Pełnoetatowa pani domu" nie jest jednak zawodem oficjalnie - jego wykonawczyni nie dostaje od rządu żadnych pieniędzy. Ekonomicznie jest zależna wyłącznie od męża. W Japonii jednak przez długie lata ludzie się raczej nie rozwodzili. Śluby brano z rozsądku po swatach, a więc i z rozsądku się nie rozstawano. W przypadku moich znajomych rodzin co do jednej nie znam szczegółów, ale w drugiej tata zwierzył mi się, że ślub był z miłości, a nawet wbrew obu rodzinom. W czasach ich młodości istniała jeszcze instytucja swata, która teraz już prawie zanikła. Od kiedy zaczęto się wiązać z miłości, wzrosła liczba rozwodów, a z tym i samotnych matek. Nie znam dokładnych przepisów, ale wiem, że japońskie matki, tak jak polskie, mogą liczyć na alimenty, zasiłek, a przede wszystkim na same siebie. W jednym z emitowanych teraz seriali jest wątek przedszkola, do którego najwyraźniej chodzą dzieci tylko matek pracujących. Główna bohaterka ma nawet dylemat, że jest jedyną bezrobotną klientką tej instytucji i między innymi to motywuje ją do podjęcia zatrudnienia. Zresztą odsyłam do wypowiedzi mojej koleżanki we wczorajszym tekście - chce zarabiać właśnie na wypadek samotnego życia.

Notice: Japanese characters in the comment's content are not displayed correctly.

***


Uwaga! Znaki japońskie w treści komentarza nie wyświetlają sie poprawnie.

Name:

Komentarze:

13.03.2008, 07:34 :: 124.32.233.138
tokio
Hm, trudno mi powiedzieć z całą pewnością, ponieważ w takich warstwach znajomych nie mam, ale wiem, że rzeczywiście im bardziej wpływowa rodzina, tym mniej wolności mają dzieci - rodzice, dla utrzymania prestiżu nie mogą sobie pozwolić na wychowanie takiej Paris Hilton. A biorąc pod uwagę japońską niechęć do obcokrajowców (nie do turystów, ale do tych, którzy chcą się na poważnie "mieszać" do japońskiego życia), to kandydat(ka) do małżeństwa musiałby być chyba bardzo dobrze ułożonym dzieckiem jakiegoś niezwykle ważnego potentata z Europy Zachodniej lub USA. Ale jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić. Czyli że to prawda raczej. :)

12.03.2008, 07:36 :: 77.112.92.113
Splin
..Słyszałam, że w mocno schierarchizowanym japońskim społeczeństwie, wyższe warstwy społeczeństwa absolutnie nie dopuszczają w swoich kręgach małżeństw mieszanych. To prawda?

12.03.2008, 01:31 :: 124.32.233.138
tokio
Hm, ja wiem tylko, że te dzieci są zazwyczaj naturalnie dwujęzyczne i to na pewno dobrze wpływa na ich rozwój umysłowy. Ja też chętnie poznam spojrzenie naukowe. Jakieś lektury warte polecenia? :)

Co do małżeństw, to chodziłam w tym roku na zajęcia "współżycie wielu kultur" i rozmawiałyśmy między innymi o przypadku Chinki, która wyszła za Japończyka i mieszka w Japonii. Nie zna zwyczajów, zasad życia w tym społeczeństwie, które znacznie różnią się od chińskich, ale jej mąż traktuje ją tak, jakby była Japonką i tylko się denerwuje, że jej się coś nie podoba, że nie wie, kiedy to wszystko jest takie oczywiste. Doszłam do wniosku, że do małżeństwa międzynarodowego trzeba po prostu mieć predyspozycje, których ten pan nie ma: trzeba mieć szersze horyzonty, rozumieć, że wchodzi się w związek z inną kulturą, trzeba brać poprawkę na dziwiące nas zachowania, nie można z góry zakładać znanych nam wyjaśnień dla zachowań, bo często już bardziej różne od naszych wyobrażeń być nie mogą. Tym bardziej w spotkaniu kultur Wschodu i Zachodu (polecam, niedawno skończyłam czytać: "The geography of thought: how Asians and Westerners think differently - and why", Richard. E. Nisbett) Dlatego często małżeństwa polsko-japońskie nie są gwałtownym zderzeniem dwóch kultur, ponieważ obie strony zdają sobie sprawę z istnienia różnic i od początku łagodzą konflikty, które powstają w parach ograniczonych przez stereotypy. Osobiście znam taką parę, Polkę i Japończyka, o których mogę powiedzieć, że predyspozycje mają. ;)

11.03.2008, 22:14 :: 77.112.140.39
Splin
>>Y.
Według jakich badań? :>
...Jak narazie moja wiedza o mieszanych małżeństwach i ich dzieciach opiera się na wypowiedziach ich samych. Przyznam się, chętnie poznam spojrzenie także od naukowej strony. :>

11.03.2008, 21:28 :: 81.210.24.26
Y.
>>Splin
Według badań, z takich odległych geograficzno-kulturowo małżeństw, wychodzą najinteligentniejsze dzieci :>

11.03.2008, 16:46 :: 77.113.117.153
Splin
Dzięki!^^ Dla mnie rzuca to już trochę szersze światło na postrzeganie małżeństw japońskich.
...Pamiętam, kiedyś moja koleżanka powiedziała mi ze wzburzeniem: "Ci Japończycy muszą być okropnymi szowinistami! Widziałam na lostnisku Japończyka idącego sobie z aparacikiem fotograficznym, a za nim żonę dźwigającą pokornie ich bagaże! Wyobrażasz sobie?!". Śmiałam się wtedy, ale szczerze, nie chciałabym być na miejscu jego żony w takiej sytuacji.
...Czytałam też kiedyś o małżeństwie Polki z Japończykiem i o tym, jak ona wyrobiła w nim m.in. nawyk zabierania ze sobą kluczy od domu za każdym razem kiedy wychodził, po tym kiedy kolejny raz zastała go stojącego pod drzwiami i czekającego na nią, aż wróci z wędrowania po Tokio.^^ Śmiałam się.
...Małżeństwo Polki z Japończykiem to dopiero musi być hardcore ;)