[Tokio, Nakano]


Only today it turned out that the bad one was me and not the bicycle thief. I've just got a notice from the bicycle towing centre. And now I have to pay 5000 yen to get my pink baby back. But well, it's still less than 10000 for a new one. And more than for not being towed away... Stupid me. Well, now I know that I should always leave my bike in the designated area like the one in the picture. ^_^v

A pytałam, a upewniałam się!
Ja: A może ten rower zabrał ktoś z urzędu miasta?
Pan posterunkowy Inoue: O nie, w naszym mieście nikt nikomu nie zabiera rowerów.
Ja: Nie no, ale nie że tak o zabiera. Słyszałam, że kiedy się zostawi rower w niewłaściwym miejscu, to zabierają.
Inoue: Nie, nikt go stamtąd nie zabrał.
Ja: To znaczy, że naprawdę mi go ukradli? Ja bym wolała, żeby mi go zabrali...
Inoue: Nie, wygląda na to, że został skradziony.
Ja: Ale przecież był zamknięty na kluczyk.
Inoue: Te zamki są bardzo proste, to nie problem go otworzyć
Ja: Aha... No to chciałabym zgłosić kradzież roweru.

I co? I dziś w skrzynce na listy czekało na mnie wezwanie do centrum odholowanych rowerów, w którym mam się stawić z owym wezwaniem, dowodem tożsamości, kluczykiem do roweru i pięcioma tysiącami jenów. Ludzie, ludzie... Ten rower będzie mnie teraz w sumie kosztował 21 tysięcy... Najpierw dziesięć za rower, potem sześć za nowe koło po wypadku, a teraz jeszcze pięć za złe parkowanie. Oj oj oj... Powinnam się wstydzić, że taka ze mnie ciapa i że teraz Japończycy sobie pomyślą, że Polacy nie wiedzą, gdzie się w Tokio parkuje rowery. Ale co się będę wstydzić i biczować, człowiek całe życie uczy się na błędach, a dzięki tej historii jestem bogatsza o wiedzę i doświadczenie. A mówiąc konkretniej, to o wywiad z posterunkowym Inoue i jego zdjęcie z mundurze (jeszcze muszę to zredagować i opublikuję ^_^v) oraz o zasadę: jeśli chcemy zostawić rower na dłużej niż pięć godzin, to koniecznie na oznaczonym parkingu (jak na powyższym zdjęciu), a nie na chodniku pod drzewem, pod którym zostawiamy zawsze.

Aha, ale pan strażnik z mojego akademika utrzymuje, że jednak kradną.

PS. Mama jest zmęczona po locie i poszła spać o 22, więc mam czas, by siedzieć przy komputerze. A do tego dostałam właśnie wezwanie, o którym nie mogłam nie napisać. ;)

Notice: Japanese characters in the comment's content are not displayed correctly.

***


Uwaga! Znaki japońskie w treści komentarza nie wyświetlają sie poprawnie.

Name:

Komentarze:

20.03.2008, 00:05 :: 124.32.233.138
tokio
O nie, to nie mandat za złe parkowanie, tylko opłata za odholowanie. Mogę go nie odbierać i nie zapłacę nic. :)

A moje dane mieli z rejestracji. Tutaj nie można kupić w sklepie roweru bez żółtej nalepki rejestracyjnej (500 jenów). Moje dane mają w bazie i po numerze znaleźli adres.

19.03.2008, 21:46 :: 79.185.77.250
daghmarre
mandat za złe parkowanie roweru... nie. to nie może być prawda, to jakieś żartyXD

19.03.2008, 21:19 :: 83.4.64.37
nazgee
daj boże, żeby w polsce było więcej takich nadgorliwców, a mniej kradziejów ;]

jak oni znaleźli właścicielkę tego rowera? po jakiejś tabliczce rejestracyjnej, czy te po nazwisku napisanycm na błotniku?


19.03.2008, 18:26 :: 77.112.33.121
Splin
5 tysięcy jenów za zostawienie roweru na dłużej niż 5 godzin pod drzewkiem? ...Oni stanowczo zbyt nadgorliwi są. Mogliby zacząć od pouczenia, a nie od razu demontaż zabezpieczeń i dawaj, odholowanie... ;)

19.03.2008, 16:22 :: 81.210.24.26
Y.
A-ha! Czyli jednak nie kradną i to porządny kraj (a pan policjant to z racji sytuacji zawodowej spotyka tych co kradną, więc jego opinia się liczy mniej, a przynajmniej w innych kategoriach).