[Hatarakiman, Nihon Terebi]


Is it true that Japanese women prefer managing their households than pursuing their careers? I asked my Japanese friend who is starting her job in a company in a week. She told me: Though I'm not particularly career-oriented, I want to keep on working even after I'm married because I want to have money for buying whatever I want and also to ba able to live on my own if we got divorced or I was widowed. But when I look at my mom who does so much in the house, always gives me a warm welcome, always cooks delicious meals, I think that I also wouldn't like to work so much that my children would feel lonely. More less half of my girlfriends want to continue their carrers and a half wants to quit job after marriage. I was actually surprised by how many girls chooses to be full-time houswives. In Japan lately almost every university graduate starts working in a company where they often meet their future spouses. However usually only women quit job after being married.

Spiln w komentarzu pod jednym z wcześniejszych artykułów zacytowała pewien wywiad (Przy okazji, Splin, czy mogłabym Cię prosić o źródło? Bo nie mogę tego znaleźć w internecie.)

- Europejki i Amerykanki nie chcą być wciśnięte w model dziecko-dom-mąż. Wolą pracować. Za to w Japonii kobiety wracają do domu, są żonami przy mężu.

- Być może w Japonii za kobietą stoi prawo, które zapewnia samotnej matce godne pieniądze, nie wiem. W Polsce niestety nie, nikt nas nie zwalnia z odpowiedzialności za siebie i dziecko. Dlatego Polki coraz częściej boją się być tylko przy mężu.


Zanim zabiorę się za wyjaśnienie "kwestii kobiecej" w Japonii, chciałabym zwrócić uwagę na niefortunność sformułowania tego pytania: "nie chcą być wciśnięte w model". Jeżeli to jest zapis luźnej rozmowy w towarzystwie, to się nie czepiam - każdy ma prawo wyrażać swoje osobiste opinie, tak jak autorka pytania, która dała wyraz swojej niechęci bycia wciśniętą (forma pytania sugeruje mi, że była to właśnie autorka, a nie autor). Jeżeli jednak jest to wywiad dla mediów, to używanie określeń wartościujących (tutaj negatywnie), sugerujących odpowiedź, jest nieobiektywne i nieprofesjonalne. Żeby nie było wątpliwości - krytykuję tutaj warsztat dziennikarski, a nie poglądy. Sama też nie chciałabym być wyłącznie żoną i matką, ale znam Europejki i Kanadyjki, które by chciały i które bynajmniej nie czują się w nic wciśnięte i także z szacunku dla nich nie wyrażałabym się w ten sposób.

Ponadto, może to kwestia mojego wykształcenia w duchu obiektywizmu, ale także w tekstach na tym blogu staram się nie podawać ogólnych faktów bez zaznaczenia, że "zazwyczaj", "większość", "przeważnie", "często" etc., ponieważ kategoryczne uogólnienie zwyczajnie mija się z prawdą. Przeważnie Japończycy nie kradną (jak pisałam 16 i 17 lutego), ale mnie rower ukradziono (3 marca). "Europejki i Amerykanki (…) Wolą pracować.", ale są takie, które nie wolą i dla ścisłości obiektywny dziennikarz powinien napisać "Większość Europejek i Amerykanek". Zdaje sobie sprawę z tego, że to jest skrót myślowy i jesteśmy na tyle inteligentni, żeby domyśleć się, że istnieją też wyjątki, ale niestety w praktyce ta domyślność nas zawodzi. Skłonność do generalizacji powala nam zauważać reguły rządzące światem i ogarniać rozumem rzeczywistość, ale jednocześnie prowadzi do powstawania często nieprawdziwych stereotypów, które są tym silniejsze im bardziej dotyczą nieznanych nam zagadnień. Co więcej, stereotypy na temat odległych kultur powstają często nie na bazie zjawiska większościowego, ale wręcz przeciwnie - czegoś niezwykłego, jakiegoś kuriozum, które wydało się komuś na tyle interesujące, by to opowiedzieć w swoim kraju. Na przykład słynne japońskie zapracowanie się na śmierć - karōshi to obecnie ok. 170 przypadków rocznie, co w ok. 125-milionowej populacji stanowi nieco ponad jedną milionową. O wiele więcej jest przypadków śmierci z powodu chorób układu krążenia, które tak samo jak np. w Polsce i Ameryce wywołane są stresem związanym z pracą. Karōshi dotyka 1,3 osoby na milion rocznie, a znam ludzi przekonanych, że Japończycy masowo umierają w pracy. Nie neguję tego zjawiska - oczywiście, że istnieje (nie tylko w Japonii zresztą), ale nie znaczy to, że każdy Japończyk umiera w ten sposób. Kimono też istnieje, ale nie wszyscy je noszą, i sushi istnieje, ale nie je się go codziennie. Jeżeli chce się coś naprawdę wiedzieć, to nie można poprzestać na stereotypach, co niestety stało się z osobą zadająca pytanie. Cieszy mnie za to, że osoba odpowiadająca nie krępowała się powiedzieć "nie wiem".

"Za to w Japonii kobiety wracają do domu, są żonami przy mężu." Zdanie to sugeruje, że Japonki, które od ponad dwudziestu lat stawiają coraz częściej, jak Polki, na karierę, ostatnio ponownie rzucają pracę i wybierają życie w domu. Prawdą jest, że rzeczywiście częściej niż Polki wybierają takie rozwiązanie, lecz nie można powiedzieć, że jest to powrót do roli pani domu. Do niedawna bowiem (dwadzieścia lat temu) znaczna część kobiet w Japonii nie pracowała poza domem, dlatego obecny stan, w którym odsetek kobiet pracujących wzrasta, jest postępem, a nie cofnięciem się do dawnej sytuacji.

W Japonii w ogóle sam system zatrudnienia różni się od polskiego. Przede wszystkim wiele osób kończy tylko studia licencjackie i po czterech latach nauki zaczyna poszukiwania pracy w firmie. Bardzo często kierunek studiów nie ma nic wspólnego z branżą - pracodawcy i tak szkolą swoich pracowników od podstaw, mając w perspektywie ich dożywotnie zatrudnienie. Dotyczy to przede wszystkim kierunków humanistycznych, których absolwenci zajmują się ogólnymi sprawami firmy.

Młode kobiety zatrudniane w takich firmach zwą się "OL" (o eru) od "office lady" i stanowią swego rodzaju wyróżnialną grupę - są magazyny dla OL, reklamy skierowane tylko do OL, "OL" jest również określeniem zajęcia: "- Czym się zajmujesz? -Jestem OL." O panach nie mówi się "office gentelman" - panowie są pracownikami firmy, choć zakres ich obowiązków jest taki sam, z wyraźną tendencją do przyznawania mężczyznom bardziej odpowiedzialnych zadań.

Obecnie niemal każdy, kto posiada dyplom licencjacki rozpoczyna pracę w firmie. Obie płcie często w pracy właśnie szukają przyszłego małżonka, ale przeważnie to kobieta rezygnuje z kariery po ślubie. Osobiście znam jeden taki przypadek. Mój znajomy poznał swoją dziewczynę w firmie, a kiedy zdecydowali się zamieszkać razem jeszcze przed ślubem, ona postanowiła zostać w domu, ponieważ praca ją rzekomo za bardzo stresowała. Mówi, że sama wybrała takie rozwiązanie i jest z niego bardzo zadowolona. Innymi słowy większość młodych japońskich pań domu ma doświadczenie w pracy w firmie.

Moja koleżanka Japonka, która właśnie za tydzień rozpoczyna pracę, pisze mi w mailu tak: Nie jestem szczególnie zorientowana na karierę, ale chcę pracować też po ślubie po to, żeby móc sobie za własne pieniądze kupować to, na co mam ochotę, a także by móc żyć w pojedynkę, gdybyśmy się na przykład rozwiedli, albo gdybym została wdową. Ale kiedy patrzę na moja mamę, która robi tyle w domu, zawsze wita mnie serdecznie, kiedy wracam, zawsze robi pyszne jedzenie i w ogóle od której doznaję mnóstwo miłości, to myślę, że sama nie chciałabym też pracować tyle, żeby moje dzieci czuły się samotne. Moje koleżanki dzielą się mniej więcej pół na pół w kwestii tego, czy po ślubie kontynuować czy rzucić pracę. Mnie osobiście dziwiło, że tak dużo dziewczyn chce zostać pełnoetatowymi paniami domu.

Na mojej uczelni (swoją drogą jest to uniwersytet żeński) i w akademiku (też żeńskim - w Japonii bowiem ogólnie nie ma akademików mieszanych) często natykam się na skierowane do kobiet plakaty i ulotki reklamujące różne seminaria na temat kariery. Ostatnio otwarto nawet na uczelni "Career Cafe", czyli w rzeczywistości poradnię dla osób zainteresowanych zatrudnieniem.

Temat typowej japońskiej pani domu pozwolę sobie pozostawić na jutro.

PS. Zdjęcie to screeny z japońskiego serialu "Hatarakiman" - gra słowna z angielskim "man" jak w "Superman". "Pracman"? W każdym razie główna bohaterka oddana jest całkowicie swojej pracy dziennikarskiej, ale nie wiem, jak to się potoczyło, bo obejrzałam tylko pół pierwszego odcinka. A te napisy to chiński. ;)

Notice: Japanese characters in the comment's content are not displayed correctly.

***


Uwaga! Znaki japońskie w treści komentarza nie wyświetlają sie poprawnie.

Name:

Komentarze:

10.03.2008, 15:46 :: 77.112.143.32
Splin
Ehhh ten nacjonalizm i odwieczna walka płci... popracować już sobie spokojnie nawet nie można, a co dopiero liczyć na awans :P ;)
Moje myśli: Zmiany wyznaczają właśnie jednostki.
Gdyby ta Rumunka czy Cyganka okazała się najbardziej profesjonalną osobą w całym zespole, nie miałabym obiekcji przed tym, żeby została szefem. Globaliazacja mnie nie przeraża, patrzę na świat kosmopolitycznie. Niestety, dla niektórych zachowywanie własnej tożsamości wiąże się z nacjonalizmem i to jest koszmar, który minie w ciągu kilku, kilkunastu pokoleń. ...Tylko, że ja nie mam ochoty na to czekać, wciskając STOP w życiu tylko dlatego, że dla niektórych szefami nie mogą zostać "pochodzący skąś tam" czy "nie mający tego co chłopcy mają między nogami".
- Profesjonalizm nie ma płci! (...chyba jednak sobie zrobię koszulkę z tym napisem ...i to w kilku językach świata, bo jeszcze zbyt dużej ilości osób trzeba to powtarzać...)
Z drugiej strony - środowiska korporacyjne różnią się od środowisk artystycznych, w Japonii pewnie też, nie?... Wątpię, żeby jakikolwiek Japończyk wyrażał swoje niezadowolenie, że kampanię reklamową jego firmy prowadzi z powodzeniem zespół mający za szefa kobietę-reżysera. (...nawet jeśli ten szef byłby smukłą, zielonooką blondynką, co przez chwilę przesłoniłoby Japończykowi jej profesjonalizm...) :P ;)

10.03.2008, 14:26 :: 124.32.233.138
tokio
Aha, a to jest link do strony z wynikami w google images po wpisaniu "shachou", czyli "szef". Ta pierwsza pani w czerwonej bieliźnie to w kontekście, że szef coś tam zrobił z nią, ale reszta tekstu jest zablokowana. W każdym razie możesz zobaczyć, ile kobiet. ^_^v

http://images.google.com/images?um=1&hl=pl&client=firefox-a&rls=org.mozilla%3Apl%3Aofficial&q=%E7%A4%BE%E9%95%B7&btnG=Szukaj+obraz%C3%B3w

10.03.2008, 14:21 :: 124.32.233.138
tokio
Oj zdecydowanie lepiej do Japonii jeździć tylko na wakacje. ;) Mam wrażenie, że kobiety szefowe występują tu jeszcze rzadziej niż w Polsce, przy czym osobiście znam jedną szefową NPO, dwie parlamentarzystki, i jeszcze z serialu dwie szefowe. ;)

Ich tendencja jest niestety mniej więcej taka jak w Polsce. Czy przeciętny polski szef wysłałby na negocjacje z bogatym zagranicznym partnerem śliczną panią Kasię czy konkretnego, profesjonalnego pana Nowaka? Choćby pani Kasia była bardziej profesjonalna od niego, to dla szefa najpierw jest śliczna... -_-'

W japońskiej firmie nie miałabyś też szans właśnie jako gaidzinka (obcokrajowiec). Działa tu mniej więcej takie samo uprzedzenie, jak gdyby do Polski przyjechała jakaś Rumunka lub Cyganka (lub przedstawicielka innej nacji pogardzanej w Polsce) i powiedziała, że chce zostać szefową, dajmy na to, Orlenu. Wyobrażasz sobie? ;)

10.03.2008, 13:49 :: 77.112.143.32
Splin
Ps. "zakres obowiązków OL jest taki sam, z wyraźną tendencją do przyznawania mężczyznom bardziej odpowiedzialnych zadań" - ...Szczerze, nie zaakceptowałabym pod tym względem ich tendencji podziału obowiązków w pracy. ...Czy Japonka - szef dużej firmy, to w Japonii coś niespotykanego? Jeśli tak, to już nie pytam, czy w całym Kraju Kwitnącej Wiśni są gaijinki zarządzające w firmach zespołami Japończyków... :P
Śmieję się, że pomimo mojej coraz większej fascynacji kulturą Japonii, zrobię odwrót w drugą stronę świata planując moją karierę...

10.03.2008, 13:34 :: 124.32.233.138
tokio
Dzięki! ^_^v

10.03.2008, 13:08 :: 77.112.143.32
Splin
źródło: TwójSTYL Numer 2 (211) Luty 2008

(cytowany tekst pojawił się w bocznej ramce, cały wywiad natomiast nie dotyczył wogóle Japonii, ale ogólnie relacji damsko-męskich)