t o k i o i o k o l i c e
tokyo and surroundings

Welcome to Japan which sometimes is so different from Canada or Poland that I just have to take a picture. And sometimes so ordinary that... I have to do the same to prove that Japan is not the stereotypical essence of exotic but a country where people live quite like the others. English text is a summary of Polish explanation, however do not hesitate to follow the links, as they usually lead to Japanese and English websites anyway. And pardon my English, please. ^_^v

Zapraszam do Japonii w której nie wszystkie kobiety to gejsze lub lolity z Harajuku i nie wszyscy mężczyźni mają czarny pas w karate, do Japonii, w której nie panuje kult kapcia, w której nie każdy posiłek to surowa ryba i w której nie istnieje zawód "upychacza pasażerów do pociągów metra", et cetera, et cetera…

Zapraszam do Japonii, w której codziennie po prostu jeżdżę na uczelnię, w drodze powrotnej po prostu kupuję mleko, chleb, pomidory, w której co tydzień robię pranie, oglądam seriale, a co miesiąc płacę rachunek za komórkę i kupuję podpaski (sic! w Japonii ma się wszystko tak samo jak w Polsce!).

Na moich zdjęciach postaram się pokazać ten kraj takim, jakim naprawdę jest - czasem rzeczywiście tak różnym do Polski, że aż wyjmuję aparat, ale najczęściej tak mało egzotycznym, że… też wyjmuję aparat, by mieć dowód na to, że Japonia to nie gabinet osobliwości, tylko miejsce, gdzie ludzie żyją podobnie jak my.


Marta Newelska
studentka V roku japonistyki na | pursuing Masters in Japanese at
UAM Poznań,
członkini i były prezes | member and former president of
Japonica Creativa,
członkini organizacji | member of
Japan Return Programme,
obecnie stypendystka na | currently a scholarship recipient at
Tokyo Ochanomizu University
e-mail: mishima(at)wp.pl



uśmiechy z polski | smiles from poland


PL in JP | polska w japonii Link 01.03.2008 :: 03:54 Komentuj (0)


[Mainichi Shinbun]


I found the picture above in the paper called Mainichi Shinbun which is publishing a series of photos entitled "Smiles form the world". The links below lead to the photos of Polish people in the online version of the paper.

Na ostatnich stronach Mainichi Shinbun (dosłownie Gazety Codziennej) drukowana jest mała rubryczka "Uśmiechy ze świata". Około grudnia zeszłego roku znalazłam tam Polskę! :) Podpis pod zdjęciem brzmi: [Polska] Natalia (21 l.) studiująca prawo na Uniwersytecie Warszawskim mówi: "Teraz mamy czasy aktywności kobiet. Sama chcę poważnie zająć się i pracą i domem." Wersja online tutaj.

Po małym rekonesansie okazuje się, że uśmiechów z Polski jest więcej:
* Rafał (22 l.) pracujący w warszawskiej firmie z branży internetowej: "W tym kraju też branża internetowa ciągle się rozwija."
* Weronika (po prawej, 19 l.) spotkana z przyjaciółką w bibliotece UW: "Japonię znam tylko z mapy. Kiedyś chciałabym się tam wybrać."
* Pani ze stoiska z pamiątkami w pobliżu Wawelu w wiekowym mieście Kraków: "To miejsce słynie z legendy o smoku."
* [Tajwan] Polak i Hiszpanka zwiedzający miasto Kaohsiung na południu Tajwanu: "Na Tajwanie jedzenie jest pyszne i wszyscy są mili."

(zdjęcia z Polski: Takuji Nakao, z Tajwanu: Reiko Suzuki)

PS. Gdyby zdarzył się taki miły zbieg okoliczności, że Natalia, Rafał, Weronika, Pani lub Polak odnaleźli się na tych zdjęciach, to dajcie znać! ^_^v


topless | topless ;>


people | ludzie i historia Link 01.03.2008 :: 03:56 Komentuj (2)


[Tokio, Taitō, Park Ueno]


A Waseda University student topless. ;) A typical Tokyo hot guy - not yet dressed up too much, but yet you can see from his hair style that he cares about his looks.

Oto klatka piersiowa studenta Wasedy, jednego z najbardziej prestiżowych uniwersytetów w Japonii. ;) Taki typowy przystojniak - jeszcze niezbyt wystrojony (ta koszula to tylko kostium do występu, spodnie jego), ale już widać, że o siebie dba - włosy farbowane na brązowo, cieniowane, końcówki postawione na żelu. I nie, nie jest gejem. ;) Tutaj taka fryzura jest bardzo popularna wśród panów. I też nie jest niski - około 1,75 m. Sama się zdziwiłam, ale wygląda na to, że 1,80 m wzrostu zaczyna być normą wśród moich tutejszych rówieśników.


smacznego! | bon appetit!


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 02.03.2008 :: 02:03 Komentuj (7)


[Tokio, Minato, Toranomon]


[Tokio, Bunkyōku]


To continue on plastic food, today let's try the quisine of one Irish pub. Ana then let's look at those colorful pictures in family restaurant's menu.

Dla tych, którzy nie mogą patrzeć nawet na plastikowe krewetki, coś bardziej swojskiego - propozycja z irlandzkiego pubu, gdzie rzeczywiście można było zjeść po europejsku. Byłam wcześniej w niemieckiej restauracji, w której jedliśmy pieczoną mątwę, sałatkę z avocado, a później wreszcie golonkę, ale bez skóry i tłuszczu (osobiście uważam, że taka jest smaczniejsza). Niemieckie było chyba tylko piwo. ;) Po połysku bułki widać, że jest plastikowa. ;)

Na drugim zdjęciu menu z tak zwanej famiresu (famiri resutoran od ang. "family restaurant"), restauracji rodzinnej, czyli miejsca o atmosferze podobnej do makdonaldów, ale z potrawami wyższej jakości i w wyższej cenie niż fast food. Przychodzi sie tu całą rodziną (nikomu nie przeszkadza, kiedy dzieci zachowują sie głośniej) i z kolorowego menu wybiera dania japońskie, chińskie, zachodnie oraz desery i koktajle.


okonomiyaki | okonomiyaki


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 03.03.2008 :: 01:53 Komentuj (3)


[pref. Saitama, Kawagoe]


Okonomiyaki means "fry/roast whatever you want" and it works pretty much like pizza - there's a base made of cabbage and dough into which you blend your favourite ingredients. The links in the Polish text lead to the recipe in Japanese and to pictures of the ingredients. But there is also a simple recpie in English. Enjoy! ^_^

Okonomiyaki znaczy dosłownie "pieczone/smażone wedle uznania" i właśnie taka jest idea tego dania - tak jak pizzę, także tę potrawę można przyrządzać z różnorakimi składnikami. Podstawą jest posiekana kapusta sklejona czymś w rodzaju ciasta naleśnikowego oraz sos o smaku mniej więcej sosu barbecue i majonez, którymi polewamy gotowe danie, natomiast resztę dobieramy według własnych upodobań. Wersja z przepisu to najbardziej popularny zestaw smaków - przyrządzany na przykład w kramikach podczas festiwali (festynów), jak na zdjęciu. Kiedy natomiast wybierzemy się do restauracji z okonomiyaki, mamy do wyboru cale menu różnorodnych zestawień, jak w pizzerii.

Poniżej znajduje sie tłumaczenie przepisu na okonomiyaki z japońskiej strony internetowej. Listę składników ułożyłam inaczej niż w oryginale - na początku są rzeczy potrzebne do przyrządzenia podstawy, natomiast dalej dodatki, które trudno kupić w Polsce, dlatego można je dowolnie zastąpić czymś znacznym. :) Tekst przepisu japońskiego jest ponumerowany, więc myślę, że nietrudno będzie skojarzyć obrazki z tekstem polskim. Linki w liście składników prowadzą do zdjęć. Powodzenia! ^_^v

Składniki na cztery porcje:
- 200 g kapusty
- 4 jajka
- 4 łyżki stołowe zmiażdżonego ziemniaka górskiego (chodzi ogólnie o skrobię, która ma skleić całość - może być mąka ziemniaczana lub skrobia kukurydziana, ale wtedy raczej mniej niż 4 łyżki, ponieważ skrobia w proszku jest bardziej skondensowana)
- 300 g mąki
- 8 plasterków boczku
- jeden pęczek szczypiorku
- 50 g krewetek sakura (suszone słonawe krewetki wielkości połowy małego paznokcia - można je zastąpić czymś małym i słonym)
- różowy marynowany imbir wedle uznania (może być biały - bardzo charakterystyczny smak, lepiej spróbować zanim się doda - ja osobiście zawsze zamawiam bez)
- zielone nori wedle uznania (w Polsce mamy chyba tylko czarne, ale też dobre - trzeba tylko zmielić/pokruszyć albo nie dodawać - nie wszystkim może się podobać ich rybi zapach. Mnie się to osobiście kojarzy z bazylią lub oregano - też może być.)
- sos wedle uznania (smak i kolor podobne do sosu do barbecue)

Sposób przyrządzania:
1. Kapustę siekamy drobno (nie na paski)
2. Szczypiorek siekamy od końca
3. (Rozdrabniamy ziemniaka górskiego w ceramicznym moździerzu.) Przygotujmy sobie skrobię po prostu. ;)
4. W misce mieszamy dokładnie mąkę, jajka i skrobię, stopniowo rozrzedzając ciasto wodą.
5. Rozrzedzamy mniej więcej do gęstości ciasta naleśnikowego.
6. Do ciasta dodajemy krewetki, imbir i szczypiorek (lub np. posiekanego kurczaka, tuńczyka, kukurydzę - cokolwiek wedle uznania)
7. Ciasto wlewamy na patelnię z odrobiną oleju, a na tym układamy boczek. Możemy też najpierw usmażyć boczek i na niego wlać ciasto.
8. Po usmażeniu z jednej strony przewracamy na drugą i smażymy tak samo.
9. Kiedy obie strony usmażone są na złoto, kładziemy danie na talerzu, polewamy sosem i posypujemy nori (oregano). Z majonezem również jest smaczne.


W Japonii też kradną rowery... >_<' | So they steal bikes in Japan too... >_<'


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 03.03.2008 :: 11:47 Komentuj (9)


[Tokio, Itabashi]


Only two weeks ago I wrote quite a long text about how safe it is to leave your bike anywhere in Tokyo because noone even thinks of stealing it. Well, I have to change my statement as my bike's been just stolen in Nishi Ikebukuro. And they told me Nishi Ikebukuro is a dangerous area... ^_- The picture has nothing to do with the event itself - I just had a photo of a policeman and bicycles and didn't really know what to write about it - well, what a nice opportunity it is now.

Odwołuję swoje wcześniejsze zapewnienia, że Japonia to miły i bezpieczny kraj. Niestety nie mam do tego odpowiedniego zdjęcia, bo akurat nie było mnie tam, kiedy jakiś przebrzydły podły cham, któremu na pohybel, jakimś cudem otworzył moją blokadę tylnego koła i przywłaszczył sobie moją własność, do której ja i tylko ja miałam prawo, skoro za nią zapłaciłam w sklepie. Nie wiem, jaką on będzie miał z tego korzyść, ale ja muszę teraz znaleźć potwierdzenie rejestracji roweru, pójść (pójść!) na posterunek policji i spędzić tam dwie godziny na sporządzaniu protokołu, który wyląduje na dnie szuflady, bo jakiś obcokrajowiec ma problem. A następnie odwołać jutrzejsze spotkanie lub pożyczyć od kogoś szybko rower lub pojechać pociągiem i wydać na to 10% ceny nowego roweru. Nienawidzę ich. Tyle rowerów stało dookoła, a wzięli akurat mój. Bo co? Bo podpisany imieniem i nazwiskiem? A może to rasiści i właśnie dlatego ni go ukradli? W każdym razie jestem w tej chwili podenerwowana i nie mam najmniejszej ochoty na pisanie o ich kraju, zwyczajach i w ogóle czymkolwiek. Nie wiem, kiedy mi przejdzie i będę na tyle obiektywna, że będę mogła kontynuować pisanie. Świnia! A żebyś się przewrócił na tym rowerze i wybił sobie swoje krzywe japońskie zęby, ty podlecu!

Aktualizacja po dwóch godzinach: Ach, już mi przeszło. Cóż zrobić, takie życie. Jak to się brzydko mówi za oceanem, shit happens. Pan posterunkowy (który był najwyżej dwa lata starszy ode mnie) spisał numer rejestracyjny mojego roweru, kolor, model i znaki szczególne (przy których opisie pomyliłam słowo ita - "plakietka" z futa - "pokrywką" i dziwiłam się, czego on takiego nie rozumie w zdaniu "z tyłu bagażnika przyczepiona była żółta plastikowa futa z numerem parkingowym mojego akademika"), wziął mój odcisk palca, podziękował i powiedział, że jak znajdą, to do mnie zadzwonią. "A jak nie znajdziecie?" "To nie zadzwonimy" "A ile czasu zajmuje znalezienie?" "Ooo, jeżeli się znajduje, to szybko, a jeśli się nie znajduje, to nigdy." "A jak często się znajduje?" "Hmmmm" "Na przykład w procentach. Jaki odsetek zgłoszonych rowerów znajdujecie?" "Nie wiem, w procentach to tak nie umiem powiedzieć." No tak, czyli muszę sobie kupić nowy rower... Na szczęście koleżanka dostała jeden od innej koleżanki, która wyjechała z Tokio. Sama nie jeździ i już mi obiecała, że mi go odsprzeda za symbolicznego jena (ok. 2 groszy) i potem tylko 500 jenów za nowy numer rejestracyjny. I jeszcze jakiś agresywny system zabezpieczeń... Nawet gdyby nie koleżanka, to kupiłabym jutro nowy rower za 10000 jenów (ok. 250 PLN), jako że miesięczne koszty poruszania się po Tokio komunikacją miejską wynoszą ok. 30000, więc i tak mi się opłaca. Koleżanka wraca z Hiroshimy w piątek, więc przez kilka dni pojeżdżę pociągami lub pochodzę na piechotę.

A ten odcisk palca nie wynikał z tego, że jestem o coś podejrzana. W Japonii zamiast podpisu używa się specjalnych osobistych pieczątek, których oryginalność jest certyfikowana, a ponieważ ja nie jestem do tego przyzwyczajona, to zawsze zapominam swojej i zamiast tego musiałam pod raportem odcisnąć palec.

Właśnie przed chwilą (22:30) ten sam pan dzielnicowy zadzwonił do mnie i zapowiedział się na dziewiątą rano, ponieważ czegoś jeszcze nie uzupełnił w dokumentach. Jak miło! Panie z biura w akademiku będą się jutro między sobą dziwiły, że do Newelskiej przyjechała policja... Mam nadzieję, że przynajmniej na rowerze, a nie radiowozem... -_-'

PS. Po dwudziestu czterech godzinach: Nie no, nie może tak być, że nie ma zdjęcia. Dodaję więc pana policjanta, który majstruje coś przy rowerach na parkingu między dwiema jezdniami. Zrobiłam je kiedyś, ale nie wiedziałam, co mogłabym na ten temat napisać, a tu proszę - tak do tematu pasuje - rowery, policja. Chyba po to mi ukradli ten rower, żebym miała pretekst do publikacji tego zdjęcia. ;)


radiowozy | police cars


the city | miasto i okolice Link 04.03.2008 :: 03:14 Komentuj (7)


[Tokio, Shinagawa]




[Tokio, Itabashi]


Yesterday's events inspired me to publish the pictures I've collected lately. Nice cars, aren't they. ;)

Wczorajsze wydarzenia natchnęły mnie do zamieszczenia zdjęć radiowozów tokijskiej policji metropolitarnej. Nie mam nic więcej do napisania na ten temat. ;)



zwyczajna okolica | ordinary neighbourhood


the city | miasto i okolice Link 05.03.2008 :: 02:42 Komentuj (5)


[Tokio, Taitō, Ueno]


Just some ordinary neighbourhood.

Po prostu zwyczajne osiedle domków jednorodzinnych. Tak wygląda japońskie miasto poza centrum. :)




zwykli ludzie | ordinary people


people | ludzie i historia Link 06.03.2008 :: 08:29 Komentuj (7)




[Tokio, Shibuya]


To continue on ordinary things, let's look at some random people in the evening in Shibuya - this is what I usually see when I look around. No people in kimono, in Sailor Moon's outfit or whatever the stereotypes say.

Kontynuując temat zwyczajnego Tokio, spójrzmy na zwykłych ludzi wieczorem w Shibui. Robiąc te zdjęcia nie czekałam, aż w kadr wejdzie mi ktoś charakterystyczny - po prostu stanęłam, pstryknęłam dwa razy i poszłam dalej. Tak właśnie naprawdę wygląda tokijska ulica - żadnych kimon, żadnych przebierańców albo mrowia panów w czarnych garniturach. Oczywiście takich ludzi też widuję - wczoraj przyglądałam się w pociągu dwóm mrocznym lolitkom - ale daleka jestem od stwierdzenia, że w Japonii wszyscy wyglądają dziwacznie.

PS. Na pierwszym zdjęciu nawinął się chłopak z brązowymi włosami i w kowbojkach, więc niech on posłuży jako przykład przystojniaka, jeśli nie uda mi się zrobić osobnego zdjęcia jakiemuś wymuskanemu ślicznotkowi. ;)


odpicuj swoją toaletę | pimp my toilet


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 07.03.2008 :: 02:49 Komentuj (7)




[Tokio, Shibuya, Yoyogi]


There are legends about how complicated Japanese toilets are and stories of embarassment when people were unable to flush the toilet using those buttons in Japanese. In fact, the flush is separate from the buttons which operate only the bidet. The metal box on the wall is called "the sound princess" and emits sounds of flushing water to mask the actual sounds of using the toilet. My male friends tell me they don't have the princesses in their toilets.

Krążą już legendy o japońskich toaletach high-tech, które są rzekomo bardziej skomplikowane niż komputery osobiste. Z boku sedesu znajduje się tajemnicza konsola z mnóstwem kolorowych przycisków - bohaterka jakże wielu historii w rodzaju: "Byłem u Japończyków w odwiedzinach, poszedłem do toalety, zrobiłem co miałem zrobić, a potem próbowałem spuścić wodę... a tam tyle przycisków po japońsku! Naciskałem wszystko, a woda się nie spuszczała!" I nie miała prawa się spuścić, ponieważ spłuczka jest zawsze oddzielnym urządzeniem i jej przycisk znajduje się w osobnym miejscu - tutaj widać rączkę na rurze w tyłu sedesu. Byłam w wielu domach i lokalach, korzystałam z wielu toalet i wody nigdy nie spuszczało się inaczej niż u nas (czasem spuszczała się automatycznie).

Przyciski te obsługują wyłącznie bidet - po ich naciśnięciu z głębi sedesu wysuwa się rurka wytryskująca wodę. Patrząc na przyciski od lewej, widzimy czerwony kwadrat - "zatrzymaj", zielone kółko - dosł. "tyłek" oraz różowe - "bidet", zaś pokrętłem regulujemy siłę strumienia.

Z tyłu sedesu widać czarny prostokącik - to fotokomórka, która włącza wentylację w jego wnętrzu. Z kolei podłużne metalowe pudełko na ścianie pomiędzy gniazdkami elektrycznymi to tzw. oto hime, dosł. "księżniczka dźwięku", czyli urządzenie emitujące odgłos spuszczanej wody. Obie te funkcje pomagają Japończykom w ich ciągłych staraniach, by nie sprawiać przykrości osobom w ich otoczeniu. W męskich toaletach księżniczki nie ma (wg moich kolegów).

Poza tym ten sedes był podgrzewany - cóż, z jednej strony siadanie tak z rana na zimnym sedesie może być nieprzyjemne, ale mnie się to osobiście kojarzyło tak, jakby właśnie ktoś tam przede mną dłuuugo siedział i wygrzał miejscówkę... ;)


japońska toaleta | japanese toilet


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 08.03.2008 :: 09:20 Komentuj (7)


[Tokio, Shibuya, Yoyogi]


What Japanese themselves understand by "japanese toilet" is not that high-tech device from yesterday's post but this hole in the floor pictured above. While using it you face the pipe. ;)

Kiedy my mówimy "japońska toaleta", mamy zazwyczaj na myśli taki full wypas jak na wczorajszym zdjęciu. Z kolei Japończycy "japońską toaletą" nazywają tę dziurę w podłodze widoczną powyżej, w odróżnieniu od "zachodniej toalety", czyli sedesu.

Ludzie często pytają mnie "Co cię najbardziej zdziwiło w Japonii?" Oczekują, że powiem "sushi", "shintō", "karaoke", a ja mówię "No wiesz no, już ponad cztery lata się o tym kraju uczę, to to wszystko nie jest dla mnie takie nowe. [zawód maluje się na japońskich licach] Ale nie, czekaj! [pełne nadziei wyczekiwanie] Japońska toaleta. [zdziwienie]" Nikt mi w szkole nie powiedział, że te okropne dziury, nad którymi trzeba kucać niczem w krzakach są standardem w miejscach publicznych. -_-' I to takim standardem, że nawet zazwyczaj jest ich więcej niż toalet zachodnich, a ponadto tylko drzwi do kabin z sedesami są podpisane "toaleta zachodnia", a japońskie są w domyśle, bez napisów. Zdarzyło mi się nawet uczyć w takim budynku, w którym na sześciu piętrach nie było ani jednego sedesu - miałam wybór albo kucać albo chodzić do budynku obok. W domach z kolei nie natknęłam się na to okropieństwo ani razu. Aha, a kuca się przodem do rury.

PS. Ach, ależ dziś nieobiektywnie. ;)


jeszcze raz purikura | purikura once again


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 09.03.2008 :: 00:33 Komentuj (3)




[Tokio, Harajuku]


[Tokio, Shibuya]


This is the purikura decoration corner with our pictures before edition, then the results of our work. This machine's theme was R'n'b and that's why the thing with a big "No.1" says: "The highest income in the American showbusiness". ;) This time I received the pictures diretcly from the machine to my mobile by infrared and then I found the photo I thought I didn't save last time - the purple one with skulls.

Oto kącik dekoracyjny w maszynie do purikury. Tak wyglądają fotografie przed jakąkolwiek edycją - są tam tylko tła wybrane podczas robienia zdjęć. Te kolorowe kwadraciki na dole to rodzaje pędzli do wyboru.

Kolejne zdjęcie to efekt naszej dizajnerskiej roboty - tym razem zaraz po nas weszli do maszyny następni chętni, przez co mieliśmy tylko pięć minut i ten drugi obrazek, zostawiony na koniec musiałam udekorować w 30 sekund i wymyśliłam tylko dwa elementy: maszyna zwała się R'n'B, dlatego ten napis na dole głosi "najwyższy dochód w całym amerykańskim showbusinessie", a w tle migoczą jakieś brylanciki.

Są to obrazki w oryginalnej rozdzielczości wysłane z maszyny na moją komórkę - tym razem wzięliśmy je od razu na miejscu przez podczerwień, a jak się okazało podczas szukania ich w przepastnych folderach mojego telefony, ostatnio też jednak udało nam się zapisać jedno zdjęcie - to ostatnie.

Tak w ogóle, to wydaje mi się, że purikura by się w Polsce przyjęła. Teraz tyle się czyta o nastolatkach przesiadujących w galeriach handlowych, a robienie sobie małych kolorowych zdjęć, które można nalepić na komórce albo pokazać na naszej-klasie zdaje się pasować do tego rodzaju zainteresowań. Przeglądam czasem różne fotologi i często trafiam na zdjęcia, na których dziewczęta się prężą, miny robią i jeszcze piszą po nich w photoshopie - czym to się różni od purikury? Gdyby ceny ustalić przeliczając z jenów, to 10 PLN podzielone na dwie, cztery osoby to żadne pieniądze za taką zabawę i gadżet. Nie? :)


japonki a praca, cz. I | japanese women and work, part I


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 10.03.2008 :: 08:32 Komentuj (6)


[Hatarakiman, Nihon Terebi]


Is it true that Japanese women prefer managing their households than pursuing their careers? I asked my Japanese friend who is starting her job in a company in a week. She told me: Though I'm not particularly career-oriented, I want to keep on working even after I'm married because I want to have money for buying whatever I want and also to ba able to live on my own if we got divorced or I was widowed. But when I look at my mom who does so much in the house, always gives me a warm welcome, always cooks delicious meals, I think that I also wouldn't like to work so much that my children would feel lonely. More less half of my girlfriends want to continue their carrers and a half wants to quit job after marriage. I was actually surprised by how many girls chooses to be full-time houswives. In Japan lately almost every university graduate starts working in a company where they often meet their future spouses. However usually only women quit job after being married.

Spiln w komentarzu pod jednym z wcześniejszych artykułów zacytowała pewien wywiad (Przy okazji, Splin, czy mogłabym Cię prosić o źródło? Bo nie mogę tego znaleźć w internecie.)

- Europejki i Amerykanki nie chcą być wciśnięte w model dziecko-dom-mąż. Wolą pracować. Za to w Japonii kobiety wracają do domu, są żonami przy mężu.

- Być może w Japonii za kobietą stoi prawo, które zapewnia samotnej matce godne pieniądze, nie wiem. W Polsce niestety nie, nikt nas nie zwalnia z odpowiedzialności za siebie i dziecko. Dlatego Polki coraz częściej boją się być tylko przy mężu.


Zanim zabiorę się za wyjaśnienie "kwestii kobiecej" w Japonii, chciałabym zwrócić uwagę na niefortunność sformułowania tego pytania: "nie chcą być wciśnięte w model". Jeżeli to jest zapis luźnej rozmowy w towarzystwie, to się nie czepiam - każdy ma prawo wyrażać swoje osobiste opinie, tak jak autorka pytania, która dała wyraz swojej niechęci bycia wciśniętą (forma pytania sugeruje mi, że była to właśnie autorka, a nie autor). Jeżeli jednak jest to wywiad dla mediów, to używanie określeń wartościujących (tutaj negatywnie), sugerujących odpowiedź, jest nieobiektywne i nieprofesjonalne. Żeby nie było wątpliwości - krytykuję tutaj warsztat dziennikarski, a nie poglądy. Sama też nie chciałabym być wyłącznie żoną i matką, ale znam Europejki i Kanadyjki, które by chciały i które bynajmniej nie czują się w nic wciśnięte i także z szacunku dla nich nie wyrażałabym się w ten sposób.

Ponadto, może to kwestia mojego wykształcenia w duchu obiektywizmu, ale także w tekstach na tym blogu staram się nie podawać ogólnych faktów bez zaznaczenia, że "zazwyczaj", "większość", "przeważnie", "często" etc., ponieważ kategoryczne uogólnienie zwyczajnie mija się z prawdą. Przeważnie Japończycy nie kradną (jak pisałam 16 i 17 lutego), ale mnie rower ukradziono (3 marca). "Europejki i Amerykanki (…) Wolą pracować.", ale są takie, które nie wolą i dla ścisłości obiektywny dziennikarz powinien napisać "Większość Europejek i Amerykanek". Zdaje sobie sprawę z tego, że to jest skrót myślowy i jesteśmy na tyle inteligentni, żeby domyśleć się, że istnieją też wyjątki, ale niestety w praktyce ta domyślność nas zawodzi. Skłonność do generalizacji powala nam zauważać reguły rządzące światem i ogarniać rozumem rzeczywistość, ale jednocześnie prowadzi do powstawania często nieprawdziwych stereotypów, które są tym silniejsze im bardziej dotyczą nieznanych nam zagadnień. Co więcej, stereotypy na temat odległych kultur powstają często nie na bazie zjawiska większościowego, ale wręcz przeciwnie - czegoś niezwykłego, jakiegoś kuriozum, które wydało się komuś na tyle interesujące, by to opowiedzieć w swoim kraju. Na przykład słynne japońskie zapracowanie się na śmierć - karōshi to obecnie ok. 170 przypadków rocznie, co w ok. 125-milionowej populacji stanowi nieco ponad jedną milionową. O wiele więcej jest przypadków śmierci z powodu chorób układu krążenia, które tak samo jak np. w Polsce i Ameryce wywołane są stresem związanym z pracą. Karōshi dotyka 1,3 osoby na milion rocznie, a znam ludzi przekonanych, że Japończycy masowo umierają w pracy. Nie neguję tego zjawiska - oczywiście, że istnieje (nie tylko w Japonii zresztą), ale nie znaczy to, że każdy Japończyk umiera w ten sposób. Kimono też istnieje, ale nie wszyscy je noszą, i sushi istnieje, ale nie je się go codziennie. Jeżeli chce się coś naprawdę wiedzieć, to nie można poprzestać na stereotypach, co niestety stało się z osobą zadająca pytanie. Cieszy mnie za to, że osoba odpowiadająca nie krępowała się powiedzieć "nie wiem".

"Za to w Japonii kobiety wracają do domu, są żonami przy mężu." Zdanie to sugeruje, że Japonki, które od ponad dwudziestu lat stawiają coraz częściej, jak Polki, na karierę, ostatnio ponownie rzucają pracę i wybierają życie w domu. Prawdą jest, że rzeczywiście częściej niż Polki wybierają takie rozwiązanie, lecz nie można powiedzieć, że jest to powrót do roli pani domu. Do niedawna bowiem (dwadzieścia lat temu) znaczna część kobiet w Japonii nie pracowała poza domem, dlatego obecny stan, w którym odsetek kobiet pracujących wzrasta, jest postępem, a nie cofnięciem się do dawnej sytuacji.

W Japonii w ogóle sam system zatrudnienia różni się od polskiego. Przede wszystkim wiele osób kończy tylko studia licencjackie i po czterech latach nauki zaczyna poszukiwania pracy w firmie. Bardzo często kierunek studiów nie ma nic wspólnego z branżą - pracodawcy i tak szkolą swoich pracowników od podstaw, mając w perspektywie ich dożywotnie zatrudnienie. Dotyczy to przede wszystkim kierunków humanistycznych, których absolwenci zajmują się ogólnymi sprawami firmy.

Młode kobiety zatrudniane w takich firmach zwą się "OL" (o eru) od "office lady" i stanowią swego rodzaju wyróżnialną grupę - są magazyny dla OL, reklamy skierowane tylko do OL, "OL" jest również określeniem zajęcia: "- Czym się zajmujesz? -Jestem OL." O panach nie mówi się "office gentelman" - panowie są pracownikami firmy, choć zakres ich obowiązków jest taki sam, z wyraźną tendencją do przyznawania mężczyznom bardziej odpowiedzialnych zadań.

Obecnie niemal każdy, kto posiada dyplom licencjacki rozpoczyna pracę w firmie. Obie płcie często w pracy właśnie szukają przyszłego małżonka, ale przeważnie to kobieta rezygnuje z kariery po ślubie. Osobiście znam jeden taki przypadek. Mój znajomy poznał swoją dziewczynę w firmie, a kiedy zdecydowali się zamieszkać razem jeszcze przed ślubem, ona postanowiła zostać w domu, ponieważ praca ją rzekomo za bardzo stresowała. Mówi, że sama wybrała takie rozwiązanie i jest z niego bardzo zadowolona. Innymi słowy większość młodych japońskich pań domu ma doświadczenie w pracy w firmie.

Moja koleżanka Japonka, która właśnie za tydzień rozpoczyna pracę, pisze mi w mailu tak: Nie jestem szczególnie zorientowana na karierę, ale chcę pracować też po ślubie po to, żeby móc sobie za własne pieniądze kupować to, na co mam ochotę, a także by móc żyć w pojedynkę, gdybyśmy się na przykład rozwiedli, albo gdybym została wdową. Ale kiedy patrzę na moja mamę, która robi tyle w domu, zawsze wita mnie serdecznie, kiedy wracam, zawsze robi pyszne jedzenie i w ogóle od której doznaję mnóstwo miłości, to myślę, że sama nie chciałabym też pracować tyle, żeby moje dzieci czuły się samotne. Moje koleżanki dzielą się mniej więcej pół na pół w kwestii tego, czy po ślubie kontynuować czy rzucić pracę. Mnie osobiście dziwiło, że tak dużo dziewczyn chce zostać pełnoetatowymi paniami domu.

Na mojej uczelni (swoją drogą jest to uniwersytet żeński) i w akademiku (też żeńskim - w Japonii bowiem ogólnie nie ma akademików mieszanych) często natykam się na skierowane do kobiet plakaty i ulotki reklamujące różne seminaria na temat kariery. Ostatnio otwarto nawet na uczelni "Career Cafe", czyli w rzeczywistości poradnię dla osób zainteresowanych zatrudnieniem.

Temat typowej japońskiej pani domu pozwolę sobie pozostawić na jutro.

PS. Zdjęcie to screeny z japońskiego serialu "Hatarakiman" - gra słowna z angielskim "man" jak w "Superman". "Pracman"? W każdym razie główna bohaterka oddana jest całkowicie swojej pracy dziennikarskiej, ale nie wiem, jak to się potoczyło, bo obejrzałam tylko pół pierwszego odcinka. A te napisy to chiński. ;)


japonki a praca, cz. II | japanese women and work, part II


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 11.03.2008 :: 04:43 Komentuj (6)






[Rosutaimu Raifu, Fuji Terebi, odc. 3]


[pref. Saitama, Fujimino, Kamifukuoka]


According to the stereotype pictured in dramas, the typical Japanese housewife is the mistress of her domain - only she knows where her husband's underwear is put (1st pict.), she keeps all the household's money and kids can only beg her for some (3rd pict.) and she is a great strategist with a brave heart to battle for special-priced products with other houswives (2nd pict.). This is what I know from TV, and from the family who accepted me for homestay last summer I know that Japanese housewives are also perfect cooks (4th pict.)

Przekonanie o tym, że Japonki lubią być przy mężu i dzieciach nie wzięło się znikąd. Rzeczywiście bowiem do niedawna był to przeważający model rodziny. Przeważający nie oznacza jednak jedyny - osobiście znam dwie pełnoetatowe panie domu z pokolenia mniej więcej moich rodziców, ale również byłą mistrzynię olimpijską w gimnastyce i emerytowaną parlamentarzystkę Kiyoko Ono, o której właśnie przeczytałam, że zatrudniała przez ponad dwadzieścia lat pomoc domową, oraz Miyoko Ikezaki - businesswoman, a także od dziesięciu lat szefową organizacji non-profit JRP. Nie pytałam nigdy, ale wygląda na to, że nie ma męża - w domu ma mnóstwo zdjęć swoich i dorosłej córki bez żadnego mężczyzny. Odwiedziła kilkadziesiąt krajów i w Japonii też czas spędza głównie w samolocie i na oficjalnych spotkaniach. Zdecydowanie wymyka się stereotypom.

Polki często pracują i na zewnątrz i w domu, podczas gdy Japonka jest panią domu na pełnym etacie. Z tego, co mi wiadomo, ma to związek między innymi z sytuacją ekonomiczną. Okres aktywności zawodowej pokoleń moich rodziców i dziadków przypadał w dużej części na socjalizm, którego jednym z najczęściej powtarzanych sloganów jest "Kobiety na traktory". W tym stanie narzuconej odgórnie robotniczej równości płci do przedwojennych domowych obowiązków Polek doszła praca w fabrykach. Również kartki i pustki w sklepach były cechą PRL'u - trudna sytuacja finansowa i niepewna przyszłość zmuszała kobiety do wyjątkowej zaradności. Musiały nie tylko uprać rodzinie skarpetki, ale jeszcze zdobyć proszek, pralkę... albo skarpetki. Z takiego "treningu" wyrosły takie kobiety jak moja mama, która przez większość małżeństwa moich rodziców był główną żywicielką rodziny i jednocześnie, dopóki nie nauczyła mnie, jedyną osobą, która w domu sprzątała, prała, prasowała, gotowała, etc.

Z kolei w Japonii chociaż układ, w którym to mężczyzna dba o dochody, a kobieta o dom został tak jak w Polsce zaburzony podczas II wojny światowej, to już po niej zaczął wracać do normy. W 1945 roku Amerykanie napisali Japończykom konstytucję i do tego czasu, mimo istnienia nurtów komunistycznych, kraj był zasadniczo demokratyczny, a w każdym razie nie oczekiwano od kobiet pracy. Japonia zaczęła po wojnie szybko dążyć do dobrobytu i już w latach '60 ubiegłego wieku sytuacja ekonomiczna zaczęła się stabilizować, by w latach 1965-70 wejść w tzw. boom Izanagi, a w 1980-90 okres koniunktury bańki mydlanej czyli czas szczególnego prosperity (swoją drogą ostatnie lata ponownie nazywa się okresem Izanagi). Ponadto japoński system dożywotniego zatrudnienia zapewniał rodzinie wyjątkową pewność bytu. W takich warunkach Japonka wychodząca za mąż nie musiała się już w ogóle martwić o dochody. Kiedy chciała uprać skarpetki, miała co najwyżej dylemat, który proszek kupić i czy aby nie wymienić już pralki na nowszy model. Tak wyrosły kobiety, które wyspecjalizowały się w prowadzeniu domu wręcz znakomicie - tzw. sengyō shufu czyli pełnoetatowe panie domu.

Bańka mydlana pękła na początku lat '90. Zaczęły się masowe zwolnienia z pracy. Podejrzewam, że wpływ na "wyjście Japonek z domu" miał obok ogólnej zmiany świadomości względem kariery również ten sam co w Polsce czynnik niepokoju o swoją sytuację życiową. Przy okazji - cały czas mówię o kobietach zatrudnianych w firmach, natomiast dużą grupę kobiet pracujących stanowią żony i córki w interesach rodzinnych. W Japonii nadal powszechne jest prowadzenie od pokoleń małych sklepików, w których często żony pracują na równi z mężami, a po pracy zajmują się domem. Na przykład w sklepiku rowerowym mąż przygotował mój (nieodżałowany) rower do jazdy, a już żona wykaligrafowała mi imię na błotniku, zarejestrowała go i zajęła się płatnością. Z kolei w drugim sklepie rowerowym zawsze jest tylko pan.

Shufu, tak jak OL to wyróżnialna grupa. Na przykład jedna z moich książek o okresie Edo, napisana zresztą przez znanego specjalistę Kazuo Hanasaki, została wydana przez Wydawnictwo Pani Domu i Życie Codzienne. Typ pani domu występuje w serialach ze wszystkimi stereotypami, jakimi obrósł przez lata. Na zdjęciu widać scenę z serialu "Rosutaimu Raifu" (Życie w dodatkowym czasie), którego fabuła polega na tym, że w każdym odcinku inna osoba umiera w wypadku, ale przed śmiercią dostaje dodatkowe kilka godzin na załatwienie spraw, bez których nie może opuścić tego świata.

Widoczna na zdjęciu pani domu ginie w wypadku rowerowym, kiedy ściga się z innymi paniami domu do supermarketu po wołowinę w niezwykłej promocji, o której wyczytała w promocyjnej gazetce. Mamy tutaj pierwszy stereotyp: pani domu oszczędza, gdzie tylko może - do mycia szyb używa wielokrotnie jednorazowych ręczników, córka kimono na zakończenie studiów dostanie z wypożyczalni, a potrawę, którą je się z wołowiną, ona robi z jajkiem. No i oczywiście poluje na promocje. Na drugim zdjęciu scena batalistyczna - panie domu rozpoczynają walkę o przecenioną wołowinę.

Z kolei obrazek trzeci to chwila, w której córka prosi główną bohaterkę o kimono. Jeżeli mama się nie zgodzi, to nic z tego. Mimo, że to tata przynosi pieniądze do domu, nie może pójść z ta sprawą do niego, ponieważ on jest zwyczajnie bez grosza przy duszy. Kolejną cechą charakterystyczną pani domu jest to, że mąż ma kontakt z pieniędzmi tylko w momencie przenoszenia ich z pracy do domu. Nie znaczy to jednak, że żona może je zdefraudować - w każdym sklepie stujenowym (takie nasze "wszystko za 2,50 PLN") i papierniczym można dostać dziennik domowego budżetu z ładnie wydrukowanymi rubryczkami na produkt, ilość, cenę, itp. itd.

Natomiast mąż w samym ręczniku na pierwszej ilustracji to żadna gorąco-romantyczna scena. Dialog wygląda tak:
On: Kochanie! Czy możesz mi podać majtki?
Ona (znad deski do krojenia): O, już wyszedłeś z wanny... Poczekaj, już ci daję… (Zatrzymuje się, ponieważ już wie, że umrze i musi wyszkolić rodzinę do życia) Albo wiesz co... Od dzisiaj będziesz musiał sam zadbać przynajmniej o swoje majtki.
On: Eee... Co? Ale ja nie mam pojęcia, gdzie one są... Kochanie, proszę cię, zimno miiii...

Tak, rodzina schematycznej pani domu jest upośledzona życiowo - nikt nie potrafi sobie sam zrobić czegokolwiek. Mama przyzwyczaja dzieci i męża do tego, że nie muszą niczego robić, bo wszystko zrobi ona, skoro to jej specjalizacja. W innej scenie przychodzi kurier z paczką, kiedy mama siedzi w toalecie (na sedesie ^_^). Potrzebna jest pieczątka (zamiast naszego podpisu). Mama każe przynieść ją synowi, a ten przynosi jakąś inną, bo nie ma zielonego pojęcia, gdzie też mogłaby być. Później do kolacji brakuje jajek. Pani domu w pierwszym odruchu wkłada buty i już wychodzi do sklepu, kiedy nagle reflektuje się i mówi do syna: "Idź do sklepu po jajka". Syn robi takie oczy, jakby kazała mu co najmniej przejść przez ścianę.

O ile większość stereotypów nie jestem w stanie sprawdzić, bo krępuję się pytać o sprawy finansowe moją znajomą rodzinę, u której mieszkałam w lecie, o tyle tego ostatniego byłam nawet świadkiem. Siedzimy razem przy kolacji. Wszyscy mamy do kuchni tak samo daleko. Nagle córka mówi: "Mamo, poproszę ketchup". Mam wstaje i biegnie do lodówki. Mnie opada szczęka. Moja mama odpowiedziała by na coś takiego mnie lub mojemu bratu: "A co to? Bozia nóżek/rączek nie dała?" ;)

Ponadto z moich doświadczeń z dwiema japońskimi rodzinami wyciągnęłam wniosek, ze panie domu są naprawdę profesjonalnymi kucharkami. W obydwóch domach kolacja wyglądała tak jak ta na ostatnim zdjęciu - przynajmniej trzy dania dla każdego plus potrawy ogólne - sałatka, ryż w kapturkach z tōfu itd. Każda kolacja to tylko nieco mniej pracy niż przygotowanie polskiej wigilii. Mało tego - dowiedziałam się, że jedna z goszczących mnie mam chodziła na kurs parzenia kawy - nie, nie zalewania "po turecku"... Nie wiem, jakie kwalifikacje jeszcze nabyły, ale podejrzewam, że to nie było jedyne szkolenie. Żeby nie było wątpliwości, uważam, że nasze mamy i babcie świetnie gotują nawet bez kursów (oooch, gołąbki...), ale chcę zwrócić uwagę na fakt, że panie domu traktują swoją pracę naprawdę jak zawód.

"Pełnoetatowa pani domu" nie jest jednak zawodem oficjalnie - jego wykonawczyni nie dostaje od rządu żadnych pieniędzy. Ekonomicznie jest zależna wyłącznie od męża. W Japonii jednak przez długie lata ludzie się raczej nie rozwodzili. Śluby brano z rozsądku po swatach, a więc i z rozsądku się nie rozstawano. W przypadku moich znajomych rodzin co do jednej nie znam szczegółów, ale w drugiej tata zwierzył mi się, że ślub był z miłości, a nawet wbrew obu rodzinom. W czasach ich młodości istniała jeszcze instytucja swata, która teraz już prawie zanikła. Od kiedy zaczęto się wiązać z miłości, wzrosła liczba rozwodów, a z tym i samotnych matek. Nie znam dokładnych przepisów, ale wiem, że japońskie matki, tak jak polskie, mogą liczyć na alimenty, zasiłek, a przede wszystkim na same siebie. W jednym z emitowanych teraz seriali jest wątek przedszkola, do którego najwyraźniej chodzą dzieci tylko matek pracujących. Główna bohaterka ma nawet dylemat, że jest jedyną bezrobotną klientką tej instytucji i między innymi to motywuje ją do podjęcia zatrudnienia. Zresztą odsyłam do wypowiedzi mojej koleżanki we wczorajszym tekście - chce zarabiać właśnie na wypadek samotnego życia.


kwitną śliwy | plums in blossom


the city | miasto i okolice Link 12.03.2008 :: 02:05 Komentuj (6)




[Tokio, Toshima, Sugamo - Shinshō-ji, 1.03.2008]


[Tokio, Nakano, Honchō - Jōgan-ji, 8.03.2008]


[Tokio, Itabashi, Ooyama, 12.03.2008]


Climate in Japan differs along the country - it is generally warmer in the south and gets colder the further north. Blossoms also "migrate" according to this pattern: when there were only buds on Tokyo plums on March 1st, theye were in full bloom in the South. On March 8th the blossom reached the capital too. Soon there will be cherry blossoms.

Japonia jest rozciągnięta wzdłuż południka, przez co klimat różni się tutaj w zależności do miejsca - ogólnie cieplej na południu, a coraz chłodniej w stronę północy. I tak też z północy na południe przesuwa się fala kwitnących drzew. Kiedy robiłam zdjęcia budzącym się dopiero tokijskim śliwom pierwszego marca, w najlepsze kwitły drzewa gdzieś na południu. Ósmego ów rozkwit dotarł już do stolicy.

Śliwy wzbudzają mniejsze zainteresowanie niż wiśnie, których "migrację" śledzi się nawet w wiadomościach. Na południu już sie zaczęło, a w Tokio sakurę będzie można podziwiać na przełomie marca i kwietnia.


japońskie pojęcie przyrody | japanese view on nature


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 13.03.2008 :: 02:51 Komentuj (9)


[Tokio, Chiyoda, Uchibori-doori]


[Tokio, Itabashi, Ooyama]


Japanese art, Zen philosphy, haiku poetry show Japanese as people ultimately sensitive to the beauty of nature. In modern society this also is only one of the stereotypes. Japanese do not live in harmony with nature - they prefer to correct it by trimming trees as in the photos, building islands as in the first link (eng), and, unlike Swedish who rescue animals lost in the housing area without harm (2nd link, eng), they'd rather, though maybe unintentionally, torture them to death as in the last link (jp). PS. The picture below the text was taken in Poland - just to show that there's something to admire not only in Japan.

Na pierwszym zdjęciu przycinanie sosen w parku przed Pałacem Cesarskim. Na drugim przycięte około dziesięciometrowe drzewa na podwórku domu naprzeciwko mojego balkonu.

Prof. Kenji Watanabe podczas wykładu o literaturze japońskiej:
"Widzicie, z przyrodą to jest tak, że Europejczycy to lubią taką dziką, nieokrzesaną naturę, uważają, że piękno kryje się z niej samej i pozwalają jej samej kreować to piękno. Na przykład ogród angielski, gdzie wszystko zostawia się własnemu biegowi, albo parki krajobrazowe, w których piękne są powalone drzewa, połamane gałęzie. Natomiast my, Japończycy widzimy piękno w przyrodzie, ale musimy je z niej wydobyć. Kiedy natura jest dzika, to nie jest piękna - musimy ją poprawić, musimy jej pomóc stać się piękną."

Z kolei u mnie na uczelni w Poznaniu powtarzano nam właśnie, że Europejczyk widzi siebie jako pana i władcę przyrody, chce ją zmieniać, uważa, że jest od niej silniejszy. Za to Japończycy żyją w zgodzie z przyrodą, przyjmują ją, rozumieją jej siłę, otwierają się na nią, etc., etc.

Japończycy przycinają drzewa, wymyślili bonsai (miniaturowe drzewka w doniczkach); większość wybrzeża jest zabetonowana; stoki górskie obłożone żelbetonem, żeby ziemia nie obsuwała się na jezdnie, choć i tak kilka miesięcy temu kraj obiegły zdjęcia spektakularnych obsunięć całych sztucznie zasadzonych lasów cedrowych - korzenie były za płytkie i drzewa nie zostały wyrwane, ale zsunęły się razem z podmytą deszczami ziemią; z wikipedii wynika, że w Japonii jest ponad 2000 tam; lotnisko międzynarodowe Kansai zbudowane jest na sztucznej wyspie, itp., itd. Kto tutaj bardziej dyktuje przyrodzie warunki?

Ale i tak najmocniejsza jest historia, przez którą przestałam oglądać wiadomości w telewizji. Początek listopada zeszłego roku, wiadomości o siódmej w programie porannym, skróty wszystkich informacji, jedna z nich: w Sapporo na Hokkaidō wielki jeleń wszedł do bloku mieszkalnego i spędził noc na klatce schodowej, następny skrót. Ja wtedy też myślałam, że Japończycy to tak z przyrodą żyją w harmonii, więc wyobrażałam sobie, że zrobili z tym jeleniem to samo, co tydzień wcześniej Szwedzi z łosiem, który wlazł komuś do basenu - spuścili w nim wodę, żeby się nie wyziębił, ustawili mu rampę, żeby wyszedł, a kiedy nie chciał, uśpili go i sprowadzili dźwig, żeby go wyciągnąć i odstawić do lasu.

Teraz sposób Japończyków: mieszkańcy bloku zobaczyli jelenia na klatce, przestraszyli się, bo taki wielki. Wezwali policję i urzędników z urzędu miasta, którzy chodzili dookoła klatki i podniecali się, że taki wielki i straszny. Jeleń wybił rogami szybę w oknie (ten moment na zdjęciu w doniesieniu asahi.com, trzeba nacisnąć jeszcze raz link na stronie japońskiej) i przez to okno pomysłowi panowie złapali go na lasso, przyciągnęli jego głowę do okna i we trójkę uwiesili się na linie tak, że szyją jeleń naciskał na szkło pozostałe przy parapecie. A te jakże straszne i niebezpieczne rogi urżnęli piłą. Trzy osoby trzymały przerażonego jelenia za szyję, a czwarta odpiłowywała mu na żywca rogi. Po tym już jeleń zemdlał - odważni obrońcy klatki schodowej związali mu nogi i wysłali do ogrodu zoologicznego na leczenie. Jeleń zdechł niemal natychmiast po dotarciu do weterynarza. Ostatnie ujęcie z reportażu: pusta klatka schodowa umazana krwią na ścianach i na podłodze.

W studio siedziało kilka osób, które komentowały kolejne informacje. Po doniesieniu o jeleniu tylko jedna pani zapytała cicho: "Nie mogli użyć środka usypiającego?". Jednak jej pytanie zostało całkowicie zignorowane, a komentatorzy skupili się na rozmiarach jelenia i tym, jaki był straszny, w czym pomogły rekwizyty - atrapa ściany klatki schodowej z oknem i wypchany jeleń na kółkach. Ekipa techniczna przesuwała wypchanego jelenia w jedną i w drugą stronę za oknem, a prowadzący wykrzykiwał: "Proszę spojrzeć! Jaki wielki! Jaki wielki! Czy to nie straszne?! Ha, ha, ha! Ha, ha, ha, ha, ha!"

To, że wszyscy Japończycy są wrażliwcami, którzy łzy ronią na widok księżyca w pełni lub rozkwitłych wiśni jest takim samym stereotypem jak pomysł, ze wszystkie Japonki to panie domu, a wszyscy Japończycy to karatecy. Owszem, Japończycy chodzą tłumnie na pikniki, które zwą się "oglądanie kwiatów", ale większość swój zachwyt kończy na krótkiej wymianie zdań: "-Ale ładnie, nie? -Nooo, ładnie, ładnie, gdzie dałaś kanapki, kto miał przynieść piwo?" Ciekawe, czy chociaż ze dwie osoby komponują pod tymi wiśniami haiku na temat ich piękna. Tak samo kiedy robiłam to ostatnie wczorajsze zdjęcie różowych śliw, usłyszałam przechodzące za mną panie, które bynajmniej nie zatrzymały się, by zapłakać ze wzruszenia, ale powiedziały tylko "-O, ale ładne! -No ładne. Co to? Śliwa? -A to nie jest jakiś rodzaj wiśni? -Nieee, to raczej śliwa..." Ja też nie raz powiedziałam i usłyszałam w Polsce: "Ale ładne to/tamto".

Owszem, afirmacja przyrody jest jedną z charakterystycznych cech japońskiej poezji, sztuki, filozofii. Jednak również w polskiej poezji, sztuce, filozofii wiele jest idei, kategorii estetycznych itp., z którymi kolosalna większość Polaków się nie identyfikuje. I dokładnie tak samo jest w Japonii. Może gdybym nie widziała szczegółowej relacji z mordowania jelenia, to byłabym mniej krytyczna, ale teraz rzekoma japońska "miłość do przyrody" wydaje mi się istnieć tylko w poezji. Nie róbmy z Japończyków jakichś lepszych ludzi, bo nimi nie są.

PS. Powyższa moja wypowiedź może brzmieć jak bardzo zdecydowany sprzeciw wobec opinii Daghmarre z komentarza pod wczorajszym wpisem. Pragnę zaznaczyć, że nie jest to nic osobistego, zupełnie nie oburza mnie zdanie Daghmarre, doceniam je i cieszę się, że wraz z innymi wzbogaca treść tego bloga swymi uwagami. Po prostu stereotyp to stereotyp, nie ważne czy korzystny, czy nie dla Japończyków - tutaj z każdym rozprawiam się tak samo. ;)

Myślę, że robienie zdjęć kwitnącym drzewom zależy bardziej od człowieka niż od narodowości. To prawda, że Japończycy robią takich zdjęć więcej, bo mają taki zwyczaj i częściej takie rzeczy zauważają, ale wiem też, że nie trzeba jechać aż do Japonii, żeby się zachwycić. Poniżej kwitnąca mirabelka. ^_-


[Polska, Opole, 12 kwietnia 2004]


historyjka obrazkowa spod mojego balkonu | a picture story from under my balcony


the city | miasto i okolice Link 14.03.2008 :: 01:34 Komentuj (4)






[Tokio, Itabashi, Ooyama]


One day the workers came and removed the sign using an asphalt saw and a hydraulic hammer. The next day they came back to place the new sign on the opposite side of the road. The traffic-control-stick-bearer has changed from the yellow uniform to the navy blue one at that time. On the third day they came to complete their task - covered the holes after the old sign and around the new one and to connect the sign to electricity. And they lived happily ever after. The End. ^_^v

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, za Rosją i Chinami, na pewną małą uliczkę przyjechali dzielni panowie budowniczy (?) i zdjęli znak "Przejście dla pieszych dzieci", wycinając słup z podłoża piłą do asfaltu i młotem pneumatycznym. Drugiego dnia przyjechali znów i wstawili nowy znak po drugiej stronie ulicy. Rycerz kierujący ruchem i broniących swych współtowarzyszy przed twardymi samochodami, przebrał się w tym czasie z żółtego kombinezonu w granatowy. Trzeciego dnia przybyli w strugach deszczu, by dokończyć swe zadanie. Zakopali dół po starym znaku, okopali słup wokół nowego, a także podłączyli zasilanie do niebieskiego trójkąta, przykrywszy się foliową płachtą w ochronie przed deszczem. Zapewne przyjechali jeszcze później zacementować zakopane dziury, ale akurat wtedy nie było mnie w domu. ;) I żyli długo i szczęśliwie. Koniec. ^_^v


nagoya '66 | nagoya '66


people | ludzie i historia Link 15.03.2008 :: 02:15 Komentuj (4)

I bought a book about the mountains of Japan and I was so surprised to find these old photographs stuck between the pages. Most of them has the stamp "Fuji camera, Nagoya '66" and the traces of being torn from the album at the back. Only the postcard doesn't. And I was wondering, what happend, and how, and when, and who did it. Did he, who liked mountain hiking and taking pictures of her, give it to her with the book? Did she tore the pictures from her album, put them together with other things that remimded her of him? Or maybe it wasn't her? It's been forty two years since Nagoya '66...

Kupiłam sobie w wielkim sieciowym antykwariacie BookOff stary album "Góry Japonii" i jakże się zdziwiłam, kiedy między kartkami znalazłam plik starych fotografii. Większość z nich ma na odwrocie pieczątkę "Fuji camera, Nagoya '66" oraz ślady po wyrwaniu z albumu. Tylko pocztówka zrobiona ze zdjęcia przedstawiającego jego na tle gór tych śladów nie ma (swoją drogą, w Japonii już w '66 można było robić sobie pocztówki z prywatnych zdjęć). Zresztą na drugim zdjęciu też on w górach.

I tak się zastanawiałam, jaka historia kryje się za tymi zdjęciami sprzed ponad czterdziestu lat. On miał dwa hobby - chodzenie po górach i robienie jej zdjęć. Podarował jej tę książkę razem z pocztówką. Ona miała w albumie zdjęcia zrobione przez niego. A potem je wyrwała i włożyła razem z pocztówką do tej jego książki. I książka znalazła się z BookOffie. Co się stało? Dlaczego je wyrwała? A może: kto je wyrwał? Kto oddał książkę? Kiedy? Przecież to już czterdzieści dwa lata od Nagoi '66...



[Nagoya '64]


[Bez daty | No date]


[Bez daty | No date]






[Nagoya '66]


[Nagoya '66]






[Nagoya '66]


[Nagoya '66]


["Pragnę zapytać o zdrowie w te upalne dni (utarty zwrot), Pełnia lata '66, (adres), Setsuo Itsumi" | "I would like to ask about your health during these hot days (fixed expression), The summer height '66, (address), Setsuo Itsumi"]


ostatnie spojrzenie na toaletę | the last glimpse on toilets


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 16.03.2008 :: 03:49 Komentuj (6)


[Tokio, Bunkyō, Ochanomizu Campus]




[Tokio, Itabashi, Ooyama]


[Tokio, Ikebukuro]


I found this curious sticker with instructions on using a sitting toilet in my campus. But I would like to emphesise that it is unusual - most of Japanese know how to use it. Then, just to complete the view of Japanese toilets, let me show that the most ordinary "Western" toilets are not rare here. And the ones with a tap to save water when washing your hands are also quite popular.

Ta nalepka instruująca, jak należy używać sedesu, jest tylko ciekawostką - widziałam taką tylko raz w tylko jednej kabinie i dlatego zrobiłam jej zdjęcie. Z kolei aby uzupełnić obraz japońskich toalet, pragnę zaznaczyć, że najzwyklejsze sedesy bez żadnych bajerów stanowią znaczną część tutejszych tego rodzaju przybytków. Często jednak takie zwykłe sedesy mają spłuczkę z kranikiem - w ten sposób woda użyta do spuszczania jest najpierw w jakże ekologiczny sposób wykorzystana do mycia rąk. :)

PS. Ze względu na pięciostronicowy esej o języku, którego oczekuje się ode mnie na poniedziałek, wnioski z lektury tekstów o ochronie zwierząt przedstawię jutro lub pojutrze.


przedszkolaki robią miny | preschool kids making faces


people | ludzie i historia Link 17.03.2008 :: 03:31 Komentuj (4)


[Tokio, Itabashi, Ooyama]


The kids were put in pairs and told to cross the street themselves, one pair a time, when there are no cars. In certain age checking the situation can be sooo exciting. And in certain age looking at it can be soooo... ;)

Rano, kiedy siedzę tutaj i piszę bloga, pod moim oknem dzieje się tyle ciekawych rzeczy. Na przykład codziennie przez ulicę przechodzą przedszkolaki. W ramach przygotowania do życia pani każe im samym sprawdzić, czy nic nie jedzie, po czym przechodzą para po parze. Ponieważ zazwyczaj są podekscytowane i zaabsorbowane tak jak na powyższym zdjęciu, przechodzenie trwa kilka minut. A w konkursie na miny i tak wygrywa pani przedszkolanka. ;)


zwierzęta domowe | pets


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 18.03.2008 :: 02:54 Komentuj (5)




[pref. Ishikawa, Kanazawa]


The story about a deer killed in Hokkaidō has raised the question of the protection of animal rights in Japan. According to the law, there is a fine up to 1 milion yen and imprisonement up to 1 year for killing domestic animals without reason (which means not for food) or hurting them. Then a fine up to 50 thousand yen for ill-treatment of domestic animals by starving or abandoning them. The domestic animals are all mammals, birds or reptiles owned and bred by humans. Later I will write about the wild animals.

Oto Bunske, jakiś tam wróblowaty, którego moja znajoma rodzina trzyma w domu jako swoje kochane zwierzątko. Bunske jest rozpieszczany - mama codziennie robi mu kąpiele i daje mu do jedzenia to, na co on ma ochotę. Bunske odwdzięcza się lataniem po domu, jedzeniem wszystkiego, krzyczeniem, kiedy nie dostaje tego, co chce i robieniem kupy w uroczy sposób. Cóż, właściwie to całkiem jak i polski pies lub kanarek, ale nie mam innych zdjęć zwierząt. ;) To jest bardziej zwierzątko mamy, bo tata ma w akwarium jakieś tam "kuzynki żaby" - takie ogromne kijanki, które mają już ponad 10 lat i jeszcze długo pożyją. Znalazł dwie w kałuży i nie chciał, żeby je jakiś kot zjadł, więc wziął je do domu. Zrobiło się z tego sześć. ;)
Pragnę jednak zaznaczyć, że większość osób ma psy i koty. Odsetek amatorów dziwnych zwierzątek jest pewnie podobny jak i w Polsce (mój brat ma ptasznika, a kiedyś mieliśmy jeszcze pytona, który lubił wchodzić do drukarki).

Nie wiem jak na wsi, ale w mieście pieski i kotki są bardzo rozpieszczane. Ostatnio dobre pięć minut spędziłam na oglądaniu bardzo ładnych ubrań dla dzieci, zanim zaczęły mnie dziwić smycze i zdjęcia psów i wreszcie zorientowałam się, że to psi butik. Zdecydowanie więcej osób tutaj (w Tokio) niż w Polsce stroi swoje psy i koty.

Podejrzewam, że między naszymi krajami nie ma różnicy w natężeniu przemocy wobec zwierząt domowych. Są one tak samo uwielbiane i tak samo porzucane, kiedy już się właścicielom znudzą. Czytałam artykuł (w Mainichi Shinbun) o organizacji zajmującej się dokarmianiem bezdomnych kotów w Tokio, które swoją droga mają tu łatwiejsze życie niż w Polsce lub chłodniejszych rejonach Japonii (Hokkaidō), ponieważ na przykład podczas tegorocznej zimy przymrozki zdarzyły się zaledwie kilka razy i to tylko w nocy. W japońskim internecie znajduję wiele stowarzyszeń broniących praw zwierząt domowych - schronisk, organizacji propagujących sterylizację psów i kotów, etc.

Tokijska policja metropolitarna przypomina na swojej stronie, że zabijanie zwierząt bez powodu [w domyśle nie na mięso] i ranienie ich jest karalne zgodnie z "Prawem dotyczącym ochrony i opieki nad zwierzętami", które głosi, co następuje:

"Prawo dotyczące ochrony i opieki nad zwierzętami" (fragment)

Paragraf 44:
1. Zabijanie bez powodu zwierząt domowych oraz ranienie ich podlega karze więzienia do jednego roku i grzywny do miliona jenów.
2. Znęcanie się nad zwierzętami domowymi poprzez niepodawanie im karmy i wody podlega karze grzywny do pięciuset tysięcy jenów.
3. Porzucenie zwierzęcia domowego podlega karze grzywny do pięciuset tysięcy jenów.
4. Przez "zwierzę domowe" rozumie się następujące gatunki:
a. krowa, koń, świnia, owca, koza, pies, kot, królik, kurczak, gołąb hodowlany, kaczka.
b. ponadto poza wymienionymi powyżej gatunkami, także inne ssaki, ptaki i gady będące w posiadaniu człowieka.


Tak wygląda sytuacja zwierząt domowych. Natomiast jeleń, który wdziera się do bloku mieszkalnego lub wieloryb, na którego polują dzielni wielorybnicy to dzikie zwierzęta - a do nich stosunek jest zgoła inny, o czym niebawem.

PS. "Niebawem" może się okazać długie, ponieważ dziś przyjeżdża do mnie na dwa tygodnie mama (maaaamaaa! :D) i nie będę miała czasu na siedzenie przy komputerze. (Ale w ile miejsc pojedziemy i ile zdjęć zrobimy!) Nie oznacza to jednak, że tokio i okolice zapadają w wiosenny sen. Przez cały czas przygotowywałam się bowiem na tę okoliczność pisząc równolegle z blogiem dodatkowe teksty, dzięki czemu częstotliwość publikacji nowych artykułów nie zmieni się. A że było to w pierwszych tygodniach mojej blogowej przygody, kiedy miałam jeszcze taki wielgachny zapał (teraz mam tylko wielki), to na przykład przetłumaczyłam całą instrukcję zawierania ślubu cywilnego. Po prostu temat zwierząt pojawił się ostatnio, więc musiałabym się o tym dowiadywać się i pisać na bieżąco, a teraz tak się pechowo złożyło, że jestem raczej zajęta, więc póki co śluby, łuskarka do ryżu, gubernator szowinista i czegóż to ja tam nie mam! ;) (Ale tak w ogóle, to skąd ja wezmę zdjęcie dzikiego zwierzęcia? Mamusiu, jak się mamusi widzi piknik w ekhm… puszczy? ^_-) Będzie fajnie! ^_^v


ha! a jednak nie kradną! | see? they don't steal!


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 19.03.2008 :: 15:09 Komentuj (5)


[Tokio, Nakano]


Only today it turned out that the bad one was me and not the bicycle thief. I've just got a notice from the bicycle towing centre. And now I have to pay 5000 yen to get my pink baby back. But well, it's still less than 10000 for a new one. And more than for not being towed away... Stupid me. Well, now I know that I should always leave my bike in the designated area like the one in the picture. ^_^v

A pytałam, a upewniałam się!
Ja: A może ten rower zabrał ktoś z urzędu miasta?
Pan posterunkowy Inoue: O nie, w naszym mieście nikt nikomu nie zabiera rowerów.
Ja: Nie no, ale nie że tak o zabiera. Słyszałam, że kiedy się zostawi rower w niewłaściwym miejscu, to zabierają.
Inoue: Nie, nikt go stamtąd nie zabrał.
Ja: To znaczy, że naprawdę mi go ukradli? Ja bym wolała, żeby mi go zabrali...
Inoue: Nie, wygląda na to, że został skradziony.
Ja: Ale przecież był zamknięty na kluczyk.
Inoue: Te zamki są bardzo proste, to nie problem go otworzyć
Ja: Aha... No to chciałabym zgłosić kradzież roweru.

I co? I dziś w skrzynce na listy czekało na mnie wezwanie do centrum odholowanych rowerów, w którym mam się stawić z owym wezwaniem, dowodem tożsamości, kluczykiem do roweru i pięcioma tysiącami jenów. Ludzie, ludzie... Ten rower będzie mnie teraz w sumie kosztował 21 tysięcy... Najpierw dziesięć za rower, potem sześć za nowe koło po wypadku, a teraz jeszcze pięć za złe parkowanie. Oj oj oj... Powinnam się wstydzić, że taka ze mnie ciapa i że teraz Japończycy sobie pomyślą, że Polacy nie wiedzą, gdzie się w Tokio parkuje rowery. Ale co się będę wstydzić i biczować, człowiek całe życie uczy się na błędach, a dzięki tej historii jestem bogatsza o wiedzę i doświadczenie. A mówiąc konkretniej, to o wywiad z posterunkowym Inoue i jego zdjęcie z mundurze (jeszcze muszę to zredagować i opublikuję ^_^v) oraz o zasadę: jeśli chcemy zostawić rower na dłużej niż pięć godzin, to koniecznie na oznaczonym parkingu (jak na powyższym zdjęciu), a nie na chodniku pod drzewem, pod którym zostawiamy zawsze.

Aha, ale pan strażnik z mojego akademika utrzymuje, że jednak kradną.

PS. Mama jest zmęczona po locie i poszła spać o 22, więc mam czas, by siedzieć przy komputerze. A do tego dostałam właśnie wezwanie, o którym nie mogłam nie napisać. ;)


damskie torebki i białe kozaczki | purses and white go go boots


people | ludzie i historia Link 20.03.2008 :: 00:08 Komentuj (4)












[Tokio, Shibuya, Harajuku]


Let the Harajuku lads illustrate my mother's first impressions on Japan. She's been in Japan for two hours (the time to go from Narita airport to Tokyo), looking at the streets of downtown Ikebukuro still from the bus. I, far more excited than her, keep asking if she likes it here, if she's excited, if there's anything surprising. Finally she tells me with her stoic voice:
- You know, when I look at these people in the streets, the first thing that stands out so much is that guys are carrying purses. Only the ones wearing suits have briefcases.


Niech chłopcy z Harajuku, dzielnicy najmodniejszych i najbardziej wystrojonych istot w całej Japonii, posłużą za ilustrację pierwszych wrażeń mojej mamy z pobytu w tym pięknym kraju.

Jesteśmy jeszcze w autobusie z Narity (lotnisko) do Ikebukuro (jedno z centrów Tokio), czyli mama jest w Japonii już od dwóch godzin. Na zewnątrz już ciemno, mama rozgląda się przez okno po oświetlonych ulicach centrum. Ja bez przerwy dopytuję się: jakie wrażenia?! czy coś już ją zdziwiło?! czy czuje, że jest w Japonii?! czy to nie jest ekscytujące?! Och! Ach! Japonia!
Mama, na której wrażenia nie robią wysokie budynki i szyldy z chińskimi znaczkami, mówi wreszcie swoim stoickim tonem:
- No wiesz, jak tak patrzę na tych ludzi na ulicy, to pierwsze, co mi się rzuca w oczy, to to, że prawie wszyscy faceci noszą damskie torebki. Tylko ci w garniturach mają teczki...


wrzuć monetę! | insert a coin


the city | miasto i okolice Link 21.03.2008 :: 00:09 Komentuj (2)


[pref. Ishikawa, hrabstwo Kahoku, Tsubata]


W miejscach mniej zurbanizowanych niż Tokio ludzie miewają koło domu ogródki albo i większe działki, na których uprawiają między innymi ryż. Oczywiście ryż niełuskany jest bardzo zdrowy, ale niezbyt smaczny, dlatego amatorzy ryżu białego udają się do łuskarki, gdzie wsypują ryż, wrzucają monetę i z maszyny zaczynają się po woli sypiać oczyszczone ziarna.

Zanim pomyślimy, że to absolutnie egzotyczne, przypomnijmy sobie, że do niedawna na polskiej wsi również nosiło się po worku zboża do młynarza, żeby zmełł to na mąkę. Teraz już nikt nie chodzi do młyna, tylko do supermarketu, ale na przykład moja mama lubi upiec naturalny chleb i w tym celu w sklepie ze zdrową żywnością kupuje pszenicę i miele ją w robocie kuchennym.

A ponieważ robot kuchenny może i zmiele, ale nie wyłuska, można zamiast zawracać głowę pracownikom w młynie ryżowym, iść do łuskarki na monety.



mnisi z eiheiji jak franciszkanie


heritage | świątynie i zamki Link 22.03.2008 :: 00:05 Komentuj (4)


[pref. Fukui, hrabstwoYoshida, Eiheijimachi]


Kiedy po polsku mówimy świątynia, wyobrażamy sobie jeden budynek, najczęściej kościół. Natomiast i chramy i świątynie to zazwyczaj kompleksy kilku budowli - głównego pawilonu z ołtarzem, kaplic, a w przypadku buddyzmu dodatkowo pagód oraz budynków klasztornych. W shinto bowiem występują tylko kapłani i kapłanki opiekujące się przybytkiem, natomiast w buddyzmie są jeszcze mnisi, którzy poza pracą przy klasztorze i świątyni zajmują się także medytacją i tym podobnymi sposobami na własne oświecenie. Mnich zen na zdjęciu zajmuje się akurat oprowadzaniem turystów po Eiheiji.

W Polsce również połączenie klasztoru z kościołem nie jest rzadkością: kościół Św. Wojciecha na Pl. Dominikańskim we Wrocławiu prowadzą Dominikanie, Kościół rektorski Świętej Trójcy w Opolu Franciszkanie, Kościół św. Wawrzyńca i św. Wincentego Pallotiego w Poznaniu - Pallotyni, etc.




jak się nazywa chram meiji?


heritage | świątynie i zamki Link 23.03.2008 :: 01:04 Komentuj (0)


[Tokio, Shibuya, Yogoi]


O chramie najczęściej pisze się i mówi jinja, a w nazwach używa się słów jinja dla zwykłych chramów, jingū dla ważniejszych, a taisha dla chramu zwierzchniego danej grupy chramów - taka shintoistyczna katedra. Słów jinja i jingū nie można używać w nazwach wymiennie - są one przypisane na stałe dla danego chramu. I tak na przykład Chram Meiji jest jingū, a kontrowersyjny politycznie Yasukuni to jinja. Słowa oznaczające chram nie są przyrostkami, dlatego w tłumaczeniach się je pomija, ale podczas zwiedzania Japonii lepiej używać całej nazwy, choć i tak możemy liczyć na zrozumienie pytania: "Exuse me, which way to the Meiji shrine?"

W każdym razie w Chramie Meiji czci się cesarza Meiji i jego małżonkę, a podobno podczas noworocznego odwiedzania chramów i świątyń to właśnie Meiji jest najbardziej obleganym miejscem w kraju.


tokio gratulujemy gubernatora


people | ludzie i historia Link 24.03.2008 :: 02:32 Komentuj (7)


[Tokio, Shinjuku, Nishishinjuku]


To nie są moje słowa, to Takafumi Matsui powiedział: "Najgorszą, najbardziej szkodliwą rzeczą, jaką przyniosła cywilizacją jest 'starucha'. To jest marnotrawstwo i grzech, że kobiety, które straciły zdolności rozrodcze nadal żyją." Mężczyzna jest zdolny do prokreacji nawet w wieku osiemdziesięciu, dziewięćdziesięciu lat, a kobieta po menopauzie nie urodzi już dzieci. To, że tacy ludzie dożywają sędziwego wieku ma niezwykle negatywny wpływ na Ziemię. Myślę sobie, że dokładnie tak jest, ale jako polityk nie mogę tego głośno powiedzieć. (śmiech) Cóż, połowa trafia w sedno, a połowa wygląda mi na czarny humor, ale jednak taka cywilizacja zmiecie naszą planetę zanim się obejrzymy. Czyż nie?
Shintarō Ishihara w wywiadzie dla tygodnika "Shūkan josei" z dnia 6.11.2001

Shintarō Ishihara. Polityk z prawicowej Partii Liberalno-Demokratycznej. Gubernator Tokio. Pisarz. Zdobywca prestiżowej Nagrody Akutagawy za skandalizującą powieść "Taiyō no kisetsu" (Czas słońca). Przyjaciel nieżyjącego już Yukio Mishimy. Krytykowany za swoje kontrowersyjne poglądy.

Już nie jestem taka dumna z autografu i książki, które mi podarował. ;)

Przy okazji, nawiązując do niedawnego tematu pracy Japonek, poniżej przykład szefowej pełną gębą - Miyoko Ikezaki to businesswoman, która kilka lat temu założyła organizację non-profit Japan Return Programme przygotowującą międzynarodowe szczyty dyskusyjne dla młodzieży. W związku z tym bez przerwy jest w biegu, za granicą, poza Tokio, na spotkaniach służbowych, na bankietach. Na zdjęciu uchwyciłam jedyny moment, kiedy siedziała spokojnie w ekspresie z Kioto do Kanazawa. ;)




stara kuchnia | old kitchen


people | ludzie i historia Link 25.03.2008 :: 01:23 Komentuj (3)




[pref. Ishikawa, Kanazwa, Higashi Chayamachi]


This is a kitchen of one of the 400 years old tea houses in Higashi Chayamachi (The Eastern Teahouses Quarter) in Kanazawa. The main drink in such places was not tea but sake kept and served in the bottles which you cen see in the picture.

W mieście Kanazawa, oszczędzonym szczęśliwie przez wojny i kataklizmy, dużo jest zabytków - samurajskie rezydencje, niemal czterystuletni ogród, równie stara dzielnica herbaciarń. Tylko szesnastowieczny Zamek Kanazawa spłonął do cna w 1881 roku i obecnie podziwiać można wierną rekonstrukcję, której budowę zakończono w roku 2001. Oczywiście rekonstrukcja to już nie to samo, co naznaczony historią oryginał, ale istnieje też opinia (greetings to Dovran!), że przecież mieszkający tam ongiś panowie feudalni, z którymi zwiedzający pragnie się w takim zamku zidentyfikować, nie przechadzali się po spróchniałych deskach i nie oglądali wyblakłych malowideł na parawanach. Dlatego Zamek Kanazawa pozwala wczuć się w rolę pana, który właśnie wprowadził się do swojego nowiutkiego zamku.

Higashi Chayamachi (zdjęcie drugie, przepraszam za taką prywatę, ale nie mam zdjęcia bez ludzi), dosłownie Wschodnia Dzielnica Herbaciarń, która powstała na początku XVII wieku, była w rzeczywistości dzielnicą tzw. uciech. W widocznej na zdjęciu kuchni jednej z takich herbaciarń o wiele częściej niż herbatę przygotowywano sake rozlewaną z większych butelek na pierwszym planie i podawaną w mniejszych stojących na półce. Lodówką była mała piwniczka o stromych schodkach.


co ma gejsza do kurtyzany | geisha and a courtesan


culture | kultura i sztuka Link 26.03.2008 :: 01:08 Komentuj (7)


[pref. Ishikawa, Kanazwa, Higashi Chayamachi]


In tea houses of the Edo period (1603-1868)(like the one in the picture) guest were not really focusing on drinking tea. One of their main entertainment was playing with courtesans, in Japanese called yūjo (lit. "woman fo fun"). While geishas - literally "the people who perform arts" were actually doing exactly what their name suggests. They were playing shamise, dancing, reciting poems but finished their jobs and went home when the guest were moving to bedrooms with the courtesans. There were geishas engaged in kind of love affairs with their one, the most constant client, but a lot of them has always stayed independent. The difference between a geisha and a courtesan is comparable to the difference between modern Japanese hostess and prostitute.

W herbaciarniach goście wynajmowali osobne pokoje (tak ja te trzy na zdjęciu), do których zapraszali kurtyzany i gejsze (bądź urodziwych aktorów kabuki) na ucztę ze śpiewem, tańcem i dużą ilością sake. Takie rozrywki były charakterystyczną częścią kultury mieszczańskiej okresu Edo (1603-1868).

Wbrew stereotypowi, paniami, które zapewniały panom rozrywkę już po przyjęciu nie były gejsze, ale kurtyzany. Geisha to dosłownie "osoba, która wykonuje sztukę", na przykład śpiewa, gra na shamisenie, itp. Najsłynniejszy współczesny aktor kabuki Tamasaburō Bandō też mówi o sobie geisha, czyli "wykonawca, artysta". Nie brzmi to dziwnie, gdyż słowo geisha nie jest rzeczownikiem rodzaju żeńskiego, jako że w japońskiej gramatyce w ogóle nie ma rodzajów. Gejsza zajmowała się więc zabawianiem gości muzyką i tańcem i kończyła swoje obowiązki, kiedy inni udawali się do łóżek z kurtyzanami. Często zdarzało się, że miała jednego szczególnie oddanego klienta, który zostawał jej patronem i sponsorem i wdawał się w swego rodzaju romans. Jednak wiele gejsz przez całą karierę pozostawało niezależnymi.

Kurtyzana nazywa się po japońsku yūjo, czyli "kobieta do zabawy" i termin ten nie jest synonimem "gejszy". Na trzech różnych wykładach japońskich profesorów na temat dzielnic uciech, na które uczęszczałam w zeszłym semestrze, ani razu nikt nie powiedział o kurtyzanie geisha. Można powiedzieć, że różnica między gejszą a kurtyzaną jest analogiczna do rozróżnienia pomiędzy współczesną japońską hostessą a prostytutką.


lunch w gimnazjum | lunch in junior highschool


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 27.03.2008 :: 03:12 Komentuj (5)


[Tokio, Chiyoda]


Japanese junior highschool students spend the whole day in one classroom assigned to the class. During the lunch break they rearrange the tables and two or three students (in shifts) distribute the lunch provided by the school. In the picture there is a meet and vegetable soup with noodles (in the plastic bag), muffin and biwa fruit.

W japońskim gimnazjum każda klasa ma swoją salę, gdzie odbywają się wszystkie lekcje. Dzieci pozostają cały czas w jednej sali, a w ciągu dnia przychodzą kolejni nauczyciele. W południe lub o trzynastej zaczyna się godzinna przerwa na obiad. Wtedy dzieci przestawiają swoje jednoosobowe ławki i tworzą w ten sposób kilka długich stołów. Dyżurni wybierani spośród uczniów przynoszą w tym czasie jedzenie do sali - zupę w wielkim garnku, a bułeczki itp. w koszach. Dzieci podchodzą po kolei z tacami i odebrawszy swój obiad siadają w swojej ławce. W podstawówce natomiast rozdawaniem posiłków zajmują się nauczyciele.

Obiad ze zdjęcia to zupa z warzywami i mięsem, do której wrzuca się makaron pakowany próżniowo, oraz babeczka, mleko i owoc biwa.


ślub - jak to się robi | marriage know how


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 28.03.2008 :: 02:28 Komentuj (5)


[Tokio, Yoyogi, Chram Meiji]


There were no wedding ceremonies in Japan's main religions - Buddhism and Shintō until the late XIX century when the country started receiving the influence of the West. The first person to get married in the Shintō manner was the Taishō Emperor - Hirohito. It happened in 1900. The first Buddhist wedding ceremony was condusted in 1882.
To put the religious ceremony away, let's look at the instruction for marriage application on the Tokyo Itabashi Ward Office's website (3rd link, JP). In short, it says that the spouses should be at least 18 (male) and 16 (female) years old and they need the legal guardians written consent if they are underaged (under 20 years old). The whole long explanation concernes documents required for registering the spouses in so called household (family) registers obligatory in Japan.


Ponownie para, która pojawiła się już na zbliżeniu na wcześniejszej fotografii.

Tak jak już wspominałam, podstawą japońskiego małżeństwa jest ślub cywilny. Urząd Dzielnicy Itabashi instruuje obywateli na swojej stronie internetowej w poniższy sposób:

Wiek uprawniający do zawarcia małżeństwa
Ukończone 18 lat w przypadku mężczyzn, 16 w przypadku kobiet.

Dokumenty potrzebne przy składaniu wniosku
- Wniosek o zawarcie małżeństwa (Wymagane jest poświadczenie dwóch pełnoletnich osób, dlatego prosimy o wypełnienie rubryki "świadkowie" wraz z ich pieczątkami PRZED złożeniem wniosku. [W Japonii zamiast podpisu używa się osobistych pieczątek.] Prosimy również koniecznie wpisać jedno wybrane nazwisko, męża lub żony, którego będą Państwo używali po ślubie.)
- Pieczątki z nazwiskiem obojga narzeczonych (z nazwiskiem panieńskim/kawalerskim)
- Odpisy rejestrów rodzinnych oraz akty urodzenia (osoby posiadające to dokumenty w naszym urzędzie dzielnicowym nie muszą ich składać)
- W przypadku osób niepełnoletnich [poniżej 20. roku życia] pisemna zgoda rodziców.

Karta zameldowania
- W przypadku osób, które wraz z zawarciem małżeństwa zmieniają adres zamieszkania potrzebne są osobne wnioski dotyczące wyprowadzenia się, wprowadzenia się oraz zmiany adresu.
- W przypadku, gdy adres zamieszkania narzeczonych jest ten sam, ale figurują jako osobne głowy domu, należy złożyć wniosek o ujednolicenie gospodarstwa domowego. (Nie dotyczy małżeństw, w których małżonkowie utrzymują się osobno.)

Inne
- Na temat ślubu międzynarodowego z obcokrajowcem prosimy dowiadywać się bezpośrednio w urzędzie.


Do drugiej połowy XIX wieku, kiedy to Japonia zaczęła przyjmować wpływy Zachodu, w dwóch głównych japońskich religiach (buddyzm, shintō) nie istniały ceremonie zaślubin. Przez wieki zawarcie małżeństwa wyglądało skromnie - do ok. XII w. pan młody po prostu wprowadzał się do domu rodzinnego panny młodej. Później wprowadzała się panna młoda. Ok. XVII w. wprowadzeniu się zaczęła towarzyszyć celebracja w gronie najbliższej rodziny. Dopiero import ceremonii zachodnich zainspirował japońskie religie do wprowadzenia własnych. Pierwszy ślub shintoistyczny odbył się w 1900 roku, a panem młodym był cesarz Taishō (Hirohito). Osiem lat wcześniej odprawiono pierwszą buddyjską ceremonię ślubną.

AKTUALIZACJA
Kansuke zapytał w komentarzach, jak to jest z kolorem haori, czyli narzutką na męski strój ślubny. Przejrzałam około dwudziestu stron na ten temat i na większości kwestia koloru haori nie jest w ogóle poruszona, a na jednej zaleca się czarną. Przejrzałam też zdjęcia panów młodych, wpisując w goole images: "shintoistyczna ceremonia ślubna + pan młody" oraz "ceremonia ślubna + pan młody". Wygląda na to, że rzeczywiście czarne haori występują częściej, choć i białych się nie unika. Co ciekawe, garnitury ślubne do ceremonii w stylu zachodnim często są białe lub szare.

Poniżej zdjęcie pana młodego w czarnej narzutce:


[pref. Kanagawa, Kamakura, Chram Tsurugaoka Hachiman (Jingū)]


archiwum | archive
2017
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

linki | links
Scholars about Japan
Japoniści o Japonii

Japonica Creativa

kategorie | categories
the city | miasto i okolice(55)
heritage | świątynie i zamki(11)
culture | kultura i sztuka(15)
people | ludzie i historia(34)
life | Ĺźycie i zwyczaje(65)
PL in JP | polska w japonii(7)

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl