t o k i o i o k o l i c e
tokyo and surroundings

Welcome to Japan which sometimes is so different from Canada or Poland that I just have to take a picture. And sometimes so ordinary that... I have to do the same to prove that Japan is not the stereotypical essence of exotic but a country where people live quite like the others. English text is a summary of Polish explanation, however do not hesitate to follow the links, as they usually lead to Japanese and English websites anyway. And pardon my English, please. ^_^v

Zapraszam do Japonii w której nie wszystkie kobiety to gejsze lub lolity z Harajuku i nie wszyscy mężczyźni mają czarny pas w karate, do Japonii, w której nie panuje kult kapcia, w której nie każdy posiłek to surowa ryba i w której nie istnieje zawód "upychacza pasażerów do pociągów metra", et cetera, et cetera…

Zapraszam do Japonii, w której codziennie po prostu jeżdżę na uczelnię, w drodze powrotnej po prostu kupuję mleko, chleb, pomidory, w której co tydzień robię pranie, oglądam seriale, a co miesiąc płacę rachunek za komórkę i kupuję podpaski (sic! w Japonii ma się wszystko tak samo jak w Polsce!).

Na moich zdjęciach postaram się pokazać ten kraj takim, jakim naprawdę jest - czasem rzeczywiście tak różnym do Polski, że aż wyjmuję aparat, ale najczęściej tak mało egzotycznym, że… też wyjmuję aparat, by mieć dowód na to, że Japonia to nie gabinet osobliwości, tylko miejsce, gdzie ludzie żyją podobnie jak my.


Marta Newelska
studentka V roku japonistyki na | pursuing Masters in Japanese at
UAM Poznań,
członkini i były prezes | member and former president of
Japonica Creativa,
członkini organizacji | member of
Japan Return Programme,
obecnie stypendystka na | currently a scholarship recipient at
Tokyo Ochanomizu University
e-mail: mishima(at)wp.pl



TAKE ME... | ZABIERZ MNIE...


people | ludzie i historia Link 19.09.2008 :: 12:09 Komentuj (10)

... TO HAKODATE, DARLING! | DO HAKODATE, KOCHANIE!













[pref. Hokkaidō, Hakodate]


rowery | bicycles


people | ludzie i historia Link 17.09.2008 :: 17:25 Komentuj (7)


















nie każdy... | not every...


people | ludzie i historia Link 07.09.2008 :: 15:08 Komentuj (9)

... facet, który przychodzi na Akihabarę to gruby i brzydki otaku. ;p

... guy who comes to Akihabara is a fat and ugly otaku. ;p






















magia żeńskiego akademika | girls dorm's magic


people | ludzie i historia Link 22.08.2008 :: 03:12 Komentuj (14)






[Tokio, Itabashi, Ooyama]


Last night my sleep was disturbed by the sound of a car engine just right under my balcony. When I went out to see, what was going on, I noticed a man moving his hand regularly and quite dynamically around his crotch. What possibly could he have been doing in the middle of the night, in front of a girls dorm? First I wanted to wake our guardman up, but he can sleep only from 1 to 6 am, so let him rest. The guy would manage to flee anyway, and it would be the same if I called the police. And then I realized that this is just a great topic form my blog! Lately I've had no inspiration and suddenly there comes a pervert! So I took my camera and after to shots the source of my inspiration was gone, giving me back my peaceful night silnece. ;)

Ostatnio w Tokio jest coraz chłodniej (już tylko ok. 29 stopni w ciągu dnia), ale nasz akademik nadal tak się jakoś dziwnie nagrzewa, ze jeśli nie otworzę drzwi balkonowych na oścież, to w pokoju robi się gorąco i duszno. I tak od czerwca śpię tylko za siatką na owady, a akustykę mamy tutaj tak dobrą, że w pokoju słychać każde słowo, krok i zgrzyt łańcucha rowerowego z ulicy pod balkonami. Raz przyszło mi o trzeciej nad ranem wysłuchiwać kłótni kochanków. Szkoda tylko, że po chińsku - nie wiem, o co poszło.

I kiedy w tych warunkach położyłam się wczoraj po pierwszej, zdałam sobie sprawę, ze nocną ciszę zakłóca silnik samochodu. Podejrzewając, że za chwilę odjedzie, próbowałam zasnąć, ale po dwudziestu minutach zaczęło mnie to irytować. Przypomniałam sobie wtedy, że to już nie pierwszy raz ktoś czatuje w tej okolicy w samochodzie z włączonym silnikiem. Podeszłam do siatki sprawdzić, co się dzieje i zobaczyłam faceta z obnażonymi udami, który poruszał miarowo i energicznie ręka w okolicach krocza. Ja tam może mam proste skojarzenia, ale cóż takiego mógł robić w środku nocy pod żeńskim akademikiem?

W pierwszym odruchu zasunęłam ze złością zasłonę i wróciłam do łózka, ale te nasze zasłony prawie w ogóle nie przepuszczają powietrza, wiec wyszło tak, jakbym zamknęła drzwi. Pomyślałam sobie: dlaczego to ja mam się pocić we śnie, żeby ten facet mógł sobie robić dobrze do idei żeńskiego akademika? Najpierw chciałam pójść do naszego strażnika, ale ten śpi od pierwszej do szóstej, a poza tym zboczeniec zdążyłby uciec. Zastanawiałam się, czy nie zadzwonić na policję, ale też by go pewnie nie złapali do gorącym uczynku. I wtedy przyszedł mi do głowy ten pomysł. Nie mam ostatnio weny do blogowania, a tu mi jak z nieba spada zboczeniec pod samym oknem! Aparat w rękę, dwa zdjęcia z fleszem i po trzydziestu sekundach pana już nie było. ;)

Zboczeniec jeden! (Chociaż właściwie, to nie wiem, czy jeden, bo nie widziałam wcześniejszych samochodów. Może były inne...) Wara od naszego akademika! Zachciało się wieprzowi pereł! Tfu! Niech tu jeszcze wróci, to od razu dzwonię na 110! A teraz idę pokazać zdjęcia w biurze akademika, hy hy hy. ;>


yukata męska | men's yukata


people | ludzie i historia Link 12.08.2008 :: 06:23 Komentuj (6)


[Tokio, Minato, Odaiba]


[http://jp.youtube.com/watch?v=97yFMQUZIyM]



basen w kasukabe | the kasukabe pool


people | ludzie i historia Link 04.08.2008 :: 16:04 Komentuj (6)
















[Pref. Saitama, Kasukabe]


kółka | clubs


people | ludzie i historia Link 19.07.2008 :: 07:24 Komentuj (2)


[Tokio, Meguro, Komaba]


Most of my friends at university in Japan are members of some clubs - ikebana club, synchronized swimming team, comic books research club, and so on. I personally used to belong to the futsal team, before studying took my whole free time and I gave up on trainings.

I was wondering, why such clubs are so numerous and why Japanese don't prefer spending their time with friends after school and I realized that this is exactly what they are doing. While at my Polish university people concentrate on their tasks during such club meetings and go meet friends when they're done, Japanese see the club activity as an opportunity to make friends, as a group which connects them all. For that reason every club holds separate parties or organizes integration trips. On the other hand, it's not that rare, that when you give such membership up, you have nothing to talk about with people who used to be your friends and they can even ignore you on the street sometimes.

Such way of interacting with people gives a person a lot of shallow friendships and may be very nice when one can go out for lunch with a different person everyday, when every second person in the campus says "hello" and it seems that one is extremely popular. But on the other hand, when one has a serious problem, one needs a real friend, not a collegue and these are much more rare in Japan than in Poland (as I can understand from my Japanese friends' information).

Also, not being accepted by a group bears a strong feeling of loneliness and can lead to phenomenons like the "lunch depression" - a problem of young female Japanese office workers who are not invited to have lunch with their collegues and are ashamed of eating alone. Or to massacres done by individuals as lately in Akihabara.

I came to conclusion that Japanese need some good reason, some pretext to become friends and simply being neighbours (in an apartment building or in a dorm) or seeing each other frequently in school is not enough to start talking. It seems that Japanese don't meet new people during parties but they have parties with people they already know. And when the university life finishes, and there are no more classes and clubs, shy people have a big problem with making friends at their working places.


Kiedy przyjechałam na Uniwersytet Ochanomizu w październiku, zaczynał się właśnie drugi semestr, a wiec środek roku akademickiego. Mimo to już wtedy zauważyłam pozostawione na tablicach ogłoszeniowych zaproszenia do udziału w działalności różnych kół zainteresowań - ikebana, pływanie synchroniczne, ceremonia herbaty, siatkówka, nauka gry na gitarze elektrycznej, kółko badań nad komiksami, kółko fotograficzne, zespół taneczny, orkiestra symfoniczna, i jeszcze wiele, wiele innych - a wszystko na uczelni wielkości dwóch, trzech wydziałów UAM'u, z łączną liczbą studentów (wliczając doktorantów) nieco powyżej 3200 osób.

W kwietniu natomiast, kiedy na uniwersytety przybywają świeży pierwszoroczniacy, zaczyna się kolorowa i głośna kampania naboru do kółek. Na Ochanomizu były tylko plakaty, ale już studenci Uniwersytetu Tokijskiego postanowili przemówić do swych nowych kolegów bardziej dosadnie - w kwietniowe popołudnia po kampusie przechadzali się młodzi ludzie z krzykliwymi transparentami i megafonami: "Zapraszamy do nas! Drużyna kendo to najciekawsze zajęcia na tej uczelni!" "Nie może cię nie być w naszym kółku teatralnym!" "Hej pierwszaku! Czekamy na ciebie w klubie karate!", itd...

Patrzyłam na to i myślałam z żalem: A więc jednak się da! A więc można robić coś po zajęciach! Japończycy potrafią się zebrać i coś razem zrobić! A na naszą Creativę to trzeba ludzi ciągnąc siła, szantażować emocjonalnie znajomych! (Pozdrawiam wszystkich, którzy musieli znosić moje "No wiesz? Ja tu się staram, a Ty nie chcesz przyjść na spotkanie? Taki z Ciebie kolega? Tak? Tak?!" ^_-)

Po miesiącu obserwacji zrozumiałam, dlaczego takie rzeczy nie mogą się udać na naszych rodzimych uczelniach: bo Polacy mają inne sposoby na znajdowanie sobie znajomych i przyjaciół. ;) Bo Polacy poznają ludzi na imprezach, a Japończycy na imprezy chodzą tylko z ludźmi, których już znają.

Moja koleżanka Ala przemieszkała cztery lata studiów w polskich akademikach, po czym wyjechała na nauki do Japonii. Pierwsze kontakty z koleżankami z japońskiego akademika były dla niej zaskoczeniem. Bo w Polsce to jest normalne, że np. we wspólnej kuchni ludzie do siebie zagadują, tak się poznają i już mogą sobie mówić "cześć". Albo wchodzą do pokoju, w którym trwa impreza, nawet jeśli nie znają osobiście mieszkańców tego konkretnego pokoju. Ot, świetna okazja, żeby się wreszcie poznać.

Ala najpierw dziwiła się, dlaczego nikt nie zagaduje jej, skoro jest jedną z niewielu studentek zagranicznych w tym akademiku. Kiedy w Polsce na jej pietrze zamieszkały dziewczyny z Czech, od razu znalazły się w centrum zainteresowania, a tutaj wszyscy ja ignorują. Postanowiła wiec zagadnąć sama, a reakcja współmieszkanek była kolejną niespodzianką - panie zazwyczaj patrzyły na nią zaskoczone, jakby przestraszone - okazywały minimum zainteresowania, po czym uciekały speszone, kiedy tylko była okazja.

Mnie z powodu mojej obcości zagadnięto raz, pierwszego dnia po przyjściu na uczelnię, ale nie było to w akademiku i nie zdarzyło się nigdy więcej.

Jakaś laska: Ojej! Cześć, cześć! Skąd jesteś? Wiesz, w tym roku wybieram się do Ameryki! Raz już byłam! Fantastyczny kraj! Naprawdę, świetny!

Ja: Tak? Nie wiem, nigdy nie byłam w Ameryce. I nawet nie chcę tam jechać. Jestem z Polski. POLSKA.

Ona: A... Aha...

Ja: To w Europie jest. Niedaleko Rosji. Mówimy tam po polsku.

Ona: Aha... A to ciekawe...

Ja: Nie umiem mówić po angielsku.

Ona: O! Naprawdę? Aha... Hm... To cześć! Jeszcze się spotkamy na uczelni, nie? Zjedzmy kiedyś razem lunch! Pa, pa!

Ja: Jasne, zjedzmy, zjedzmy...

W tej rozmowie z Alą opowiedziałam jej o moich przygodach z kołkiem ikebany. Chodziłam tam przez miesiąc i wszystkie dziewczęta były dla mnie słodkie niczem miód. Wymieniłyśmy się numerami telefonów, uśmiechałyśmy się do siebie ciepło, a kiedy spotkałyśmy się przypadkiem na uczelni, kwiliłyśmy do siebie słodkie "czeeeść!" Aż się wreszcie z kółka wypisałam, dowiedziałam się przy pożegnaniu, że zawsze będę tam mile widziana i jakże się zdziwiłam, gdy pierwszy raz po tym zdarzeniu spotkalam me słodkie koleżanki na stołówce. Już nabrałam powietrza, by wyartykułować "cześć", kiedy "koleżanki" minęły mnie niczym zupełnie obcego człowieka.

I tak się sobie żaliłyśmy z Alą i doszłyśmy do wniosku, ze Japończycy najwyraźniej muszą mieć jakiś pretekst, żeby się kolegować. Mogą razem chodzić na zajęcia lub na kółko po nich. Ale mieszkanie w tym samym akademiku to jeszcze nie powód, żeby tam od razu ze sobą rozmawiać. Koniec wspólnych zajęć lub działalności w kółku to z kolei powód, by już nie musieć się ze sobą zadawać. Wszyscy moi japońscy znajomi to ludzie poznani na zajęciach, na kółku i w JRP, z czego większość nie kontaktuje się ze mną i ze sobą nawzajem pomiędzy kolejnymi wydarzeniami związanymi z daną działalnością.

Obcokrajowcy, nie tylko w Japonii zresztą, mają tendencję do interpretowania rożnych zachowań przez pryzmat swojej obcości. Ja na przykład zjadłam swój pierwszy ryż z sosem curry (bardzo popularna potrawa) pałeczkami, bo uważałam, że pani w restauracji dała mi łyżkę z przeświadczeniem, że pałeczek używać nie umiem. Tym bardziej, że moja koleżanka Chinka, dostała pałeczki do ryżu z potrawką z wołowiny. A później się okazało, ze ryż z sosem po prostu jada się łyżką...

Tak samo podejrzewałam, że koleżanki traktują mnie tak, a nie inaczej, poniewaz nie jestem taką samą Japonką, aż moja dobra koleżanka Japonka (Kisses for Kaori!) wyjaśniła mi, że ona też ma bardzo wiele znajomych, z którymi rozmawia co najwyżej o szkole i spotyka się z nimi ewentualnie na lunchu w uczelnianej stołówce i na spotkaniach integracyjnych swojego kółka. Również Ala zauważyła, że koleżanki z akademika tak samo ignorują się nawzajem, choć codziennie się mijają w kuchni, czy na korytarzu.

Nie oznacza to, że Japończycy nie chcą się kolegować. Wręcz przeciwnie - po to mają taki wybór rożnych klubów. Każde takie koło organizuje przynajmniej raz w roku spotkanie lub nawet wyjazd integracyjny, podczas którego uczestnicy mogą się poznać z innej strony. Ja na imprezie (tzn. siedzeniu w restauracji przy jedzeniu i alkoholu) powitalnej nowych członków klubu piłki halowej dowiedziałam się na przykład, ze jednak jestem ładna. Koledzy z drużyny męskiej oglądali mnie od zimy w dresie, ociekającą potem, aż tu nagle ukazałam im się w ładnej fryzurze, z pomalowanymi rzęsami, w kobiecym stroju - w ogóle inny człowiek! ;)

Byłam jedyną członkinią żeńskiej drużyny, która przeszła taką metamorfozę. (Chwilową zresztą, bo na treningu znów ukazałam swe szkaradne oblicze. ^_-) Ponieważ zaczęłam chodzić na treningi podczas przerwy zimowej, jeździłam na nie rowerem prosto z domu, a wiec już na kampus przybywałam w niezbyt imponującej wersji sportowej. Natomiast reszta dziewcząt zjawiała się w szatni w prześlicznych ciuszkach i pełnym makijażu. Wiązanie włosów do treningu tak, żeby wyglądały ładnie, zajmowało trochę czasu. Ale oszczędzały go na niezmywaniu makijażu. Czegoż się nie robi, kiedy na boisku obok kopie piłkę trzydziestu pięknych młodzieńców...

Po grze, podczas której chłopcy przychodzili do nas, by dawać nam profesjonalne rady, dziewczęta wycierały się w szatni pachnącymi chusteczkami, poprawiały rzęsy i policzki, wciągały na siebie swe kobiece kreacje i udawały się w okolice automatu z napojami. Tam już czekali chłopcy, by spędzić razem 20 minut na wspólnym piciu coli i wymienianiu się uwagami na temat gry, szkoły oraz osobistych cech poszczególnych osób. W momencie mojego dołączenia do drużyny była tam już jedna para, a o powstanie kolejnej starała się pewna zakochana dziewczyna (druga od lewej w górnym rzędzie).

Po zrobieniu tego zdjęcia pod koniec maja, przestałam chodzić na treningi z powodu natężenia pracy na uczelni i w JRP. Od tego czasu skontaktowałyśmy się jeszcze w sprawie meczu wyjazdowego, a później nie miałyśmy już o czym do siebie pisać.

Z moich obserwacji wynika, ze Japończycy mają w życiu wiele płytkich znajomości wynikających z przynależenia do jakiejś grupy. Są to takie znajomości, które miło zajmują dzień - zawsze można wyskoczyć na lunch z kimś innym i pogadać o mało ważnych sprawach. Zawsze jest wiele osób, którym można powiedzieć "cześć", pożyczyć notatki z wykładu, zapytać o pogodę i smaczną restaurację w okolicy.

ALE.

Ale kiedy ma się poważny problem, to zostaje tylko najlepszy przyjaciel, którego (przynajmniej wg mojego wywiadu wśród Japończyków) ma zdecydowanie mniej osób niż w Polsce.

Ale kilka lat temu uwagę mediów zwrócił problem "depresji lunchowej", dotykającej młode pracowniczki firm, których znajomi z biura nie zapraszali do wspólnego wyjścia na przerwę obiadową i które jeździły zjeść w inną część miasta, żeby jakiś znajomy przypadkiem nie zobaczył ich jedzących samotnie.

Ale kiedy skończy się szkoła i skończą się kółka, a zacznie praca i co najwyżej obowiązkowe wyjścia na piwo ze współpracownikami, to ci, którzy nie potrafią się przebić w grupie, odczuwają swoją samotność bardzo dotkliwie - i później jadą na taką Akihabarę zabijać ludzi, którzy ich odrzucili. W jednym z programów telewizyjnych po zbrodni skupiono się na opiniach telewidzów, wśród których wiele było głosów: "Oczywiście potępiam taki sposób zwracania na siebie uwagi, ale rozumiem uczucia tego pana. Sam/a często tak czuję.

To jest w ogóle bardzo ciekawy temat na pracę magisterską - morderstwa, szczególnie te rzezie w zatłoczonych miejscach prawie nigdy nie mają podłoża rabunkowego, a są wynikiem krańcowej frustracji odrzuconych dziwaków. Przez rok oglądania wiadomości widziałam tylko jeden przypadek morderstwa dla pieniędzy - popełnił je Amerykanin, który zresztą drugiego dnia procesu zmienił nagle zeznania i zaczął twierdzić, że on po prostu słyszał głosy, które kazały mu kogoś zabić. Niezbyt to pasowało do przebiegu wypadków - morderca zamówił taksówkę i przejechał nią dystans za pokaźną sumę. Kiedy przyszło mu zapłacić, podał kierowcy kartę kredytową, która okazała się nieważna. Kolejna również. Kierowca zaczął domagać się zapłaty i wtedy został ugodzony nożem.

A z takich mniej drastycznych "ale", to tutaj na wesela zaprasza się szefa, współpracowników, starszych kolegów z czasów uniwersyteckich, wykładowców (np. promotora) i tym podobnych ludzi, których zaprosić wypada, bo ma się wobec nich jakiś dług wdzięczności lub zobowiązania, a którzy sprawiają, że wesele trwa dwie godziny, bo przecież z szefem nie można chlać i tańczyć do białego rana. ;)


uliczni grajkowie | street musicians ;)


people | ludzie i historia Link 04.07.2008 :: 07:29 Komentuj (6)










[Tokio, Shibuya, Harajuku]

The environs of the Harajuku Station in Tokyo are known for people dressed in fancy clothes, the flea market on Sundays and for musicians who use the street as myspace but in real. ;)

Okolice dworca Harajuku w Tokio znane sa z ludzi w ekstrawaganckich strojach, z pchlego targu w niedziele oraz z muzykow, ktorzy korzystaja z chodnika jak z myspace, ale w tzw. realu. ;) (Oczywiscie grali tam, zanim tworcom myspace w ogole przysnil sie taki pomysl.) Nie mam zielonego pojecia, czy zdarza im sie zrobic kariere.

PS. Wrocilam. Podejrzewam, ze blog straci swa regularnosc, ale postaram sie pisac nie rzadziej niz co dwa dni. Nie ma polskich znkow, poniewaz za kazdym razem korzystam z innego komputera i musze wszedzie od nowa instalowac slownik polski dla firefoxa, ktory i tak pozniej jest usuwany przez obsluge. ;)


i znów ludzie | and people again


people | ludzie i historia Link 18.06.2008 :: 10:29 Komentuj (6)


jajka | eggs


ukłon | a bow


patrz! ludzie! | look! people!


people | ludzie i historia Link 16.06.2008 :: 16:04 Komentuj (4)


komóra | mobile


rower | bike


z drugiej strony | on the other hand


people | ludzie i historia Link 15.06.2008 :: 16:08 Komentuj (8)




[pref. Saitama, Kasukabe, Szkoła Podstawowa Kamioki (Elementary School)]


[pref. Saitama, Kasukabe, Gimnazjum Onuma (Junior High School)]

Czwartego czerwca pisałam o Esther, która musi okazywać urzędnikom imigracyjnym swoją kartę obcokrajowca dlatego, że jest czarna. Uprzedzenia, które każą Japończykom podejrzewać o złe zamiary wszystkich tylko nie białych nie są oczywiście chwalebnym aspektem tego kraju, ale z drugiej strony nikt tutaj nie musi się obawiać, że straci zęby za to, jak wygląda.

Wiele jest w tym kraju uprzedzeń wobec obcokrajowców. Czytałam na przykład artykuł o synu Brazylijki i Japończyka, który wychował się w Brazylii, lecz chciał zamieszkać w Japonii. Kupił działkę i zaczął budowę domu, kiedy okoliczni mieszkańcy wystosowali do burmistrza oficjalny protest przeciwko temu, żeby w ich zacnej okolicy mieszkał jakiś niebezpieczny Brazylijczyk. Film Go, adaptacja powieści, opowiada o synu koreańskich imigrantów, który nigdy nie był nigdzie poza Japonią - od urodzenia wychowywał się jak Japończyk, a wciąż nie tylko nie ma obywatelstwa, ale nie wolno mu wyjść z domu bez karty. No i dziewczyna, Japonka od pokoleń wyrzuca go z łóżka, kiedy dowiaduje się, że tak "naprawdę" jest "Koreańczykiem". Należy jednak pamiętać, że są to historie na tyle wyjątkowe nawet w samej Japonii, że zrobiono o nich film i napisano artykuł.

Japońskie uprzedzenia rasowe przyjmują inną formę niż te w Polsce. Wszystko dzieje się tutaj oficjalnie - nawet taki głupi protest musi przejść przez ręce burmistrza - nikt nie zdobędzie się tutaj na to, żeby po prostu kogoś pobić, obrzucić mu dom jajkami lub wypisać białą farbą "Japonia dla Japończyków". Ataki grupki ludzi na samotnego przechodnia zdarzają się tu niezwykle rzadko, a o napadach na tle rasowym nie słyszałam w ogóle. Ataki pojedynczych szaleńców na grupę to co innego. Tutaj po prostu nie okazuje się nienawiści w bezpośredni, agresywny sposób. W Japonii Esther nie grozi nic, czego musiałaby się obawiać w Polsce: nikt nie powie jej, że asfalt musi leżeć, nikt nie odmówi jej pomocy np. w pracy, a wreszcie nikt nie skopie jej twarzy.

Inna sprawa, że i niechęć wywołana uprzedzeniami znika, kiedy dana osoba zostanie przyjęta do jakiejś grupy. Podejrzewam, że koledzy z pracy Esther oraz jej uczniowie nie zastanawiają się, dlaczego przyszło im pracować/uczyć sie z jakąś brudną murzynką. Kolor jej skóry nie ma znaczenia dla jej pozycji w szkole - jest native speakerem języka angielskiego i jest postrzegana tak samo jak Will, jej białoskóry kolega. W Japonii bardzo modne jest od kilku lat hasło "wymiana kulturowa" i rzeczywiście Japończycy wykazują dużą inicjatywę w poznawaniu obcych zwyczajów (przykładem jestem tutaj ja jako członek JRP), a ich otwartość na kontakty z obcokrajowcami, nie tylko z Ameryki jest coraz bardziej zauważalna.

W skrócie można powiedzieć, że kiedy Japończyk pozna już obcokrajowca z "grupy uprzedzeń" i przekona się, że nie jest podejrzanym typem, to wykazuje dużo dobrej woli, żeby poznać też kulturę kraju tej osoby. Tutaj nie powinniśmy sie oburzać, że co to za ludzie, którzy wszystkich czarnych podejrzewają z góry i że muszą się najpierw przekonać, żeby być miłymi. Zamiast tego wyobraźmy sobie jak my postrzegamy Rumuna*, który żebrze w tramwaju o pieniądze a jak studenta zagranicznego z Rumunii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Mamy takie same uprzedzenia i jesteśmy takimi samymi rasistami, ale u nas do tego można jeszcze zarobić w pysk i raczej nie ma co się spodziewać programu wymiany kulturowej.

* Przepraszam najmocniej wszystkich Rumunów, ale dla przykładu muszę operować polskimi stereotypami. Osobiście znam dwie Rumunki - świetne dziewczyny - a jedną znam w opowieści moich kolegów, którzy wciąż mi powtarzają, że jestem do niej bardzo podobna (no, czyli musi być świetna dziewczyna ;] ). Swoja drogą, wygląda na to, że Polacy i Rumuni mają podobny akcent, kiedy mówią po japońsku.

PS. Przepraszam za dzisiejszy bałagan i słaby styl, ale piszę to w półśnie.


coś niewinnego | something innocent


people | ludzie i historia Link 14.06.2008 :: 16:38 Komentuj (6)


W ostatnie walentynki poszłam do tego chramu przy drodze Yamate Doori, gdzieś pomiędzy Shinjuku a Ikebukuro. Taki mały chramik na wzgórzu, jakich tu wiele.


Zauważyłam dziewczynę - gadała do czegoś, co zasłaniał mi posąg.


Kiedy się przesunęłam, zobaczyłam jego, ale tym razem to ona była schowana za kamieniem.

Cała ich rozmowa (a właściwie fragment, podczas którego byłam na dziedzińcu) wyglądała tak jak te zdjęcia: on zaczął się do niej zbliżać - ona uciekła mu do chramu, ona wyglądała go ze chodów - och się jej chował za posągami. Ciekawe miejsce na licealne (gimnazjalne?) randki - za tyloma rzeczami można się schować. ;)



uczniowie | pupils


people | ludzie i historia Link 07.06.2008 :: 16:10 Komentuj (1)


[podstawówka | elementary school]


[gimnazjum | junior high school]


[szkoła średnia | high school]


to MA znaczenie... | it DOES matter... -_-'


people | ludzie i historia Link 04.06.2008 :: 15:05 Komentuj (11)

Esther, an English teacher in a prefectural junior highschool and a private English school: You know what bothers me? It's not that they stop me all the time and ask to show them the foreigner's card. Ok, that's this country's law, I live here and I agree with it. I obey it. They can check foreigners if they need to do it. But what does bother me is that they have never checked and will never check you or Will... Only me...

Dramatis personae:

JA - studentka zagraniczna

ESTHER - nauczycielka angielskiego: w tygodniu w gimnazjum publicznym, w weekendy (i czasami w tygodniu) w szkole prywatnej

Rozmawiamy o koledze Willu - początku rozmowy przytoczyć nie mogę.

ESTHER: No i wiesz, i tak już dwa miesiące, i nikt go ani razu nie sprawdził.

JA: Eee... Ale jak sprawdził? Kto sprawdził?

ESTHER: No jak to...? No nikt nigdy nie chciał do niego karty aliena.

JA: Ee? To tę kartę ktoś chce? No coś ty! Ja też o tym słyszałam w Polsce na studiach, że w każdej chwili może cię policjant zatrzymać i wylegitymować, że jak cię złapią na mieście bez karty, to zabierają na posterunek i w ogóle takie straszne rzeczy, ale od kiedy tu jestem to ani razu mi się to nie zdarzyło. Jeszcze na jednym filmie widziałam, ale to takim sprzed sześciu, siedmiu lat. Ja myślę, że kiedyś to tak może i było, ale teraz to już tylko taka miejska legenda.

ESTHER: Taaak? Ciekawe...

JA: A co? Sprawdzili cię kiedyś???

ESTHER: Żeby to raz...

JA: No coś ty! Poważnie? Ile razy?!

ESTHER: Eee tam, już nawet nie liczę...

JA: Żartujesz! Ale kto? Gdzie? Policjanci?

ESTHER: Nie, zazwyczaj urzędnicy imigracyjni. Mundury mają podobne do policyjnych, ale mają trochę więcej białego chyba...

JA: Nigdy kogoś takiego nie widziałam...

ESTHER: Bo cię nie zaczepiał. Zazwyczaj stoją na dużych dworcach przesiadkowych. Ostatnio się już tak wkurzyłam, naprawdę miałam ochotę powiedzieć mu, żeby, ekhm... sobie poszedł... Jechałam, wiesz, ze szkoły do drugiej pracy, bo to był okres egzaminów i mieliśmy wszędzie strasznie dużo roboty. A wiesz, jak to jest daleko. I naprawdę biegłam na ostatnią chwilę i przesiadałam się na Kita-senju, biegnę z językiem na brodzie, a tu właśnie taki jeden się wynurza z tłumu i: "Proszę okazać kartę obcokrajowca." Byłam wtedy tak wściekła, bo czemu ja? Bo co? Wyglądam jak dealer? Jak zamachowiec? Poza tym po prostu nie miałam ani minuty, żeby stawać i wyciągać tę kartę. I po prostu się nie zatrzymałam. Olałam go. Przeszłam przez bramkę [do metra], z kartą [prepaid na całą komunikację miejską], to nie musiałam się zatrzymywać, żeby kupić bilet, a ten za mną przez tę bramkę, już się podekscytował, zaczął za mną krzyczeć: "Proszę natychmiast okazać kartę!" I biegnie za mną. Nawet się nie zatrzymałam, cały czas idąc wyjęłam tę kartę, ręce mi się trzęsły, nawet mu nie podałam do ręki, tylko mu zamachałam przed oczami. On mi na to: "sankju", he, już w porządeczku! A ja miałam mu ochotę odpowiedzieć "fakju", ale nie... jeszcze by mnie aresztował...

JA: Faa... Co za historia w ogóle... Normalnie aż nie wierzę... Na serio byłam przekonana, że to sprawdzanie to już jest przeszłość...

ESTHER: No i właśnie to mnie wkurza... Nie to, że sprawdzają. Ok, mają takie prawo, wykonują swoją robotę, ja mieszkam w tym kraju i się do tego prawa stosuję. Tylko to co mnie wkurza, to to, że NIGDY nie sprawdzili i nie sprawdzą ani ciebie ani Willa... Tylko to mnie wkurza...


Will & Esther


dziewczyny w harajuku | girls in harajuku


people | ludzie i historia Link 14.05.2008 :: 16:42 Komentuj (6)

Tokio, Shibuya, Harajuku

Przypadkowo przechodzące panie. | Random passers-by.


















mrowie | swarm ;)


people | ludzie i historia Link 06.05.2008 :: 17:02 Komentuj (2)






[Tokio, Shibuya, Harajuku]


At the end of the Golden Week all popular spots in Tokyo were as crowded as Takeshita Doori (Takeshita St.) in the pictures. We were moving in two streams, keeping to the right.

W przedostatni dzień Golden Week, czyli takiego długiego weekendu, że aż tygodnia, również Harajuku, jak wszystkie co bardziej znane miejsca w stolicy, było pełne wypoczywających osób. Na widocznej na zdjęciach Takeshita Doori (Ul. Takeshita, albo wręcz Ulica Pod Bambusami) poruszaliśmy się dwoma strumieniami, trzymając się prawej strony. Cieszę się, że Japończycy są tak zorganizowani i uprzejmi i potrafią tak chodzić, żeby nie tamować ruchu.

PS. Dzisiaj na piłce miałam zrobić zdjęcie, ale bateria mi wysiadła w momencie, kiedy już wszyscy ustawili się ładnie przed bramką. Jeden kolega przyszedł na trening w stroju polskiej reprezentacji. ^_^v Poprosiłam, żeby założył to też w piątek, kiedy baterie już będą i się chłopak zmartwił, że będzie musiał prać w ręku. ;)


moi ładni znajomi | my good looking friends


people | ludzie i historia Link 05.05.2008 :: 17:08 Komentuj (10)


[Rieko in Shibuya, Tokyo]


[Kōhei in Shinjuku, Tokyo]


Here are my two good looking friends. Not overdressed like guys from Harajuku and at the same time you can see they care about their looks. These are people you enjoy looking at. ^_^v

Oto moi ładni znajomi - nie przesadzają ze strojeniem się jak młodież z Harajuku, ale też widać, że o siebie dbają. To tacy ludzie, na których miło jest patrzeć. ^_^v


chłopaki | guys


people | ludzie i historia Link 19.04.2008 :: 10:57 Komentuj (5)


[Tokio, Sumida, Yasuda Gakuen]


ze szkoły sportowej | from a sport school


baseball | baseball


people | ludzie i historia Link 12.04.2008 :: 07:50 Komentuj (10)


[Tokio, Shinjuku]


Sumo is said to be the national sport of Japan and indeed it is in the meaning that it was invented by Japanese. But the sport which draws the most attention here is professional baseball (puro-yakyū) - the leagues supervised by The NPB - Nippon (means "Japan) Professional Baseball. Today almost all of the most popular pro-baseball teams play the matches: at 2 pm Yokohama Bay Stars vs Hanshin Tigers, Hiroshima Toyo Carp vs Chunichi Dragons, Tohoku Rakuten Golden Eagles vs Orix Buffaloes, Chiba Lotte Marines vs Hokkaido Nippon-ham Fighters, Fukuoka SoftBank Hawks vs Saitama Seibu Lions, and at 6 pm two Tokyo teams: Yomiuri Giants vs Tokyo Yakult Swallows.
The person in the picture is an amateur but he has the team uniform and is really serious about his training. I think it's charachteristic for Japan that groups, eg. workers of one company, students of one university or any other organization form teams and practice sports, take part in tournaments just for fun, knowning that they won't be any national champions.


Mówi się, że japońskim sportem narodowym jest sumo (jap. sumō) i rzeczywiście jest to sport narodowy o tyle, że został przez Japończyków wymyślony. Natomiast dyscypliną, która zajmuje najwięcej miejsca w wiadomościach sportowych (Yomiuir Online ENG, Mainichi Online ENG) i której mecze transmitowane są tak często jak w Polsce piłka nożna to basball profesjonalny. Dodałam słowo "profesjonalny", ponieważ tak właśnie się tutaj na to mówi - baseball po prostu to yakyū (dosł. "piłka polowa/w polu") i to uprawia ten amator ze zdjęcia, natomiast baseball pierwszoligowy (ligi należące do NPB - Nippon Professional Baseball, m.in. Pacific League i Central League) zwie się puro-yakyū od angielskiego "pro" czyli "professional".

Jako przykład kilku głównych drużyn podam dzisiejszą tabelę rozgrywek. Właśnie niedawno, o 14.00 rozpoczęło się sześć meczów: Yokohama Bay Stars vs Hanshin Tigers, Hiroshima Toyo Carp vs Chunichi Dragons, Tohoku Rakuten Golden Eagles vs Orix Buffaloes, Chiba Lotte Marines vs Hokkaido Nippon-ham Fighters, Fukuoka SoftBank Hawks vs Saitama Seibu Lions, natomiast o 18 zmierzą się dwie tokijskie drużyny: Yomiuri Giants vs Tokyo Yakult Swallows. Wszystkie drużyny, poza jedną, wymienione są w japońskiej Wikipedii jako najważniejsze. Dzisiaj sobota, to może dlatego.

Zresztą ja tam nie wiem, jedyne, co mnie interesuje w japońskim pro-baseballu to Darvish (wyniki google grafika dla zapytania: "darubisshu"), zwany pieszczotliwie przez rzesze swych fanek Daru-chan. ;p

Swoją drogą, amatorów różnych sportów jest w Japonii zauważalnie więcej niż w Polsce. Większość korporacji posiada własne drużyny składające się z pracowników firmy - mój znajomy jest na przykład rugbistą w drużynie Suntory (producent napojów), a któraś firmowa drużyna karate lub judo ma nawet spore sukcesy w turniejach. Poza tym mnóstwo jest drużyn szkolnych, uniwersyteckich, należących do różnych organizacji - ogólnie ludzie mają tutaj tendencję do spotykania się w grupie i robienia czegoś na poważnie. Sama trenuję piłkę nożną z dziewczynami z uniwersytetów Ochanomizu i Tokijskiego (jest nas za mało, żeby trenować osobno) - mają drużynę z nazwą, koszulkami i nawet blogiem informacyjnym i treningowym, biorą udział w zawodach (ostatnio zdobyły 4. miejsce na 6). Piszę "mają", ponieważ raczej się z drużyną nie identyfikuję - gram już cztery miesiące, pogram jeszcze dwa i nie będzie mnie w Tokio, więc dla mnie to bardziej rekreacja, ale dziewczyny całkiem poważnie ćwiczą (no, ćwiczymy) techniki, strategie, itp. Co prawda większość akcji kończy sie tym, że któraś nie umiała odebrać podania (takiego zwykłego, płaskiego) i piłka wypada na aut. I to jest właśnie kwintesencja tych sportów amatorskich - jesteśmy beznadziejni, nigdy nie będziemy "puro", ale dajemy z siebie wszystko, trenujemy poważnie i dobrze się przy tym bawimy.


mnisi z gokokuji | monks from gokoku-ji


people | ludzie i historia Link 07.04.2008 :: 04:17 Komentuj (2)

Yesterday I went to see the celebration of the historical buddha Shakyamuni's Birthday in Gokoku-ji Temple in Tokyo. I will cover both the celebration and the temple in the future, but for today let's look at the monks of the Shingon Buzan sect during the festival procession. The first person is the abbot of Gokoku-ji, the green one seems to be one of the important priests, while the brown ones are common monks.

Wczoraj w wielu świątyniach buddyjskich obchodzono urodziny buddy historycznego, Siddharty Gautamy czyli Śākyamuniego, po japońsku Shaka albo nawet O-shaka-sama (różnica w honoryfikatywności, jak "Jezus" i "Pan Jezus"; przy czym wierny nie powie raczej bez "o-" i "-sama"). Wg Wikipedii święto to przypada na ósmy dzień czwartego miesiąca w kalendarzu księżycowym, ale w juliańskim dostało stałą datę ósmego kwietnia. Akurat w Gokoku-ji, skąd pochodzą zdjęcia, obchody ustalono w tym roku na szóstego, ponieważ była to niedziela. O święcie szerzej niebawem, natomiast dziś niepoważnie, ze specjalną dedykacją dla Mii (i wszystkich, którzy w mnichach znajdują pewien urok) - mnisi szkoły Shingon Buzan podczas uroczystej procesji. Tylko proszę się nie podniecać przy pierwszych trzech zdjęciach, ponieważ pan w pomarańczowych szatach to opat Gokoku-ji, a inni panowie w kolorowych jacyś tacy zbyt dostojni, nie to co szeregowcy w brązowych. ;) Swoją drogą, to nawet podobni są do księży, szczególnie ten zielony.












[Tokio, Bunkyō, Ootsuka, Gokoku-ji]


archiwum | archive
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

linki | links
Scholars about Japan
Japoniści o Japonii

Japonica Creativa

kategorie | categories
the city | miasto i okolice(55)
heritage | świątynie i zamki(11)
culture | kultura i sztuka(15)
people | ludzie i historia(34)
life | Ĺźycie i zwyczaje(65)
PL in JP | polska w japonii(7)

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl