[Tokio, Shinjuku, Nishi-shinjuku]


One of the world-famous symbols of Japan, The Mount Fuji (in Japanese always called Fuji-san depicted in postcards is usually big and vivd, whereas in reality, although there are places where you can see it clearly, from Tokyo it looks just as in the picture.

Oto i ona - święta góra Japończyków! Padnijmy na kolana! ;) Albo: Oto i on, jak podaje Wikipedia, klasyczny przykład stratowulkanu, zajmujący teren dwóch prefektur: Shizuoka i Yamanashi, najwyższy szczyt Japonii, 3776 m (to chyba jedyna wysokość, jaką na pewno zna każdy student japonistyki: trzy, siedem, siedem, sześć, trzy, siedem, siedem, sześć... ^_^), na który można się wspinać i który na widokówkach zajmuje ponad połowę horyzontu i zadziwia głębią i ostrością koloru.

W rzeczywistości, choć są miejsca, z których dobrze widać Fuji (najczęściej w odpowiedniej porze roku, przy odpowiedniej pogodzie), to tokijski horyzont nie jest bynajmniej przesłonięty monstrualną górą. Wręcz przeciwnie - żeby zobaczyć ten symbol Japonii, trzeba się postarać o wiele bardziej niż w przypadku wiśni. Po pierwsze, tak jak u nas gwiazdy najlepiej ogląda się w zimie, tak samo tutaj przy zimowym czystym niebie szanse zobaczenia Fuji są największe. Po drugie, w samym Tokio trzeba najpierw w ogóle zobaczyć horyzont (O, właśnie się dowiedziałam z wiki, że to się nazywa widnokrąg, a nie horyzont. Ileż jest jeszcze rzeczy, których nie wiem!), co jest możliwe tylko ze szczytu wieżowca, ponieważ gęstość zabudowań ogranicza pole widzenia z poziomu gruntu do setek metrów.

Kiedy raz wybrałam się na czterdzieste piętro Roppongi Hills, to akurat były chmury (choć w zimie), a i na tarasie widokowym ratusza udało mi się dopaść Fuji dopiero za trzecim razem, co też uwieczniłam na zdjęciu. Zamiast wzdychać z zachwytu, musiałam mocno wytężyć wzrok, żeby dojrzeć ten biały zarys kształtu góry majaczący w oddali, a później zmagać się z aparatem, który nie mógł złapać ostrości przez szybę na maksymalnym zbliżeniu. A w domu jeszcze zabawa z jasnością i kontrastem zdjęcia, co dało efekt takiej nijakiej, rozmytej niebieskiej szarości. Łatwo więc wyobrazić sobie, jak to wyglądało w "naturze". Och, ten tokijski smog... ;)

A kiedy zaczęłam szukać Fuji, notorycznie wywoływałam nieporozumienia, pytając moich znajomych: "Z którego punktu w Tokio mogę zobaczyć wisterię?" Otóż z nazwami gór jest w Japonii mniej więcej tak jak z nazwami świątyń buddyjskich lub chramów - przyrostek oznaczający "góra" (-san lub -dake), choć występuje w nazwie każdego szczytu, nie jest pomijany, ale staje się nierozłączną częścią tej nazwy. Tak jakbyśmy mówili po polsku zawsze "Szczyt Śnieżka". Dlatego Japończyk percypuje górę Fuji wyłącznie jako Fuji-san, tym bardziej, że samo fuji to właśnie nazwa rośliny - wisterii (glicynii). A ja, przenosząc błędnie na japoński polski sposób nazewnictwa, pytałam o Fuji tak jakbym pytała o Śnieżkę. Podobnie jest zresztą z większością nazw geograficznych. Największe japońskie jezioro - Biwa również istnieje po japońsku tylko jako Biwa-ko, natomiast samo biwa to nazwa instrumentu muzycznego lub owocu.

Swoją drogą, zachodzę w głowę, kto, kiedy i jakim cudem rozpowszechnił formę Fuji-yama, która jest zdecydowanie najczęściej używana na Zachodzie. Pamiętam z własnego dzieciństwa, kiedy jeszcze nie interesowałam się Japonią i miałam do czynienia z zupełnie niespecjalistycznymi materiałami na temat tego kraju, że ta góra była mi znana właśnie jako "Fudżi jama". (Tak już dla wyczerpania tematu nazwy: wymawia się to "fudzi" jak "ludzi", "brudzi".) Jest to o tyle zastanawiające, że w Japonii nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby tak to powiedzieć. Cóż, sprawa wymaga głębszego zbadania.

Notice: Japanese characters in the comment's content are not displayed correctly.

***


Uwaga! Znaki japońskie w treści komentarza nie wyświetlają sie poprawnie.

Name:

Komentarze:

06.04.2008, 09:48 :: 124.32.233.138
tokio
No mnie też się ta nazwa podoba. :)

06.04.2008, 04:33 :: 83.27.166.139
nazgee
gdybym usłyszał kogo pytającego o "wisterię", pomyślałbym że szuka miejsca kultu jakiejś sekty. kto wymyśla nazwy tych roślin?
tak, wiem, jestem ignorantem i piszę nie na temat ;]