t o k i o i o k o l i c e
tokyo and surroundings

Welcome to Japan which sometimes is so different from Canada or Poland that I just have to take a picture. And sometimes so ordinary that... I have to do the same to prove that Japan is not the stereotypical essence of exotic but a country where people live quite like the others. English text is a summary of Polish explanation, however do not hesitate to follow the links, as they usually lead to Japanese and English websites anyway. And pardon my English, please. ^_^v

Zapraszam do Japonii w której nie wszystkie kobiety to gejsze lub lolity z Harajuku i nie wszyscy mężczyźni mają czarny pas w karate, do Japonii, w której nie panuje kult kapcia, w której nie każdy posiłek to surowa ryba i w której nie istnieje zawód "upychacza pasażerów do pociągów metra", et cetera, et cetera…

Zapraszam do Japonii, w której codziennie po prostu jeżdżę na uczelnię, w drodze powrotnej po prostu kupuję mleko, chleb, pomidory, w której co tydzień robię pranie, oglądam seriale, a co miesiąc płacę rachunek za komórkę i kupuję podpaski (sic! w Japonii ma się wszystko tak samo jak w Polsce!).

Na moich zdjęciach postaram się pokazać ten kraj takim, jakim naprawdę jest - czasem rzeczywiście tak różnym do Polski, że aż wyjmuję aparat, ale najczęściej tak mało egzotycznym, że… też wyjmuję aparat, by mieć dowód na to, że Japonia to nie gabinet osobliwości, tylko miejsce, gdzie ludzie żyją podobnie jak my.


Marta Newelska
studentka V roku japonistyki na | pursuing Masters in Japanese at
UAM Poznań,
członkini i były prezes | member and former president of
Japonica Creativa,
członkini organizacji | member of
Japan Return Programme,
obecnie stypendystka na | currently a scholarship recipient at
Tokyo Ochanomizu University
e-mail: mishima(at)wp.pl



czarny sezam | black sesame


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 01.04.2008 :: 03:17 Komentuj (5)


[Kioto, Higashiyama]




[Tokio, Itabashi]


Sesame seems to be very popular in Japanese cuisine. It is used to produce one of he most popular dressings (the first link) or as a seasoning for onigiri. Black sesame (kuro-goma) in a sweet form is the main ingredient of sesame icecream, sesame-flavoured milk or the filling of dango (as seen in the pictures) or chocolates (the second link).

W kuchni japońskiej bardzo często używa się sezamu. Najpopularniejszy dressing do sałatek zrobiony jest z białego (brązowego?) sezamu, zwanego po prostu "sezamem" (goma), którego też używa się np. do obtaczania onigiri (zazwyczaj trójkątów ulepionych z ryżu i nadziewanych tuńczykiem, łososiem lub kawiorem, itp.). Czarny sezam (kuro-goma) w wersji wytrawnej występuje najczęściej zmieszany z solą jako posypka do ryżu, natomiast na słodko w większej liczbie (znanych mi) kombinacji. Tak, jak widać na kolejnych zdjęciach, można tu zjeść sezamowe lody w kolorze cementu (mniam!) lub napić się równie szarego i równie pysznego sezamowego mleka. Czarny sezam może też być słodkim nadzieniem sezamowego dango, czyli kulki z ubitego ryżu usmażonej dodatkowo w sezamie białym, lub moich ulubionych czekoladek LOOK ^_^v, gdzie po angielsku napisano "strawberry", ale już nie "black sesame" lecz "kurogoma". ;)

PS. Gdyby ktoś miał wątpliwości, to to nie są żadne primaaprilisowe żarty. ^_^v


love is the message ;)


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 02.04.2008 :: 05:44 Komentuj (6)


[Tokio, Taitō, Park Ueno]


[pref. Kanagawa, Kamakura]


The lady (this is what her owner was calling her) in the first photo was wearing jeans too but I couldn't capture it, because when the owner saw me trying to take a picture, she told the lady to take an appropriate pose. The second picture is not a dog boutique - the shop specializes in prints on clothes for people, but I believe it must be a great feeling to wear the same t-shirt as your dog. In other words, love is the message! ^_^v

Muszę przyznać, że w Tokio widuję przebrane psy znacznie częściej niż w jakimkolwiek polskim mieście. Suczka na pierwszym zdjęciu miała jeszcze jeansy, ale niestety nie udało mi się jej ująć z profilu, ponieważ kiedy właścicielka zauważyła, że przymierzam się do zdjęcia, rzekła: "Panienko, panienko, usiądź ładnie, bo pani chce ci zrobić zdjęcie!" Panienka posłusznie usiadła z gracją, ale hmmm, panienko, język tak na wierzchu to nie przystoi młodej damie. Nu, nu, nu!

Drugie zdjęcie zrobiłam nie w butiku z psią odzieżą, ale w sklepie specjalizującym się w nadrukach na tkaninach. Poza garderobą dla ludzi mają w swoje ofercie również koszulki dla psów. To z pewnością musi być przyjemne uczucie wyjść sobie na spacer w takim samym t-shircie jak nasz kudłaty pupil.

Innymi słowy, love is the message! ^_^v


Miś Uszatek | Little Bear Ushateck


PL in JP | polska w japonii Link 03.04.2008 :: 10:47 Komentuj (2)


"Nowi przyjaciele Uszatka" | "Ushateck's new friends"


"Pod jabłonką" | "Under the apple tree"


okładka | the cover


KOGUMA NO USHATEKU - Little Bear Ushateck is a Polish fairy tale translated into Japanese by Noriko Furuya. You can order it directly at the publisher EDEN ENTERTAINMENT INC. as it seems that no online bookstore has ever had it in stock.

KOGUMA NO USHATEKU to japońskie wydanie "Misia Uszatka", którego osobiście nigdy po polsku nie widziałam. ;) Przetłumaczyła pani Noriko Furuya, a wydało w twardej oprawie i na kredowym papierze Wydawnictwo EDEN ENTERTAINMENT INC. (Dla ścisłości: tekst - Czesław Janczarski, ilustracje - Zbigniew Rychlicki) Książeczkę wydrukowano w Japonii i można ją kupić za 1600 jenów (nieco ponad 30 PLN), jeśli się ją zamówi bezpośrednio w wydawnictwie, bo moje poszukiwania w księgarniach internetowych okazują się bezowocne. O ile KOGUMA NO USHATEKU jest dosłownym tłumaczeniem tytułu "Miś Uszatek", o tyle tytuł kreskówki również wydanej tutaj z japońskim dubbingiem to OYASUMI KUMA-CHAN, czyli "Dobranoc, misiaczku". Ale o kreskówce już było, więc nie będę się powtarzała, może poza ponownym podaniem tego linka: oyasumi-kumachan.com ;) I jeszcze tak mi się przypomniało, że na mojej koleżance z Tajwanu, z którą oglądałam Misia w kinie, największe wrażenie zrobił odcinek "Na grzyby". Okazuje się bowiem, że na Tajwanie i, jak mogę ocenić po grzybach w tutejszym supermarkecie, również w Japonii grzyby rosną raczej na drzewach niż na ziemi, a do tego ludzie je raczej hodują niż szukają na dziko w lesie.


wiśnie kwitną wszędzie | cherries bloom everywhere


the city | miasto i okolice Link 04.04.2008 :: 03:37 Komentuj (2)

Every year blooming cherries, the symbol of Japan, draw everyone's attention in such a degree, that there are special cherry blossoms news and maps of the blooming wave going through Japan*. This made me think that cherries are somehow rare and you can see them only in some special places. However, it turned out that cherries grow everywhere and you can enjoy their beauty whether you are...

Kiedy byłam w Japonii w lecie, a później przyjechałam w październiku, jedynymi drzewami, które rzucały mi się w oczy były miłorzęby, bardzo powszechne w Tokio. Wygląda na to, że słynne japońskie wiśnie mają niewiele liści i przez ostatnie pół roku były to po prostu jakieś tam łyse, czarne drzewa, wśród których przechadzałam się dzień w dzień, nie mając pojęcia, że mam do czynienia z żywą legendą. A ponieważ wszyscy się tym co roku strasznie przejmują, tworzą mapy kwitnienia wiśni w całym kraju*, rozmawiają o tym w wiadomościach, to miałam wrażenie, że również samo zobaczenie tego symbolu Japonii będzie ode mnie wymagało zachodu i udania się na przykład specjalnie do parku, bo nigdzie indziej nie będzie można ich uświadczyć.

Tydzień temu moja japońska rodzina Hoshinów zabrała mnie i mamę na oglądanie pierwszych, wczesnych jeszcze wiśni w Parku Ueno, powtarzając jednak, że to jeszcze nie to, jeszcze będzie piękniej, jeszcze koniecznie muszę tu wrócić z aparatem. Myślałam wtedy, że spędzę teraz tydzień na szukaniu po mieście tych drzewek, żeby zrobić im kilka zdjęć i że tyle zachodu dla kilku wiśni. Tymczasem już następnego dnia doznałam olśnienia w pralni, z okien której roztaczał się widok na wiśniową aleję na terenie sąsiadującego z akademikiem centrum rehabilitacji. Kiedy natomiast wsiadłam na rower, by zwyczajnie udać się na uczelnię, przekonałam się, że wystarczy wyjść na byle chodnik, by móc napawać się pięknem sakury. Gdzie się nie obejrzę, kwitną wiśnie...


...in Ueno Park | ...w Parku Ueno


...at my campus | ...na mojej uczelni (widoczna tu koleżanka zaplanowała sobie nawet podróż do miasta oddalonego od Tokio o 60 km, by zobaczyć wiśnie, ale ostatecznie zmieniła zdanie po jednej przejażdżce na kampus)


...by the three-level highway | ...przy trzypoziomowej autostradzie


...by the building | ...przy budynku (obok nagich miłorzębów)


...by the road | ...przy drodze na czyimś podwórku


...in the temple complex | ...w kompleksie świątynnym


...or in the rehabilitation center |...no i w centrum rehabilitacji.

* mapple.net map (JP), yahoo map (JP), livedoor map (JP)


fuji-san | fuji-san


the city | miasto i okolice Link 05.04.2008 :: 03:52 Komentuj (2)


[Tokio, Shinjuku, Nishi-shinjuku]


One of the world-famous symbols of Japan, The Mount Fuji (in Japanese always called Fuji-san depicted in postcards is usually big and vivd, whereas in reality, although there are places where you can see it clearly, from Tokyo it looks just as in the picture.

Oto i ona - święta góra Japończyków! Padnijmy na kolana! ;) Albo: Oto i on, jak podaje Wikipedia, klasyczny przykład stratowulkanu, zajmujący teren dwóch prefektur: Shizuoka i Yamanashi, najwyższy szczyt Japonii, 3776 m (to chyba jedyna wysokość, jaką na pewno zna każdy student japonistyki: trzy, siedem, siedem, sześć, trzy, siedem, siedem, sześć... ^_^), na który można się wspinać i który na widokówkach zajmuje ponad połowę horyzontu i zadziwia głębią i ostrością koloru.

W rzeczywistości, choć są miejsca, z których dobrze widać Fuji (najczęściej w odpowiedniej porze roku, przy odpowiedniej pogodzie), to tokijski horyzont nie jest bynajmniej przesłonięty monstrualną górą. Wręcz przeciwnie - żeby zobaczyć ten symbol Japonii, trzeba się postarać o wiele bardziej niż w przypadku wiśni. Po pierwsze, tak jak u nas gwiazdy najlepiej ogląda się w zimie, tak samo tutaj przy zimowym czystym niebie szanse zobaczenia Fuji są największe. Po drugie, w samym Tokio trzeba najpierw w ogóle zobaczyć horyzont (O, właśnie się dowiedziałam z wiki, że to się nazywa widnokrąg, a nie horyzont. Ileż jest jeszcze rzeczy, których nie wiem!), co jest możliwe tylko ze szczytu wieżowca, ponieważ gęstość zabudowań ogranicza pole widzenia z poziomu gruntu do setek metrów.

Kiedy raz wybrałam się na czterdzieste piętro Roppongi Hills, to akurat były chmury (choć w zimie), a i na tarasie widokowym ratusza udało mi się dopaść Fuji dopiero za trzecim razem, co też uwieczniłam na zdjęciu. Zamiast wzdychać z zachwytu, musiałam mocno wytężyć wzrok, żeby dojrzeć ten biały zarys kształtu góry majaczący w oddali, a później zmagać się z aparatem, który nie mógł złapać ostrości przez szybę na maksymalnym zbliżeniu. A w domu jeszcze zabawa z jasnością i kontrastem zdjęcia, co dało efekt takiej nijakiej, rozmytej niebieskiej szarości. Łatwo więc wyobrazić sobie, jak to wyglądało w "naturze". Och, ten tokijski smog... ;)

A kiedy zaczęłam szukać Fuji, notorycznie wywoływałam nieporozumienia, pytając moich znajomych: "Z którego punktu w Tokio mogę zobaczyć wisterię?" Otóż z nazwami gór jest w Japonii mniej więcej tak jak z nazwami świątyń buddyjskich lub chramów - przyrostek oznaczający "góra" (-san lub -dake), choć występuje w nazwie każdego szczytu, nie jest pomijany, ale staje się nierozłączną częścią tej nazwy. Tak jakbyśmy mówili po polsku zawsze "Szczyt Śnieżka". Dlatego Japończyk percypuje górę Fuji wyłącznie jako Fuji-san, tym bardziej, że samo fuji to właśnie nazwa rośliny - wisterii (glicynii). A ja, przenosząc błędnie na japoński polski sposób nazewnictwa, pytałam o Fuji tak jakbym pytała o Śnieżkę. Podobnie jest zresztą z większością nazw geograficznych. Największe japońskie jezioro - Biwa również istnieje po japońsku tylko jako Biwa-ko, natomiast samo biwa to nazwa instrumentu muzycznego lub owocu.

Swoją drogą, zachodzę w głowę, kto, kiedy i jakim cudem rozpowszechnił formę Fuji-yama, która jest zdecydowanie najczęściej używana na Zachodzie. Pamiętam z własnego dzieciństwa, kiedy jeszcze nie interesowałam się Japonią i miałam do czynienia z zupełnie niespecjalistycznymi materiałami na temat tego kraju, że ta góra była mi znana właśnie jako "Fudżi jama". (Tak już dla wyczerpania tematu nazwy: wymawia się to "fudzi" jak "ludzi", "brudzi".) Jest to o tyle zastanawiające, że w Japonii nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby tak to powiedzieć. Cóż, sprawa wymaga głębszego zbadania.




taksówki | taxi


the city | miasto i okolice Link 06.04.2008 :: 04:39 Komentuj (5)










Taxi cabs differ in color design according to the owner company. Experience tells me that the fares are more less ten times higher than the train tickets. Passenger doors open automatically. Seat cover are made of white lace. GPS is a standard equipement.

Tak wyglądają taksówki czterech głównych tokijskich firm. Poza nimi jest jeszcze ok. czterech dużych firm z liczną, rozpoznawalną flotą. Z mojego doświadczenia wynika, że kosztują dziesięć razy więcej niż bilet na pociąg. Drzwi otwierane i zamykane są automatycznie przez przycisk, którego używa kierowca. Oparcia i zagłówki pokryte są pokrowcami przypominającymi polskie białe szydełkowane serwetki lub firanki. Każdy kierowca ma pilota GPS. Pani odbierająca zamówienie na taksówkę podaje numer i kolor wozu, który przyjedzie.


mnisi z gokokuji | monks from gokoku-ji


people | ludzie i historia Link 07.04.2008 :: 04:17 Komentuj (2)

Yesterday I went to see the celebration of the historical buddha Shakyamuni's Birthday in Gokoku-ji Temple in Tokyo. I will cover both the celebration and the temple in the future, but for today let's look at the monks of the Shingon Buzan sect during the festival procession. The first person is the abbot of Gokoku-ji, the green one seems to be one of the important priests, while the brown ones are common monks.

Wczoraj w wielu świątyniach buddyjskich obchodzono urodziny buddy historycznego, Siddharty Gautamy czyli Śākyamuniego, po japońsku Shaka albo nawet O-shaka-sama (różnica w honoryfikatywności, jak "Jezus" i "Pan Jezus"; przy czym wierny nie powie raczej bez "o-" i "-sama"). Wg Wikipedii święto to przypada na ósmy dzień czwartego miesiąca w kalendarzu księżycowym, ale w juliańskim dostało stałą datę ósmego kwietnia. Akurat w Gokoku-ji, skąd pochodzą zdjęcia, obchody ustalono w tym roku na szóstego, ponieważ była to niedziela. O święcie szerzej niebawem, natomiast dziś niepoważnie, ze specjalną dedykacją dla Mii (i wszystkich, którzy w mnichach znajdują pewien urok) - mnisi szkoły Shingon Buzan podczas uroczystej procesji. Tylko proszę się nie podniecać przy pierwszych trzech zdjęciach, ponieważ pan w pomarańczowych szatach to opat Gokoku-ji, a inni panowie w kolorowych jacyś tacy zbyt dostojni, nie to co szeregowcy w brązowych. ;) Swoją drogą, to nawet podobni są do księży, szczególnie ten zielony.












[Tokio, Bunkyō, Ootsuka, Gokoku-ji]


gokokuji | gokokuji


heritage | świątynie i zamki Link 08.04.2008 :: 06:44 Komentuj (2)




[Tokio, Bunkyō, Ootsuka, Gokoku-ji]


According to the historical outline on the Gokoku-ji's website (1st link, JP), the temple was founded in 1681 by the shogun Tokugawa Tsunayoshi's mother and the main building was finished in 1697. Although the temple complex was destroyed by two fires, the main bulding has survived untouched (2nd picture - background). It was one of the two main temples of the Tokugawa shogunate and after the Meiji Restoration (1868) which gave the power back to the emperor, it retained its importance but as the imperial graveyard.

Wedle notki historycznej na stronie świątyni (jp), Gokokuji została ufundowana w 1681 roku przez matkę piątego shoguna Tokugawa Tsunayoshi'ego, a jej pierwszym opatem został mnich szkoły buddyzmu ezoterycznego Shingon, Hyōken. W tym czasie nieistniejąca obecnie świątynia Goji'in została główną świątynią klanu Tokugawa, a z tym całego dworu (administracji skupionej wokół) shoguna. Niebawem do posługi religijnej dla shoguna dołączyła Gokokuji. Po przewrocie Meiji (1868), kiedy władzę w państwie oddano cesarzowi, Goji'in upadła wraz z klanem Tokugawa. Wtedy do Gokokuji przeniesiono tamtejszy obiekty kultu - posąg bodhisattwy Kannon (pierwsze zdjęcie na podstronie na temat posągów w Gokokuji) pochodzący z przełomu wieków XI i XII. Dopiero wtedy też Gokokuji zyskało swą obecną nazwę, którą dosłownie można przetłumaczyć jako "Świątynia Chroniąca Kraj". Mimo dwóch pożarów, do dziś nietknięty pozostał Główny Pawilon świątyni, ukończony w roku 1697 (w tle na zdjęciu drugim).

Z kolei Wikipedia podaje, że od kiedy w 1873 roku cesarz Meiji (za życia znany jako Mutsuhito) pochował w Gokokuji swojego syna (spłodził piętnaścioro dzieci z pięcioma cesarskimi konkubinami, z czego pięcioro dożyło dorosłości), wschodnia część cmentarza przyświątynnego została cmentarzem cesarskim.


kart | cadrs


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 09.04.2008 :: 06:48 Komentuj (0)


[Tokio, Ikebukuro]




When mobile phones were not yet as common as nowadays, magnetic telephone cards were being used in Japan as gifts to promote one's own bussiness or to invite to the wedding, etc. (2nd link, JP). Now this function has been overtaken by all kinds of gift cards which sell advertising space (links in the last paragraph). Magnetic cards are the only ones used in public payphones. IC cards were introduced a few years ago but it didn't work out. In the second picture there's my birthday present (Thanky you, Miyazaki-san!) - so called Tosho Card which lets me spend 5000 yen in afilliated bookstores. ^_^v

Szukałam wczoraj informacji o japońskich kartach telefonicznych dla kolegi i sama się dokształciłam, więc spieszę podzielić się wiedzą. :)

Wyjaśniły się moje wątpliwości na temat tzw. telefonów do rozmów międzynarodowych, które rzadko można spotkać na ulicach - najczęściej znajdują się w miejscach, gdzie zatrzymują sie obcokrajowcy, np. w moim akademiku lub w centrum szkoleniowym National Olympics Youth Center. Natomiast ze zwykłych automatów, jak ten na pierwszym zdjęciu, za granicę dzwonić nie można. Wszystko z powodu podrabianych kart magnetycznych, które, wg japońskiej Wikipedii, sprzedawali głównie obcokrajowcy (Aj, aj, aj, co złego, to my ;]). Kiedyś dostępne były jeszcze karty o pojemności 320 i 540 impulsów i to z ich podróbek wykonywano rozmowy za granicę oraz na odpowiedniki polskich numerów 0700. Najpierw w roku 1991 wycofano te pojemności kart, pozostawiając tylko 50 i 105 impulsów, a rok później zablokowano rozmowy międzynarodowe.

Przyjrzyjmy się telefonowi do rozmów krajowych. W prawym górnym rogu dowiadujemy się, że do automatu można wrzucać tylko monety 10 i 100-jenowe. W prawym dolnym rodu widać okienko na zwrot monet, ale nie na zwrot reszty - stamtąd możemy odzyskać monety, których automat nie zaczął wykorzystywać. Jeśli przyjął monetę i zaczął liczyć impulsy, to już nie wypadnie. Jeśli nie wykorzystamy całych stu jenów, reszty nie będzie. Mam wrażenie, że w Polsce też to tak działa. Obok okienka, po lewej przycisk do łączenia się z numerami ratunkowymi (110 policja, 119 straż pożarna i pogotowie) - instrukcja mówi: "Podnieś słuchawkę. Naciśnij przycisk. Wybierz numer. Karta lub monety niepotrzebne". Nad przyciskiem dwa podłużne otwory - do górnego wkłada sie kartę, a z dolnego wyjmuje. Przyjmowane są tylko karty magnetyczne - był okres, kiedy wprowadzono karty a chipem, które jednak okazały się klapą. Nad tym wyświetlacz impulsów, a powyżej lampka z napisem: "Jeśli ta lampka się nie świeci, proszę użyć monet".

Wracając do kart, w czasach ich świetności wykorzystywano je chętnie np. jako materiały reklamowe i rozdawano ważnym klientom w okazji otwarcia nowego sklepu itp. Obecnie na stronie internetowej NTT (Nippon Telegraph and Telephone, czyli ichnia TP S.A.) widnieje cennik powierzchni reklamowej na kartach: zamówić można tylko karty pięćdziesięcioimpulsowe; najmniej 30 sztuk - z własnym wzorem za 90 tys. jenów, a z katalogowym za 25 tysięcy. Firma podpowiada, że mogą służyć m.in. jako wizytówki, zaproszenia ślubne, karty pamiątkowe, z życzeniami okolicznościowymi, etc. etc.

Ponieważ jednak od czasów rozpowszechnienia telefonów komórkowych karty telefoniczne straciły swą atrakcyjność, ich funkcję upominkową przejęły na przykład QUO Card - czyli karta z pewną kwota, którą można wykorzystać w biorących udział w programie m.in. kombini (convenience stores) lub stacjach benzynowych; Tosho Card - dosłownie "karta na książki" do wykorzystania w różnych afiliowanych księgarniach (to właśnie widać na drugim zdjęciu - mój prezent urodzinowy); gift cards - karty upominkowe konkretnych domów handlowych, firm, itp.


dzisiaj rządki katik ;) | it's katik's day today


the city | miasto i okolice Link 10.04.2008 :: 03:07 Komentuj (2)




[by Katik]


The user called Katik, who writes comments to this blog from time to time, has also noticed the lace covers in Japanese taxi cabs and has sent me this photo. Thank you! By the way, all the taxi cabs are of one model - Toyota Crown Comfort (links below). The fact that also all police cars are Toyota Crown makes the company the monopolist in its home country.

Również Katik, która pisuje tutaj komentarze, podczas swej podróży po Japonii zwróciła uwagę na białe koronkowe pokrowce w japońskich taksówkach i była tak miła, że przesłała ich zdjęcie. Dziękuję! Dōmo arigatō gozaimasu!

Przy okazji, wszystkie taksówki to model Toyota Crown Comfort (wersja ENG), choć w większości mają z tyłu napisane tylko "Toyota Crown". Również policyjne radiowozy to Toyota Crown. Toyota ma monopol w ojczyźnie. ;)


wiśnie w zbliżeniu | cherries in close-up


the city | miasto i okolice Link 11.04.2008 :: 05:55 Komentuj (4)


[Tokio, Taitō, Park Ueno]


[Tokio, Itabashi, Kumanochō]


[Tokio, Bunkyō, Campus Ochanomizu]


[Pref. Kanagawa, Kamakura]


The cherry blossoms wave has already passed Tokyo. Now the blooming season has started in a northern prefecture Akita. To say goodbye, let's look closer at the beauty which lasts only one week and for which you have to wait a whole long year. Sakura is a Japanese word for both a cherry tree and cherry blossoms. There are tens or even hundreds of different kinds of sakura trees listed in Japanese Wikipedia. One of them is the weeping sakura (shidare-zakura) (3rd picture). There are also a lot of other things with "sakura" in the name, like sakura shells (sakura-gai, not exactly the thing in the 4th picture) or sakura shrimps (sakura-ebi), etc.

Fala kwitnących wiśni opuściła już Tokio i dotarła do północnej prefektury Akita. Na pożegnanie z sakurą przyjrzyjmy się z bliska temu pięknu, które trwa zaledwie tydzień, a każe na siebie czekać cały rok. Sakura to po japońsku nazwa całego gatunku wiśni oznaczająca też same kwiaty. Odmian są dziesiątki, a może i setki (jak wynika z listy w japońskiej Wikipedii), między innymi różne "wiśnie płaczące" (shidare-zakura) jak na trzecim zdjęciu. Poza tym istnieje też coś takiego jak wiśniowe muszelki (sakura-gai), które wg Wikipedii oznaczają jeden konkretny gatunek muszli (o tak to wygląda), a poza tym również wszystkie różowe muszle (tutaj kwalifikuje się moje muszelka ze zdjęcia), także kolor jasny różowy i jeszcze jedną z odmian róży.

Owoce wiśni zwą się sakuranbō, ale te z kwitnących drzew są w większości niejadalne. Nie ma tutaj w nazewnictwie rozróżnienia na wiśnie i czereśnie, choć wygląda na to, że te jadalne to raczej czereśnie, które swoją drogą, są towerem niemal luksusowym: czereśnie z Yamagaty pakowane są w pudełeczka niczym czekoladki i kosztują 5000 jenów (130-150 PLN) za 300 gramów. Na pewno te w supermarkecie są tańsze (zwrócę uwagę, jeśli będą i zrobię aktualizację), ale i tak na tyle drogie, że były przyczyną takiej przygody mojej japońskiej wykładowczyni. Otóż latem w Polsce zobaczyła na chodniku pana otoczonego skrzynkami czereśni. Nabrała ochoty na owoce, podeszła do pana i dała mu pięć złotych, oczekując maleńkiego koszyczka z kilkoma czereśniami. Dostała kilogramowy worek i jadła przez cały dzień. ;)

PS. W supermarkecie to samo pudełko 300 g kosztuje 7000, a pudełeczko z 22 czereśniami (policzyłam, bo było przezroczyste) - 1000. Ale na pewno potanieją w lecie, kiedy będzie sezon.


baseball | baseball


people | ludzie i historia Link 12.04.2008 :: 07:50 Komentuj (10)


[Tokio, Shinjuku]


Sumo is said to be the national sport of Japan and indeed it is in the meaning that it was invented by Japanese. But the sport which draws the most attention here is professional baseball (puro-yakyū) - the leagues supervised by The NPB - Nippon (means "Japan) Professional Baseball. Today almost all of the most popular pro-baseball teams play the matches: at 2 pm Yokohama Bay Stars vs Hanshin Tigers, Hiroshima Toyo Carp vs Chunichi Dragons, Tohoku Rakuten Golden Eagles vs Orix Buffaloes, Chiba Lotte Marines vs Hokkaido Nippon-ham Fighters, Fukuoka SoftBank Hawks vs Saitama Seibu Lions, and at 6 pm two Tokyo teams: Yomiuri Giants vs Tokyo Yakult Swallows.
The person in the picture is an amateur but he has the team uniform and is really serious about his training. I think it's charachteristic for Japan that groups, eg. workers of one company, students of one university or any other organization form teams and practice sports, take part in tournaments just for fun, knowning that they won't be any national champions.


Mówi się, że japońskim sportem narodowym jest sumo (jap. sumō) i rzeczywiście jest to sport narodowy o tyle, że został przez Japończyków wymyślony. Natomiast dyscypliną, która zajmuje najwięcej miejsca w wiadomościach sportowych (Yomiuir Online ENG, Mainichi Online ENG) i której mecze transmitowane są tak często jak w Polsce piłka nożna to basball profesjonalny. Dodałam słowo "profesjonalny", ponieważ tak właśnie się tutaj na to mówi - baseball po prostu to yakyū (dosł. "piłka polowa/w polu") i to uprawia ten amator ze zdjęcia, natomiast baseball pierwszoligowy (ligi należące do NPB - Nippon Professional Baseball, m.in. Pacific League i Central League) zwie się puro-yakyū od angielskiego "pro" czyli "professional".

Jako przykład kilku głównych drużyn podam dzisiejszą tabelę rozgrywek. Właśnie niedawno, o 14.00 rozpoczęło się sześć meczów: Yokohama Bay Stars vs Hanshin Tigers, Hiroshima Toyo Carp vs Chunichi Dragons, Tohoku Rakuten Golden Eagles vs Orix Buffaloes, Chiba Lotte Marines vs Hokkaido Nippon-ham Fighters, Fukuoka SoftBank Hawks vs Saitama Seibu Lions, natomiast o 18 zmierzą się dwie tokijskie drużyny: Yomiuri Giants vs Tokyo Yakult Swallows. Wszystkie drużyny, poza jedną, wymienione są w japońskiej Wikipedii jako najważniejsze. Dzisiaj sobota, to może dlatego.

Zresztą ja tam nie wiem, jedyne, co mnie interesuje w japońskim pro-baseballu to Darvish (wyniki google grafika dla zapytania: "darubisshu"), zwany pieszczotliwie przez rzesze swych fanek Daru-chan. ;p

Swoją drogą, amatorów różnych sportów jest w Japonii zauważalnie więcej niż w Polsce. Większość korporacji posiada własne drużyny składające się z pracowników firmy - mój znajomy jest na przykład rugbistą w drużynie Suntory (producent napojów), a któraś firmowa drużyna karate lub judo ma nawet spore sukcesy w turniejach. Poza tym mnóstwo jest drużyn szkolnych, uniwersyteckich, należących do różnych organizacji - ogólnie ludzie mają tutaj tendencję do spotykania się w grupie i robienia czegoś na poważnie. Sama trenuję piłkę nożną z dziewczynami z uniwersytetów Ochanomizu i Tokijskiego (jest nas za mało, żeby trenować osobno) - mają drużynę z nazwą, koszulkami i nawet blogiem informacyjnym i treningowym, biorą udział w zawodach (ostatnio zdobyły 4. miejsce na 6). Piszę "mają", ponieważ raczej się z drużyną nie identyfikuję - gram już cztery miesiące, pogram jeszcze dwa i nie będzie mnie w Tokio, więc dla mnie to bardziej rekreacja, ale dziewczyny całkiem poważnie ćwiczą (no, ćwiczymy) techniki, strategie, itp. Co prawda większość akcji kończy sie tym, że któraś nie umiała odebrać podania (takiego zwykłego, płaskiego) i piłka wypada na aut. I to jest właśnie kwintesencja tych sportów amatorskich - jesteśmy beznadziejni, nigdy nie będziemy "puro", ale dajemy z siebie wszystko, trenujemy poważnie i dobrze się przy tym bawimy.


czerwone gatki | red pants


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 13.04.2008 :: 04:48 Komentuj (5)


[Tokio, Toshima, Sugamo]


In Poland wearing red panties brings luck during high-school final exams and in Japan it brings... happiness. :) According to the Chinese Medicine, red underwear does something good to your energy called "chi" and it's soooo good that you can't even sleep at night. ^_^v For more information and pictures follow the link below - there's English too.

W Polsce czerwone majtki pomagają zdać maturę, natomiast w Japonii przynoszą zdrowie i szczęście. W chińskiej medycynie istnieje pojęcie "chi" (jap. "ki"), czyli jakiejś takiej energii życiowej, która wlatuje i wylatuje przez punkty na ciele, czakry bodajże (ale to znowu sanskryt, a nie chiński). No i czerwone majtki robią dobrze takiemu punktowi pod pępkiem i pomagają wydzielać adrenalinę nawet wtedy, kiedy majtki schowane są pod ubraniem, nie dochodzi do nich światło, a więc również nie emitują światła odbitego czyli koloru. Ale to nic! Magiczne majtki najwyraźniej świecą w ciemności, ponieważ producent ostrzega po angielsku, że spanie w czerwonych majteczkach może wywołać podniecenie i bezsenność! Owszem, może, ale rzadko kto mówi na to "chi"... ;) W wersji japońskiej nie ma takich dwuznaczności. Więcej informacji i zdjęć na oficjalnej stronie sklepu Sugamo Maruji. Niech moc czerwonych majtek będzie z tobą! ^_^v


chodźmy do shinjuku | let's go to shinjuku


the city | miasto i okolice Link 14.04.2008 :: 05:35 Komentuj (8)

But not to the loud and crowdy Shinjuku Station area, but only a few hundreds meters away - to the area around the Metropolitan Office. It's so quite, wide, clean and black-white-grey.

Ale chodźmy za dnia, kiedy miasto nie jest jeszcze kolorowe od neonów i przejdźmy się wokół Urzędu Metropolitarnego, gdzie ulice są szerokie i puste. Odejdźmy kilkaset metrów do rozedrganych kolorami, zatłoczonych, (pozornie) chaotycznych, dudniących hałasem okolic dworca Shinjuku i wejdźmy w dzielnicę wieżowców utrzymaną w bieli, czerni i szarościach. Tutaj jest cicho i spokojnie, ludzie chodzą tak samo szybko, ale już się o siebie nie obijają, bo jest ich znacznie mniej. Nawet dumni młodzi pracownicy wielkich korporacji w swoich schludnych białych, czarnych i szarych strojach pasują kolorystycznie do tego dizajnerskiego otoczenia z dokładnie zamiecionymi beżowymi chodnikami.
















kapustka | cabbage


the city | miasto i okolice Link 15.04.2008 :: 02:28 Komentuj (7)


[Tokio, Shinjuku]


[pref. Saitama, Kawagoe]


A cabbage, Brassica oleracea, may have a lot of forms and one of them is this winter flower, in Japanese called habotan which means "the peony of leaves".

Noworoczna wizyta u krewnych moich znajomych - ludzi wykształconych i obeznanych z tradycjami własnego kraju, mieszkających w kilkusetletnim domu z tabliczką "dziedzictwo kulturowe miasta Kawagoe". Spoglądam na noworoczną ikebanę z drugiego zdjęcia i pytam: "A czy to przypadkiem nie jest spokrewnione z kapustą?" Krewni, nieco rozbawieni, pobłażliwym tonem tłumaczą tej "och, jakże nic niewiedzącej nie-Japonce": "Ha ha ha! Kapusta! No co ty? Kapusta? To nie jest kapusta, kochanie, to jest... 'peonia z liści'!"

Japończycy nazywają tę zimową roślinę habotan, gdzie botan to "peonia" (botan oznacza też "przycisk" z ang. "button", ale to przypadkowa zbieżność), a ha to "liść". Po łacinie nie nazwano jej nawet osobno, tylko po prostu zbiorowo ze wszystkimi kapustami: Brassica oleracea. A polscy botanicy byli ze sobą szczerzy i nazwali rzecz po imieniu: kapusta ozdobna. ;)

Kapusta ozdobna jest pomiędzy grudniem a lutym częstym widokiem na tokijskich klombach.


przejazd kolejowy | railroad crossing


the city | miasto i okolice Link 15.04.2008 :: 16:52 Komentuj (0)


[Tokio, Shibuya, Sangūbashi]

The spring break is over. Starting from today, I won't be talking that much anymore. Every second day there'll be only a picture.

PS. Zaczęłam pisać tego bloga nocą przed ostatnim egzaminem w zeszłym semestrze i jego rozwój przypadł na dwa miesiące leniwej przerwy wiosennej. Dotychczas mogłam sobie pozwolić na spędzanie dwóch godzin poranka z kawką przy komputerze, szperając w internecie w poszukiwaniu symulatorów kimona i zdjęć czekoladek z sezamem, i przysłuchując się przedszkolakom za oknem. Niestety od poniedziałku zrobiło się mniej leniwie, co też zmusza mnie do zmiany formy moich doniesień ze stolicy. Od dziś po pierwsze: piszę wieczorami, a po drugie: wylewnie piszę co dwa dni - raz samo zdjęcie (jak dziś - PS. się nie liczy, bo nie dotyczy Japonii), a raz zdjęcie z tekstem. Dobranoc. ^_^v



engrish | engrish


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 16.04.2008 :: 16:40 Komentuj (2)


[pref. Kanagawa, Kamakura]


[Tokio, Itabashi]


Welcom, how about a peama? We're doin' it with steamer. Where? Of course, salonde but only when we're in the mood. You don't like it? Well, it's your problem! Go meet mushroom!
The stereotype that in Japan "foreign languane" equals "English" keeps proving ture. Though the barber seems to "know" some French too. ;) If he had ever opened a dictionary, he would have learned a new word: "perm" - Japanese word "pe a ma" is actually English but in Japanese pronunciation. People from ENGRISH.COM are not making it up, I'm tellin' you! ^_^v


Przed przyjazdem do Japonii nasłuchałam się od starszych kolegów historii o tym, jak to do rozpaczy doprowadzali ich Japończycy, kiedy oni do nich płynnym japońskim, a ci im uparcie jakimś anglo-podobnym bełkotem. Jeśli była to tylko towarzyska rozmowa, to jeszcze pół biedy, można było żałować tylko tego, że sobie japońskiego nie poćwiczą z prawdziwym Japończykiem. Gorzej, kiedy trzeba się było czegoś dowiedzieć, na przykład, jak wrócić na stację z tego miejsca, gdzie się właśnie zgubili - niestety, wyjaśnień tubylców nie dało się zrozumieć, ba, nawet wysłyszeć!

Przyjechałam do Japonii przygotowana na wojnę na słowa - "nie znam angielskiego, nie wiem, co to jest angielski, proszę do mnie mówić po japońsku". A tymczasem po angielsku odezwano się do mnie przez te w sumie osiem miesięcy może z dziesięć razy, z czego w ośmiu przypadkach wystarczyło moje: "Przepraszam, ale ja mówię po japońsku...", byśmy przeszli do ćwiczenia tego, co chcę ja, a nie oni. ;) Natomiast większość osób w moim otoczeniu nawet nie odezwała się do mnie inaczej niż po swojemu. Z panią na poczcie poćwiczyłam sobie nawet opisywanie przedmiotów, ponieważ zapomniałam, jak się mówi "list polecony": "Nooo, to jest coś takiego, że na kopercie się przykleja taką nalepkę z literką R i..."

W każdym razie najwyraźniej tokijczycy ulżyli sobie w prywatnych szkołach z angielskimi konwersacjami, gdyż ja zupełnie nie czuję się osaczona Japończykami żądnymi English conversation. Gwoli ścisłości wspomnę pana, który zaczepił mnie i mamę w jednej świątyni i pochwalił się nam, że jego żona była w Czechach. ;) No i jest jeszcze jedna moja koleżanka z zajęć z angielskiego komunikująca się wedle schematu z opowieści moich kolegów. Ale w lutym skończyła studia.

Zmiana atmosfery na ulicach nie oznacza jednak, że osłabła ta gorąca miłość Japończyków do angielskiego. Jak widać na załączonych fotografiach, nie zawsze z wzajemnością. Wiadomo, że angielski, pachnący irlandzką whiskey, francuskimi naleśnikami (tak!) i Beverly Hills doda kosmopolitycznego splendoru nawet fryzjerowi i pizzy. A głupie błędy im tej świetności nie odbiorą, ponieważ żaden klient nie będzie miał zielonego pojęcia, bo i skąd, że ten świat cudny niczym podróż za ocean może się angielskim gentlemanom wydawać cokolwiek zabawny... ;)

No, po prostu ENGRISH.COM. ^_^v


nie jesteś u siebie | you're not at home


the city | miasto i okolice Link 17.04.2008 :: 12:07 Komentuj (3)


[Tokyo, Bunkyō]


Toaleta w spaghetterii | A toilet in a spaghetteria


wagashi | wagashi


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 18.04.2008 :: 18:24 Komentuj (9)


daifuku - słodka kluseczka | sweet dumplings


senbei - ryżowy krakers | rice crackers


yōkan - słodka galaretka | sweet jelly


Wagashi - Japanese confectionery may sometimes look like jewellery (just follow the link [eng] to see how beautiful it can be) but it usually tastes simpy like sugar. I mean it - it's not like fruits sour-sweet or chocolate milky-sweet - it's just like eating spoons of sugar. ;) Senbei are usually rather salty, they are sold in the same shops as the sweet ones but I'm not sure if they are also called "wagashi".

Japończycy są dumni ze swojej tradycji i w wielu dziedzinach są bardzo do niej przywiązani. Widzę tutaj o wiele więcej restauracji z kuchnią japońską niż w Polsce z tradycyjnymi polskimi potrawami. Wiele osób uprawia kaligrafię, karate, układa kwiaty, etc. Ponad połowa dziewcząt występuje na absolutorium w kimonach lub hakama (szerokich spodniach).

Podobnie jest ze słodyczami. Choć można tu zasmakować naprawdę dobrej czekolady, to specjalistyczne sklepy ze rodzimymi łakociami nie narzekają na brak klientów. Wagashi (dosł. "japoński słodycze") podaje się podczas ceremonii herbaty, jada się je podczas świąt, a także przywozi jako upominek z podróży lub daje się jako prezenty z różnych okazji. Na przykład moje koleżanki z seminarium magisterskiego, ilekroć wyjadą gdzieś poza Tokio, po powrocie rozdają wszystkim lokalne słodycze, które są chyba głównym rodzajem pamiątek w Japonii - w stolicy nawet niektóre dzielnice mają własne charakterystyczne ciasteczka.

Jeżeli japońskie słodycze nie są akurat słone (bo właściwie w znaczeniu słowa kashi nie ma smaku, to bardziej coś jak "przekąski", "snacks"), to są po prostu niemal jednakowo słodkie. Kształty mają przeróżne, bywają piękne niczym klejnoty, ale większość z nich smakuje po prostu jak cukier jedzony łyżkami. To dlatego, że większość z nich zrobiona jest ze składników o neutralnym smaku z dodatkiem cukru.

Daifuku to "kluseczka" z mąki ryżowej nadziewana pastą ze słodkiej fasolki, a tutaj dodatkowo z ziarnami soi. Senbei to ogólna nazwa ryżowych krakersów, zazwyczaj słonych, ale nierzadko słodzonych. Z kolei yōkan to galaretka też po prostu posłodzona, barwiona na różne kolory.

Więcej informacji i piękne zdjęcia na anglojęzycznej stronie jednej z najbardziej prestiżowych wytwórni japońskich słodyczy - TORAYA.


chłopaki | guys


people | ludzie i historia Link 19.04.2008 :: 10:57 Komentuj (5)


[Tokio, Sumida, Yasuda Gakuen]


ze szkoły sportowej | from a sport school


tyranopolis | tyranopolis


the city | miasto i okolice Link 20.04.2008 :: 08:49 Komentuj (2)




[Tokio]


According to "The culture of cities" (1938) by L. Mumford, there are six stages of a city's development. According to my professor, Y. Kanda, Tokyo is now somewhere between the fourth MEGALOPOLIS and the fifth TYRANOPOLIS.

Z moich notatek z wykładu pt. "Historia kultury - miasto", (prowadziła prof. Yutsuki Kanda):

Lewis Mumford w swojej książce "The culture of cities" (1938) wymienia sześć stadiów rozwoju miasta:
I Prepolis - osada jako prototyp miasta
II Polis - miasto średniowieczne, zachowujące charakter wiejski
III Metropolis - wyraźnie oddzielone do wsi miasto przyległe do zamku
IV Megalopolis - charakterystyczna dla społeczeństwa kapitalistycznego gigantyczna metropolia zatruta "wiarą w ilość"
V Tyranopolis - megalipolis dotknięte "pasożytnictwem"; rozdzierane przez terroryzm lub faszyzm, zmierza do ruiny
VI Necropolis - śmierć miasta z powodu wojny, głodu, epidemii, etc.; ruina miasta staje się cmentarzyskiem cywilizacji.

Dzisiejsze Tokio znajduje się w późnym stadium IV lub początkowym V.



ratusz | city hall


the city | miasto i okolice Link 21.04.2008 :: 15:33 Komentuj (3)








[Tokio, Shinjuku, Tokyo Metropolitan Government Office]

Full view of Metropolitan Buildings


seriale | shows


culture | kultura i sztuka Link 22.04.2008 :: 17:23 Komentuj (6)




[Tokio, Minato, Daiba]


Oto mój przyszły mąż, Shingo Katori, gwiazda głównego serialu Fuji TV z zeszłego sezonu - "Kwiaciarnia bez róż". Brzmi jeszcze bardziej pretensjonalnie niż "Pensjonat pod różą", ale tutaj takie tytuły się podobają. W ogóle serial nie kojarzy się Japończykom z takim obciachem jak Polakom. Najlepszym przykładem będą tutaj zapewne serialowe piosenki. Czy ktoś z nas postrzega utwór "Życie, życie jest nowelą" jako dobrą piosenkę, hit? W Japonii wszystkie takie piosenki sprzedają się świetnie podczas emisji serialu, a niektóre zostają nieśmiertelnymi szlagierami po jej zakończeniu.

Sezon trwa około dwóch i pół miesiąca, a dokładniej zazwyczaj 10 lub 11 odcinków emitowanych co tydzień. Tasiemce są tu rzadkim zjawiskiem, przynajmniej obecnie, bo mam wrażenie, że dawniej seriale były dłuższe. Takie 10, 11 odcinków to osobne, zamknięte, skończone dzieło - osobny tytuł, obsada, historia, czasem mało oryginalna, bo przy 5 serialach rocznie (w jednej tylko stacji) trudno się nie powtarzać.

Każda z głównych stacji telewizyjnych (NTV, Fuji TV, etc.) przygotowuje co sezon jakiś super hicior - same znane twarze w obsadzie i najlepszy czas antenowy. Poza tym są jeszcze seriale stanowiące tło dla flagowej produkcji stacji. Niedawno rozpoczął się kolejny sezon i kilka seriali ma teraz pierwszy lub drugi odcinek.

Co prawda mam telewizor, ale i tak seriale najbardziej lubię oglądać w internecie, ponieważ nie ma tam reklam i ustalonego czasu emisji. Najczęściej korzystam z chińskiego bloga z serialami po japońsku z chińskimi napisami. Wszystko opisane jest po chińsku, ale struktura jest bardzo prosta: kolejne odcinki prezentowane są w formie wpisów - zazwyczaj zdjęcie z jakąś postacią z serialu, a pod nim, w dolnym prawym rogu napis po angielsku: "more". Po naciśnięciu linka "more" otwiera się video wbudowane w stronę, jak youtube. No i play. Obrazki po prawej stronie strony głównej to linki do oficjalnych stron emitowanych aktualnie seriali. A z angielskimi napisami, to można poszukać na veoh.com.


noc | night


the city | miasto i okolice Link 23.04.2008 :: 14:03 Komentuj (10)


[Tokio, Chiyoda]
fosa pałacu cesarskiego | the imperial palace moat


[Tokio, Itabashi]
przydrożna kapliczka buddyjska | a buddhist shrine



[Tokio, Ikebukuro]
księżyc | the moon


[Tokio, Itabashi, Ooyama]
stacja ooyama na linii tōbu-tōjō | ooyama station on the tōbu-tōjō line

dobranoc! | good night! | oyasumi! ^_^v


reklamy | commercials


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 24.04.2008 :: 16:27 Komentuj (8)




After watching Japanese TV commercials, I can enlist three main points which diffrentiate them from the Polish ones, well known to me. 1 - Hollywood stars appear in them quite often. Recently I've been seeing Scarlett Johansson driking coffe and Brad Pitt and Cameron Diaz talking on mobile phones for the same company but in separate videos. 2 - Japanese stars appear in CMs even more often than Americans. It's not regarded as bad for one's image - on the contrary - it's good to remind the viewers of oneself in CMs. 3 - It seems that beer cen be promoted any time of the day and the CMs are designed both for men as for women. All the links below lead to the examples of such videos on youtube.

Z moich obserwacji wynika, że japońskie reklamy telewizyjne różnią się od polskich w kilku punktach:

1. Amerykańskie gwiazdy
Nie jest to zapewne rzecz nowa dla osób interesujących się Japonią, że w tutejszych reklamach pojawiają sie często hollywoodzkie gwiazdy. Obecnie wieczorami kawę z mlekiem z plastikowego kubka pije z rozkoszą Scarlett Johansson, po mieście rozpadającym się w jakiejś katastrofie spaceruje rozmawiający przez komórkę Brad Pitt (w skrócie: BURAPI), a Cameron Diaz tak zatraca się w rozmowie (pewnie z Bradem), że siada na świeżo malowanej ławce i ma piękne paski na pięknych pośladkach. A tutaj upuszcza teczkę, taka zaabsorbowana.

2. Japońskie gwiazdy
W Japonii występ w reklamie nie jest chałturą. Jest niemalże wyróżnieniem. Dla wschodzących gwiazdek to ważny krok w karierze, natomiast dla tych o ustalonej pozycji to z jednej strony dowód, że nadal ktoś chce je oglądać, a z drugiej dobra okazja do przypomnienia o sobie. Ostatnio w programie śniadaniowym poświęcono nawet osobny materiał oraz dyskusję faktowi pojawienia się w nowej reklamie jakiejś gwiazdki o pseudonimie Suzanne bodajże, a fakt ten był niezwykły, ponieważ w klipach wystąpiły też jej mama i siostra. Tutaj mój przyszły mąż, Shingo Katori, reklamuje grę, natomiast tutaj znany z "Ostatniego samuraja" Ken Watanabe jeździ Nissanem, a jeszcze tutaj aktorka Yū Aoi reklamuje szampon Tsubaki - idealny dla japońskich włosów.

3. Piwo
Wygląda na to, że nie ma ograniczeń w czasie emisji reklam alkoholi w tutejszej telewizji. Filmy zachęcające do picia piwa widuję i rano (dziesiąta?) i wieczorem. Piwo pokazywane jest tutaj często jako napój do posiłku dla panów lub chwila relaksu tylko dla siebie - dla pań. Dopiero dzięki nim zrozumiałam, dlaczego pewien japoński artysta malarz, którego przyszło mi tłumaczyć kiedyś w Polsce, pił piwo do obiadu i do kolacji. Szczerze powiedziawszy, podejrzewałam go wtedy o alkoholizm, a tu się okazuje, że to po prostu taki zwyczaj. Są też reklamy dla panów podkreślające orzeźwienie albo bycie cool, w których często wykorzystywany jest okropny, bardzo głośny i wyraźny dźwięk przełykania: gulp, gulp! Bleee...
Co ciekawe, nie przypominam sobie reklamy, której główny bohater piwo pije w towarzystwie - zawsze sam/a, żadnych imprez, żadnych spotkań z kolegami (to znów inny temat). Piwa pokazuje się najwięcej, za nim najczęściej pojawia się sake (prawie zawsze w kartonie), później różnie drinki w puszkach, a najrzadziej alkohole z wyższej półki. Nie widziałam jeszcze żadnej z osławionych w "Lost in translation" reklam whiskey Suntory, ale to pewnie dlatego, że nie oglądałam jeszcze telewizji w tym czasie antenowym, co target takich klipów.
Tutaj Darvish pije drinka cytrynowego (ach! och! polecam też to pierwsze related video), z kolei Sting śpiewa do piwa w stareńkiej reklamie, a jakiś przystojny znany aktor pije piwo w cool sposób. Panie pozwalają sobie na piwko wśród kwitnących wiśni, a przykładna tradycyjna pani domu relaksuje się tymże trunkiem w domu. Można się również odprężać parami.

Istnieje jeszcze kilka różnic, ale te trzy najbardziej rzucają się w oczy. Gdyby kogoś to interesowało, to proszę mnie dopytać. ^_^v


piesi w shibui | pedestrians in shibuya


the city | miasto i okolice Link 25.04.2008 :: 16:47 Komentuj (1)


[Tokio, Shinuya]


No, they are not evacuating from the station. Just waiting for the green light. ;)

Nie, to nie jest ewakuacja metra. Po prostu jedna zmiana świateł. ;)


myszka miki | mickey mouse


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 26.04.2008 :: 16:50 Komentuj (5)










The Golden Week - a long weekend which last the whole week has just started and this morning breakfast TVs were introducing ways of spending our free time. One of them, as seen in the pictures, is going to the Tokyo Disneyland which can be truly exciting for people in their twenties. One of the most popular places for a date among people my age (I'm 24) in Tokyo is the Disneyland. A lot of my friends have the Disney characters attached to their cell phones nad now they can even buy a phone form the special Disney-line. In other words, in Japan Disney is not only for kids.

Aby poczuć tę różnicę w mentalności japońskiej i polskiej, wyobraźmy sobie, że leci właśnie "Dzień Dobry TVN", jest sobota - początek długiego weekendu i program poświęcony jest rozrywkom, jakim można się w tym wolnym czasie oddawać. Taki zwykły program dla wszystkich, żaden blok dziecięcy.

Prowadzący oddają głos dwóm dwudziestokilkuletnim paniom, za którymi na ekranie pojawia się Myszka Miki (zdj. 1). Tu musimy sobie jeszcze wyobrazić, że w Polsce jest Disneyland. Panie mówią, zupełnie poważnie do dorosłych widzów: "W ten długi weekend gorąco polecamy wycieczkę do Disneylandu!" Na ekranie pojawia się reportaż z parku rozrywki: narratorka opowiada, że w Disneylandzie trwają właśnie obchody dwudziestej piątej rocznicy jego powstania i z tego powodu przygotowano specjalne atrakcje: Miki i Minnie wystąpią w show tanecznym utrzymanym w stylu latynoskim (zdj. 2), a z wybrzeża będzie można podziwiać paradę na łodziach, etc., etc.

Następnie w materiale z terenu pojawiają się same prowadzące, które nakładają na głowy mysie uszy udekorowane kwiatkami i wybierają się na latynoski show (zdj. 3 i 4). Ich mimika, gesty oraz okrzyki wskazują na żywe zainteresowanie, a wręcz ekscytację, która sięga zenitu, kiedy wielka pluszowa Myszka Miki podchodzi do nich, by je uściskać. Następnie reporterki dokładnie przyglądają się nowemu modelowi pojemnika na popcorn - specjalna edycja wiosenna - który dzięki kamerzyście można obejrzeć w dużym zbliżeniu z każdej strony. Szczególną uwagę poświęca się paskowi pojemnika (wiesza się go bowiem na tułowiu jak torbę), tylko w tym okresie posiadającym naszyte filcowe kwiatki w kolorach tęczy.

Po materiale panie już ze studia ponownie zachęcają wszystkich do odwiedzin Disneylandu, a nie pada przy tym ani razu zdanie w stylu: "Zróbmy przyjemność naszym pociechom", "Potowarzyszmy naszym dzieciom". Główni prowadzący odpowiadają: "Och, to wspaniałe! Na pewno się wybiorę!" Wyobraźmy sobie Jolantę Pieńkowską mówiącą: "Z przyjemnością! Już dawno nie widziałam Miki na żywo."

Zdjęcia są z telewizora, ponieważ nie mam zamiaru wybierać się tam osobiście, a na pierwszą wycieczkę do Disneylandu nie wzięłam nawet aparatu. O ile dobrze pamiętam, były tam również dzieci, jednak na oko ponad połowę gości stanowiły osoby w wieku od 16 do 26 lat.

Wycieczka do Disneylandu to jeden z najpopularniejszych wśród moich rówieśników pomysłów na randkę. Ostatnio mocno reklamowana jest nowa linia telefonów komórkowych w obudowie z wypukłym wzorem z głów Myszki Miki, a w środku z menu i gadżetami z postaciami z disnejowskich kreskówek. Wiele moich koleżanek z uczelni ma przy swoich telefonach ozdoby z Myszką itp.

Innymi słowy, w Japonii Disney to nie jest zabawa tylko dla dzieci.


ups! sory! | oops! sorry!


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 27.04.2008 :: 10:26 Komentuj (8)


[Tokio, Itabashi, Ooyama]


I have just noticed that yesterday I unintentionally reinforced the stereotypes about childish Japanese by writing about the Disneyland in an unobjective manner. It is probably clearly visible only in the Polish text, though. So today I am saying "oops, sorry" and explaining, why Japanese are no more childish than Westerners.

Indeed, Japanese in their twenties enjoy the Disney products much more than people their age in the West and this makes their pop culture more childish than in the West, but the people themselves are equally immature in both societies. In Japan an attractive girl is rather cute nad sweet, while in the US she is sexy, cool and agressive. So, in the outer layer it seems that the US girl is more "adult", however inside, in the mentality, she is no less irresponsible and socially immature.

The image of a Japanese women in her thirties who looks and behaves like a teenager is popular in the West but it is mispercieved as the general trend, while it is only the exception in the Japanese society. When a Japanese becomes a shakai-jin, i.e. a full-time worker (usually in a office), he or she abandons all the atributes of a teenager and is a grown-up. The ones who decide to spend their lives doing part-time jobs are often teenagers as long as they can, but they are not the majority.

Summing up, the Japanese pop culture looks much more childish then the Western one, but Japanese themselves are as childish/as grown-up as the Westerners.


Usp!

Ups, ups, ups! Oj oj oj! Miałam tutaj bezlitośnie lać stereotypy po pyskach, a dopiero po komentarzach zorientowałam się, że wczoraj sama głupio nakarmiłam je moim zmanipulowanym tekstem. Oj oj oj, byś się wstydziła, Newelska!

Nie mogę jednak po prostu przepisać wczorajszego tekstu od nowa, ponieważ jest w nim prawda, chociaż podana w strasznie głupi sposób. A poza tym już napisałam, stało się, więc nie ma co zakłamywać faktów, tylko trzeba je zdementować, co czynię poniżej.

Różnice kulturowe

Po pierwsze, nie powinnam była porównywać tego programu do telewizji polskiej. Sama się sobie dziwię, bo przecież wiem, że właśnie takie przenoszenie zachowań z jednej kultury na tło kultury całkiem odmiennej jest najkrótszą drogą do nieporozumień i uprzedzeń. Ocenianie danej kultury przez pryzmat systemu wartości wyniesionego z własnego środowiska jest podstawowym błędem badacza kultury, a również błędem najczęściej popełniamy przez osoby stykające się z odmiennymi sposobami myślenia, co możemy coraz częściej zauważyć w krajach niejednorodnych etnicznie, czyli obecnie niemal wszędzie. Krytyka, oburzenie, bez wysiłku zrozumienia przyczyn, tylko dlatego, że "u nas" jest inaczej, to zwykła ksenofobia. Japończycy chodzą do Disneylandu - gówniarze! Hindusi jedzą rekami - barbarzyńcy! (Jakaż ja jestem samowystarczalna - jednego dnia piszę bzdury, a drugiego sama się krytykuję. ^_^)

Jest to znany problem relatywizmu kulturowego - czy badacz ma prawo krytykować daną kulturę, jeśli wg niego godzi ona w (jego) podstawowe wartości, czy też powinien przyjąć każdy jej element jako właśnie odmienną cywilizację stworzoną w odmiennym systemie zasad. Innymi słowy, nic nie jest w niej złe, po prostu jest inne. Postulat zrozumienia innej kultury jest głoszony i przyjmowany chętnie w kwestiach takich zachowań, które nie wyrządzają nikomu krzywdy: afrykańskie plemiona przebijają sobie nosy patykami i dobrze się z tym czują, muzułmanki chcą chodzić w chustach na głowie - "my" byśmy sobie tak nie zrobili, ale skoro "wam" się tak podoba, to proszę bardzo. Problem zaczyna się, kiedy w afrykańskich plemionach wycina (wyrywa) się kobietom łechtaczki tępymi nożyczkami, a muzułmanki morduje za umawianie się z nieodpowiednim chłopakiem, nawet muzułmaninem. Czy takie zachowania także należy przyjąć bez oceny jako po prostu inne, czy odwołać się do uniwersalnego, ponadkulturowego pojęcia dobra, szacunku dla życia i dla człowieka? Czy fakt, że te kobiety często uciekają przed tymi "zwyczajami", boją się ich, jest spójny z twierdzeniem, że te czynności są elementami kultury akceptowanymi przez jej członków?

Ale wracając do Myszki Miki, Pieńkowska zapewne by tak nie powiedziała i nie poszła do Disneylandu, natomiast prawdopodobnie każdy Japończyk prowadzący wczorajszy program śniadaniowy stwierdziłby, że już się nie może doczekać wycieczki, choć po wyjściu ze studia nawet by o tym nie pomyślał. Po prostu nie wypadało im powiedzieć czego innego. I dlatego, że są zwyczajnie uprzejmi, i dlatego, że należą do jednego zespołu tworzącego jeden program i przekaz byłby niespójny, gdyby jeden prowadzący coś zachwalał, a drugi mówił, że to nudy.

Studenci

Po drugie, kiedy napisałam, że moi rówieśnicy chadzają do Disneylandu, to i skłamałam i powiedziałam prawdę. Miałam niedawno dwudzieste czwarte urodziny i wg polskiej rachuby powinnam tego lata ukończyć pięcioletnie studia magisterskie. Natomiast większość moich koleżanek z uczelni jest ode mnie młodsza od 2 do 4 lat, o czym zapominam porównując studentów polskich i japońskich. W Polsce na wielu uczelniach istnieje już system trzyletnich studiów licencjackich (na poznańskiej japonistyce jeszcze nie) i dwóch lat magisterskich, natomiast tutaj jest on standardem (z tym, że studia trwają 4 lata, a mgr 2). Ponadto większość osób kończy edukację po trzech latach i zatrudnia się w firmie, co jest tutaj najbardziej powszechną drogą kariery. Dlatego "absolwent uniwersytetu" to osoba w wieku 21, 22 lat, po 3 latach nauki.

Z tego powodu osoby "z piątego roku" spotykam tutaj wyłącznie na seminarium magisterskim, natomiast na większości zajęć i podczas lunchu otaczają mnie dziewczęta najwyżej "z trzeciego roku". Te młodsze rzeczywiście mają komórki obwieszone Myszkami i Donaldami (i Lilo i Stich - do dzisiaj super modne) i opowiadają mi, że w Disneylandzie bywają przynajmniej dwa razy w roku, ale już koleżanki ze studiów magisterskich uśmiechają się pobłażliwie i mówią: "Hm, no też bywałam za młodu". Chociaż nie ma tu reguły, bo ostatnio moja 26-letnia koleżanka też poszła, a kolega, absolwent Wasedy studiujący obecnie w Toronto nie mógł się nadziwić: "No co ty??? Nie chciałabyś iść na randkę do Disneylandu? No to... to... GDZIE???"

Jednak wbrew pozorom i temu, co pisała kiedyś w Wysokich Obcasach J. Bator, większość Japonek po 26 roku życia nie umówiłaby się więcej z panem, który zabrałby je na spotkanie z Myszką Miki.

"Człowiek społeczny"

Poza wiekiem z metryki ważnym czynnikiem jest tutaj rola społeczna. W Japonii bardzo ważna granicą w rozwoju jest zostanie tzw. shakai-jin'em, czyli dosłownie "człowiekiem społecznym". Jest to swego rodzaju rytuał przejścia, osiągnięcia dojrzałości. Najpierw oczywiście w dwudziestym roku życia wszyscy obchodzą tzw. seijin-shiki (hurtem, w drugi poniedziałek stycznia), czyli polską "osiemnastkę", która jednak, jak i u nas, nie czyni z nich dorosłych. W dorosłość wprowadza dopiero zostanie "człowiekiem społecznym", wydarzenie opisywane w filmach, serialach, książkach.

Właściwie główną cechą shakai-jin'a jest stałe zatrudnienie w firmie lub w jakiejś instytucji. Kiedy Japończyk zostaje shakai-jin'em, ścina loki (wielu panów robi sobie tutaj trwałą) lub blond grzywę i wciska się w garnitur. Japonka tonuje makijaż, modną fryzurę zmienia na skromniejszą, a różowe spódniczki z falbankami i pończoszki kabaretki na szare garsonki. Młodzieńczy luz na profesjonalną powagę i maniery. "Fajny" język na wyrażenia oficjalne. Disneyland na wykwintne restauracje.

Poniższe ilustracje - klatki z pierwszego odcinka serialu "Orange days", którego głównym wątkiem jest nostalgia za minioną beztroską młodością, przedstawiają symboliczne porównanie dwóch światów: studentów i "ludzi społecznych". Na zdj. 1 pan w środku to student trzeciego roku wracający z kolejnej rozmowy kwalifikacyjnej. Po lewej w skłonie pełnoetatowy pracownik firmy, po prawej trzej studenci. Na zdj. 2 młodzieniec przygląda się najpierw "człowiekowi społecznemu", który gnie się w ukłonach i strzępi język na uniżonych uprzejmościach w rozmowie telefonicznej z szefem. Na zdj. 3 przygląda się wesołym, wyluzowanym studenciakom.


1


2


3 ["Orange days", TBS, 2004]

Myśli o tym, że teraz już nigdy nie będzie tak samo i przypomina sobie wydarzenie pokazane we wcześniejszej scenie, kiedy kłamie, że jego marzeniem jest praca w firmie produkującej zegarki, kiedy w rzeczywistości chciałby się zajmować opieką społeczną. Został tam pokazany rzeczywisty problem wielu młodych ludzi, którzy mówią mi często: "Wiesz, studia to jedno, ja mogę sobie lubić historię, literaturę, kulturoznawstwo. Ale z czegoś trzeba żyć. Pójdę teraz do pracy, a może jak kiedyś będzie mnie stać, to wrócę na studia magisterskie." Głównie w przypadku absolwentów studiów humanistycznych firmom jest wszystko jedno, co kandydat ukończył. To i tak w wielu przypadkach nie ma znaczenia, bo firma szkoli pracownika od podstaw. Dyplom uczelni wyższej to po prostu dowód, że kandydat ma pewną wiedzę o świecie oraz obycie potrzebne dorosłej osobie. Moja koleżanka, absolwentka polonistyki zaczęła właśnie pracę w firmie energetycznej, a koleżanka z historii sztuki - w firmie handlowej.

Freeter

Oczywiście wcale nie trzeba zostać "człowiekiem społecznym". Można nie iść na studia albo do stałej pracy. Przeglądałam ostatnio magazyn o absolutnie najmodniejszej modzie, takiej z MTV i był tam materiał pt. "Makijaż w Shibui" ze zdjęciami dziewcząt spotkanych w mieście. Panie wyglądały mniej więcej tak, a w rubryce "czym się zajmuje" większość tych powyżej 20 roku życia miała wpisane jeśli nie "studentka", to "furītā" - japoński "anglicyzm", po polsku "praca dorywcza/bezrobotna". Najstarsza pani miała 27 lat.

Kiedy ktoś zdecyduje się na bycie "freeter'em", to niezależnie od wieku nie jest shakai-jin'em. Nie musi zmieniać wyglądu, manier, ani języka. Mam taki podręcznik do języka biznesowego skierowany do Japończyków, w której autor wyjaśnia szczegółowo, że na rozmowie kwalifikacyjnej nie należy mówić: "dzięki" ale "dziękuję (bardzo/uprzejmie)", nie "no cześć!" ale "dzień dobry", etc. We wstępie pisze m.in., że publikacja ta skierowana jest do studentów oraz osób, które pragną zmienić pracę dorywczą na stałą.

Tacy ludzie nawet po trzydziestce będą sobie trefić włosy (i panie i panowie) oraz podniecać się Disneylandem. Ale jednocześnie ludzie nawet młodsi ode mnie, którzy weszli już w "dorosłe" życie społeczne, stwierdzą, że to nie jest rozrywka dla nich. Owszem, można powiedzieć, że Japończycy wydają się bardziej dziecinni niż Europejczycy, ale tylko do momentu zostania "shakai-jin'ami". Natomiast "freeterzy" są wyjątkiem, mniejszością, na tyle jednak egzotyczną, że ciekawiej jest napisać artykuł o nich, uogólnić na całe społeczeństwo i oburzać się na to zdziecinnienie z pozycji dorosłych Europejczyków.

Dziecinność a niedojrzałość

Zresztą nawet to bycie dziecinnym w czasach studenckich jest dyskusyjne, ponieważ tak naprawdę różnica w mentalności (tutaj ponownie krytykuję swój wczorajszy wywód) istnieje tylko na powierzchni - młodzież japońska lubi Myszkę Miki, a polska techno, Dodę i Tokio Hotel. Natomiast pod powierzchnią gustów nastolatki i tu i tam tak samo piją, palą, uprawiają seks i tak samo panikują, kiedy spłodzą dziecko. Poziom pozornej dojrzałości i nieodpowiedzialności jest taki sam, a różnią się tylko trendy w popkulturze. Tutaj najbardziej atrakcyjna dziewczyna jest kawaii, czyli "słodka, milusia, rozczulająca", natomiast na Zachodzie kakkoii, czyli "silna, seksowna, bezczelna". Wg moich koleżanek, japońskie gwiazdki są kawaii, natomiast Avril Lavigne lub Scarlett Johansson są kakkoii. Nie słyszę tutaj raczej, żeby ktoś mówił o kimś "sexy". Ale czy ktoś w Polsce uważa, że dwudziestolatka naśladująca Dodę lub Mandarynę nie jest dziecinna? Oba społeczeństwa są tak samo niedojrzałe, ale okazują to na różne sposoby. Lecz to zdziecinnienie nie ma nic wspólnego z dziecięcą niewinnością, prostotą i czystością.

The end

Podsumowując, owszem, nie można zaprzeczyć temu, że dwudziestokilkuletni Japończycy lubią Disneyland i nawet chodzą do kina na kolejne kreskówki, i kupują gadżety. Nie oznacza to jednak, że w rzeczywistości są bardziej niedojrzali niż Polacy. Zdziecinnienie w popkulturze jest tutaj zdecydowanie bardziej widoczne niż na Zachodzie, ale ogranicza się ono wyłącznie do estetyki, do powierzchni.

I na koniec, by samokrytyki stało się zadość, zrugam się jeszcze za to: "nie mam zamiaru się tam wybierać". (Och, to się nie wybieraj, ale nie musisz o tym pisać!) No naprawdę, mogę sobie nie lubić Disneylandu, ale przecież to nie jest blog o moich osobistych upodobaniach. Obiektywizm ponad wszystko! (Nooo, poza tym, że Daru-chan jest super! ^_^v)

PS. Tygodniowy limit literek wyczerpany. Przechodzimy w tryb zdjęciowy.


gołębie | pigeons


the city | miasto i okolice Link 28.04.2008 :: 02:28 Komentuj (15)


[1] [Kołobrzeg]


[2] [Wrocław]


[3] [Tokio]


[4] [Poznań]


[5] [Toronto]


Kolobrzeg, Poznan, Tokyo, Toronto, Wroclaw. Which is where? Can you tell by the pigeons? ;)

Kołobrzeg, Poznań, Tokio, Toronto, Wrocław. Które gdzie? Da się poznać po gołębiach? ;) (Nazgee sie nie gra, bo on tam wtedy wszędzie był!)

PS. Dzisiaj wyjątkowo rano, bo nie śpię u siebie i nie mogłabym dodać wieczorem. Kolejna notka jutro prawie nocą, czyli popołudniem w Polsce.


podwórko | backyard


the city | miasto i okolice Link 29.04.2008 :: 17:14 Komentuj (6)


[Tokio, Akasaka]


archiwum | archive
2017
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

linki | links
Scholars about Japan
Japoniści o Japonii

Japonica Creativa

kategorie | categories
the city | miasto i okolice(55)
heritage | świątynie i zamki(11)
culture | kultura i sztuka(15)
people | ludzie i historia(34)
life | Ĺźycie i zwyczaje(65)
PL in JP | polska w japonii(7)

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl