[pref. Kanagawa, Kamakura]


[Tokio, Itabashi]


Welcom, how about a peama? We're doin' it with steamer. Where? Of course, salonde but only when we're in the mood. You don't like it? Well, it's your problem! Go meet mushroom!
The stereotype that in Japan "foreign languane" equals "English" keeps proving ture. Though the barber seems to "know" some French too. ;) If he had ever opened a dictionary, he would have learned a new word: "perm" - Japanese word "pe a ma" is actually English but in Japanese pronunciation. People from ENGRISH.COM are not making it up, I'm tellin' you! ^_^v


Przed przyjazdem do Japonii nasłuchałam się od starszych kolegów historii o tym, jak to do rozpaczy doprowadzali ich Japończycy, kiedy oni do nich płynnym japońskim, a ci im uparcie jakimś anglo-podobnym bełkotem. Jeśli była to tylko towarzyska rozmowa, to jeszcze pół biedy, można było żałować tylko tego, że sobie japońskiego nie poćwiczą z prawdziwym Japończykiem. Gorzej, kiedy trzeba się było czegoś dowiedzieć, na przykład, jak wrócić na stację z tego miejsca, gdzie się właśnie zgubili - niestety, wyjaśnień tubylców nie dało się zrozumieć, ba, nawet wysłyszeć!

Przyjechałam do Japonii przygotowana na wojnę na słowa - "nie znam angielskiego, nie wiem, co to jest angielski, proszę do mnie mówić po japońsku". A tymczasem po angielsku odezwano się do mnie przez te w sumie osiem miesięcy może z dziesięć razy, z czego w ośmiu przypadkach wystarczyło moje: "Przepraszam, ale ja mówię po japońsku...", byśmy przeszli do ćwiczenia tego, co chcę ja, a nie oni. ;) Natomiast większość osób w moim otoczeniu nawet nie odezwała się do mnie inaczej niż po swojemu. Z panią na poczcie poćwiczyłam sobie nawet opisywanie przedmiotów, ponieważ zapomniałam, jak się mówi "list polecony": "Nooo, to jest coś takiego, że na kopercie się przykleja taką nalepkę z literką R i..."

W każdym razie najwyraźniej tokijczycy ulżyli sobie w prywatnych szkołach z angielskimi konwersacjami, gdyż ja zupełnie nie czuję się osaczona Japończykami żądnymi English conversation. Gwoli ścisłości wspomnę pana, który zaczepił mnie i mamę w jednej świątyni i pochwalił się nam, że jego żona była w Czechach. ;) No i jest jeszcze jedna moja koleżanka z zajęć z angielskiego komunikująca się wedle schematu z opowieści moich kolegów. Ale w lutym skończyła studia.

Zmiana atmosfery na ulicach nie oznacza jednak, że osłabła ta gorąca miłość Japończyków do angielskiego. Jak widać na załączonych fotografiach, nie zawsze z wzajemnością. Wiadomo, że angielski, pachnący irlandzką whiskey, francuskimi naleśnikami (tak!) i Beverly Hills doda kosmopolitycznego splendoru nawet fryzjerowi i pizzy. A głupie błędy im tej świetności nie odbiorą, ponieważ żaden klient nie będzie miał zielonego pojęcia, bo i skąd, że ten świat cudny niczym podróż za ocean może się angielskim gentlemanom wydawać cokolwiek zabawny... ;)

No, po prostu ENGRISH.COM. ^_^v

Notice: Japanese characters in the comment's content are not displayed correctly.

***


Uwaga! Znaki japońskie w treści komentarza nie wyświetlają sie poprawnie.

Name:

Komentarze:

17.04.2008, 12:49 :: 124.32.233.138
tokio
Oj, mamy, mamy! Ja znalazłam kiedyś to:
http://dziwneszyldy.pinger.pl/m/124956/Butik-na-aukcjach

Wydaje mi się, że i Polacy i Japończycy, jeśli już piszą po angielsku, to robią tyle samo błędów, ale ponieważ ci drudzy tego języka wręcz nadużywają, to suma głupich napisów jest tu większa.

No a z drugiej strony tutaj nikt się z tych błędów nie śmieje. A szkoda, bo jakby się mieli przed kim wstydzić, to może by czasem do słownika zajrzeli.

16.04.2008, 17:02 :: 81.210.24.26
Y.
W Polsce też to mamy. Ot, wyszła płyta polskiej, powiedzmy, że artystki, o wdzięcznym tytule "Before I'll die" i dwa dni myśleliśmy ze znajomymi, czy to z nami jest coś nie tak, czy faktycznie tam jest błąd.