t o k i o i o k o l i c e
tokyo and surroundings

Welcome to Japan which sometimes is so different from Canada or Poland that I just have to take a picture. And sometimes so ordinary that... I have to do the same to prove that Japan is not the stereotypical essence of exotic but a country where people live quite like the others. English text is a summary of Polish explanation, however do not hesitate to follow the links, as they usually lead to Japanese and English websites anyway. And pardon my English, please. ^_^v

Zapraszam do Japonii w której nie wszystkie kobiety to gejsze lub lolity z Harajuku i nie wszyscy mężczyźni mają czarny pas w karate, do Japonii, w której nie panuje kult kapcia, w której nie każdy posiłek to surowa ryba i w której nie istnieje zawód "upychacza pasażerów do pociągów metra", et cetera, et cetera…

Zapraszam do Japonii, w której codziennie po prostu jeżdżę na uczelnię, w drodze powrotnej po prostu kupuję mleko, chleb, pomidory, w której co tydzień robię pranie, oglądam seriale, a co miesiąc płacę rachunek za komórkę i kupuję podpaski (sic! w Japonii ma się wszystko tak samo jak w Polsce!).

Na moich zdjęciach postaram się pokazać ten kraj takim, jakim naprawdę jest - czasem rzeczywiście tak różnym do Polski, że aż wyjmuję aparat, ale najczęściej tak mało egzotycznym, że… też wyjmuję aparat, by mieć dowód na to, że Japonia to nie gabinet osobliwości, tylko miejsce, gdzie ludzie żyją podobnie jak my.


Marta Newelska
studentka V roku japonistyki na | pursuing Masters in Japanese at
UAM Poznań,
członkini i były prezes | member and former president of
Japonica Creativa,
członkini organizacji | member of
Japan Return Programme,
obecnie stypendystka na | currently a scholarship recipient at
Tokyo Ochanomizu University
e-mail: mishima(at)wp.pl



w japonii mają ulice | they have streets in japan


the city | miasto i okolice Link 06.10.2008 :: 15:45 Komentuj (13)


[zdj. 1]


[zdj. 2]


[zdj. 3]


[zdj. 4]


[Ooops, I'm sorry, I forgot to write the English version. I'll do it some day in the future.]

Wśród Europejczyków istnieje przekonanie, że japońska struktura miasta, a więc i system adresowania są wręcz niepojęcie skomplikowane i dowodzą tylko, jak bardzo dziwaczni są ci Japończycy, którzy nie mogą „po ludzku” ponazywać ulic. Barthes w „Imperium znaków” zachwyca się tym, jak łatwo można się pogubić w tym ich galimatiasie. Cóż, pogubić to się można nawet w Opolu, jeśli się nie zna języka i przez całe życie funkcjonowało się w innym systemie podziału miasta.

Jeśli obiektywnie spojrzeć na dwa systemy: numerowania domów wzdłuż ulic oraz numerowania kwartałów i działek, nie można osądzić, że któryś z nich jest rzeczywiście łatwiejszy. Są różne i w zależności od przyzwyczajeń zazwyczaj każdemu łatwiej jest posługiwać się jednym z nich, ale na własnym przykładzie wiem, że to absolutnie żaden problem nauczyć się obu. W Tokio, największym, najciaśniejszym i najbardziej skomplikowanym mieście Japonii zgubiłam się raz – w dwa dni po przyjeździe, kiedy jeszcze po prostu w ogóle nie znałam okolicy. Wystarczyło jednak kupić dobrą, aktualną i szczegółową mapę, czasem upewnić się co do drogi u pana dzielnicowego, żeby śmigać niczym z GPS’em. Przejechałam na rowerze prawie całą stolicę i nikt mnie nie przekona, że to było trudne.

Znaczenie ma również wielkość miasta – tak jak łatwiej się poruszać po Opolu niż po Warszawie, tak całe miasta Nagasaki lub Hakodate wydają się proste jak pojedyncza tokijska dzielnica. I dlatego, jeśli się zrozumie Tokio (co zrobimy na podstawie mapy w kolejnym artykule), to wszędzie indziej można sobie poradzić z mapą, a w większości miejsc nawet bez.

W Japonii są ulice i wiele z nich ma nazwy, ale służą one do wyznaczania drogi, a nie adresu (zdj. 1). Kierowcy, rowerzyści itp. znają te nazwy, jednak już ludzie, którzy na co dzień poruszają się metrem, niekoniecznie. Raz zdarzyło mi się przegapić znak informacyjny (zdj. 2) i na samym skrzyżowaniu zapytałam przechodnia: „Przepraszam, czy Kasuga-doori to jest ta ulica, czy następna?”, „Przepraszam, ale nie wiem, jak te ulice się nazywają.”

Można mieszkać przy ulicy, z oknami na jezdnię i dla wyjaśnienia powiedzieć komuś: „Mieszkam w Nakano, Honchō 2, wiesz, tam zaraz przy Yamate-doori”, ale samo „Mieszkam przy ulicy Yamate” jest niezbyt pomocne, zważywszy na fakt, że ulica ta ma ok. 20 kilometrów. W adresie też nigdzie się tego nie wpisuje, ale rzeczywiście Japończycy często do adresu dołączają mapkę lub objaśnienie drogi, np. „Wyjdź ze stacji wyjściem nr 4, pójdź w lewo i cały czas prosto, miniesz aptekę i 7eleven, a po 10 minutach po prawej zobaczysz budynek banku Sumitomo i następny czarny niski budynek to nasze biuro.”

Tokio jest nieporównywalnie większe od każdego polskiego miasta, dlatego można odnieść wrażenie, że takie wskazówki potrzebne są ze względu na skomplikowaną tokijską strukturę miasta, co łatwo uogólnić do całej Japonii, a więc: Japończycy muszą sobie rysować mapki, bo ich adresy są niewydajne nawet dla nich samych. A to nieprawda. W mniejszych miastach (takich jak polskie) można by było trafić do celu i bez mapy, a i tam się je rysuje – ze zwykłej uprzejmości. Zresztą jeśli w Polsce wyjść myślą poza swe miasto rodzinne, którego większość ulic się zna jakby od niechcenia, to czy stanąwszy na dworcu w nowym mieście, ściskając w dłoni kartkę z adresem, wiesz instynktownie, gdzie masz iść? Pytasz przechodniów, taksówkarzy, albo zawczasu dowiadujesz się, którym autobusem dojechać i na jakim przystanku wysiąść. O ile łatwiej byłoby mieć wskazówki spisane razem z adresem.

Słyszałam jeszcze argument: „A co mi po mapie i wyjaśnieniu, jak ja nie rozumiem tych ich krzaczków?!” A oni rozumieją po polsku? Dla Japończyka, który nie w ząb nie rozumie polskiego ulice Grochowska i Grunwaldzka są tak nierozróżnialne jak Shinkiba i Shinōkubo dla nieznającego japońskiego Polaka. To, że nam łatwiej zrozumieć polski, nie znaczy, że jest on obiektywnie łatwiejszy. Odpowiedziałam na to: „Tokio i większość dużych lub turystycznych miast jest opisana w alfabecie, no i są też tak napisane mapy.” „Ale to wszystko brzmi tak samo! Te ich cin ciang ciong, he he!” „Wiesz, co? To nie jedź, po prostu nie jedź tam, jeśli ty się najwyraźniej upajasz tą swoją bezczelną zachodnią ignorancją.”

Mniejsze uliczki nie mają nazw, chyba że są to ulice handlowe, ale i one nie zaliczają się do adresu. Japońskie miasto, dzieli się ogólnie na dzielnice i kwartały – struktur adresu to schodzenie z większej do coraz mniejszej skali. Najpierw podaje się nazwę prefektury, następnie miasta, dzielnicy oraz numer kwartału i po nim numery np. mieszkania w budynku w tym kwartale stojącym. Między kwartałami w dzielnicy znajdują się uliczki. Tokio jest zorganizowane nieco inaczej, a ponadto nie ma ujednoliconego sposobu przekładu nazw części japońskiego adresu na język polski, co wyjaśnię następnym razem.

W każdym razie to, co odpowiada naszej ulicy to kwartał, najczęściej opisany tabliczką z nazwą dzielnicy i własnym numerem (zdj. 3, na murze po prawej stronie) tak jak u nas ulice. Ponadto wiele skrzyżowań też ma nazwy (zdj. 4) - zazwyczaj jest to nazwa danej dzielnicy lub charakterystycznego miejsca w pobliżu, np. często „Przed budką dzielnicowego”, dlatego nie można powiedzieć, że nigdy się nie wie, gdzie się jest, bo ulice nie mają nazw. Punktów orientacyjnych jest wystarczająco wiele, a kiedy się zna japoński, to już w ogóle pikuś. ;)

PS. A to takie zdjęcie bardzo turystyczne z Kioto, robione pospiesznie z radosną myślą: „Ojejku! Marta-doori!” W dosłownym tłumaczeniu: „Ul. Dzielnica Drewnianych Bali” ;)




chinska dzielnica | chinatown


the city | miasto i okolice Link 04.09.2008 :: 15:09 Komentuj (8)








[pref. Nagasaki, Nagasaki, Shinchi]


Although in Poland people call Japanese "Chinese", the Japanese themselves are aware of the differences so much that they even have chinatowns, eg. in Nagasaki, Yokohama or Kobe. ;) And though most of them like chinese quisine, when they go on holiday, they expect travel agencies to put them in hotels where there are no Chinese tourists.

Chociaż w Polsce na Japończyków wołają "Chińczycy", sami Japończycy są na tyle świadomi różnic dzielących ich od zamorskich sąsiadów, że mają nawet chińskie dzielnice, np. w Nagasaki, Yokohamie, Kobe. ;) I choć w większości lubią chińską kuchnię, to kiedy wyjeżdżają na wakacje, życzą sobie, by w tym samym hotelu nie było turystów z Chin (wedle relacji znajomej Japonki, która z powodu takich właśnie uprzedzeń panujących w branży zwolniła się z firmy turystycznej).


przejdzmy sie | let's take a walk


the city | miasto i okolice Link 26.07.2008 :: 06:58 Komentuj (4)




[Tokio, Taitō, Higashi-ikebukuro]


This may be the most boring two minute video you've ever seen on the web. There's no plot, no beggining, no ending, no main characters, not even music, and on top of that it shakes!

But if you want to see just how it is to take a walk in Tokyo, imagine...

It's the end of July, 7.30PM. During the day the Sun was scorching but now it got much cooler, though still you clothes are sticking to you skin because of this Tokyo's humidity. You walk by people passing the street to go to the station. You pass by the flower shop and the entrance to an underground garage. Then there's Matsuya with the meal tickes machine and men going back from work late. After passing dark, closed shops, you enter the pool of light - a supermarket open till late. And there she is - a girl in a white dress, holding a red purse. You're passing by a man in a yellow shirt, a lady with pink bust and one more - an elegant black and white pattern, but you still look at the white dressed girl. She walks so fast...


Oto dwie minuty chodzenia. Bez fabuly, bez poczatku i konca, bez glownych bohaterow, nawet bez muzyki i efektow specjalnych. I do tego jeszcze trzesie jak cholera. To moze byc najnudniejszy filmik, jaki widlalas/es w Internecie. Ot, tokijskie ulice, samochody, ludzie.

Ale mozesz tez sobie wyobrazic, ze jest koniec lipca, siodma trzydziesci wieczorem. Przez caly dzien slonce prazylo tak, ze az sie nie chcialo przechodzic z jednego bydynku do drugiego na kolejny egzamin. Teraz jest juz chlodniej. Co prawda ubranie klei ci sie do skory przez te tokijska letnia wilgotnosc, ale na szczescie jest wiatr, ktory suszy pot na twarzy. Spedziles/as ostatnie dwie godziny przed uczelnianym komputerem, zeby napisac bloga, i nogi i plecy masz tak zdretwaile, ze wolisz godzinny spacer do akademika niz dwadziescia minut w pociagu.

Mijasz ludzi przechodzacych przez ulice do stacji, patrzysz na kwiaciarnie i na pana czekajacego na swoj samochod, ktory ma wyjechac z podziemnego garazu. Mijasz starszego pana przed Matsuya, niedrogim barem, gdzie jedza kolacje panowie wracajacy z pracy. O! Widac automat do biletow na jedzenie! Zagladasz przez szybe do kolejnej restauracji, ale widac, ze to nie miejsce, gdzie sie wpada, zeby szybko cos przekasic. Jeszcze nikogo nie ma. Sklep z motocyklami ma juz do polowy opuszczone rolety. A obok, przy przystanku autobusowym stoi stylowe drewniane biale krzeselko. Mijasz po ciemku kilka zamknietych juz sklepow, by trafic w kolejna wyspe swiatla - supermarket otwarty do pozna. O, co ta pani powiedziala do tego pana? "&%#$&" taberu?" "Zjemy cos tam?/Masz ochote na cos tam?" A moze ci sie przeslyszalo, moze cos innego... Od pracownika sklepu twoja uwage odwraca dziewczyna w bialej sukience, z czerwona torebka. Mijasz rowerzyste w zoltej koszulce, rowerzystke z rozowym biustem i elegancka pania w czarno-biale wzorki, ale wzrok wciaz skupiasz na bialej sukience. Eh, jak ta mala szybko idzie...






lampy do gory! | beacons up!


the city | miasto i okolice Link 29.06.2008 :: 17:27 Komentuj (2)




I knew that Japanese police cars are the best! They even have elevators for becaons. ;)

No i niech mi ktoś powie, ze japońskie radiowozy nie są najlepsze! Mają nawet światła na podnośnikach. ;)



różowe tokio | pink tokyo


the city | miasto i okolice Link 27.06.2008 :: 02:35 Komentuj (0)




[Tokio, Shibuya, Yoyogi]



Sunset (well, you can't see the sun, but still...) over the NYC - National Olypmics Memorial Youth Center.

Zachód słońca (słońca nie widać, ale cóż...) nad NYC - Narodowym Młodzieżowym Pamiątkowym Centrum Olimpijskim.







płacimy | let\'s pay


the city | miasto i okolice Link 23.06.2008 :: 00:14 Komentuj (2)




[Tokio, Shibuya, Yoyogi]



Suburban landscape - an entrance to a toll road - 700 yen for regular vehicles nad 1400 for large ones. And the trees along the road are ginkos - the most common trees in Tokyo.

Ot, taki widoczek z miasta - wjazd na płatną autostradę Yoyogi. Samochody osobowe - 700 jenów (ok. 15 PLN), ciężarowe - 1400 (ok. 30 PLN). I to za odcinek jezdni w środku miasta, a nie drogę międzymiastową, za która w Polsce płaci się bodajże 10 PLN. To jedna z wielu moich tutejszych obserwacji, które dają mi pojęcie o tym, jak życie rożni się w zależności od zamożności kraju. A wzdłuż drogi miłorzęby - najpospolitsze drzewa w Tokio.


widoczek | a view


the city | miasto i okolice Link 20.06.2008 :: 00:10 Komentuj (2)




[Tokio, Chiyoda, Hayabusa-chō]


Pan mi wlazł w kadr, ale to dobrze, jest i zdjęcie Japończyka.

PS. Przepraszam, ale dzisiaj po całym dniu twórczej pracy nad raportem zaliczeniowym nie jestem w stanie więcej myśleć, a co dopiero odpowiedzieć na komentarze. Dobranoc!


zajętam | i'm busy


the city | miasto i okolice Link 12.06.2008 :: 15:19 Komentuj (6)

I'm pretty busy today, so I'll just show the last pic of our campus cat and I'm going back to studying.

Dzisiaj jestem raczej zajęta, więc wykręcę się ostatnim ujęciem naszego kampusowego kota i wracam do nauki.


[photo by Sun Min Jung]


wszystkie koty dla kaili | all the cats for kaila


the city | miasto i okolice Link 11.06.2008 :: 15:43 Komentuj (5)




[Tokio, Bunkyō, Ochanomizu University]

Our university cat sleeps in a place where girls usually quench their thirst.

Nasz kot uniwersytecki sypia tam, gdzie za dnia dziewczęta gaszą pragnienie.


A temple cat quenches its thirst in a place where believers clean themselves before meeting the Buddha.

Kot świątynny gasi pragnienie tam, gdzie wierni oczyszczają się przed spotkaniem z Buddą.




[Tokio, Bunkyō, Gokoku-ji]

And some other temple cat cleans the stones of a place where the believers have turned to ashes.

A inny kot świątynny czyści kamienie tam, gdzie wierni zamienili się w proch. ;)


koty | cats


the city | miasto i okolice Link 10.06.2008 :: 19:03 Komentuj (4)

kot uniwersytecki: | university cat:


[Tokio, Bunkyō, Ochanomizu University]

kot świątynny: | temple cat:




[Tokio, Bunkyō, Gokoku-ji]


kominy na drodze | chimneys on the road


the city | miasto i okolice Link 05.06.2008 :: 13:54 Komentuj (5)






[Tokio, wzdłuż Yamate-doori | along Yamate-doori]


Those chimneys in the middle of the main Tokyo artery - Yamate-doori vetilate exhaust gases from the underground highway running under it.

Te kominy na środku jezdni głównej arterii miasta - Yamate-doori służą do wentylacji spalin z biegnącej pod nią podziemnej autostrady.


totolotek | lottery


the city | miasto i okolice Link 01.06.2008 :: 14:58 Komentuj (7)


[Tokio, Shibuya Station]


[Tokio, Toshima]


White characters in the red background say: "takarakuji" which simply means "lottery". You can play 6/49 here too. ;)

Ten biały napis na czerwonym tle na obu zdjęciach głosi: "takarakuji" czyli "loteria" i tak właśnie się na wszelkie totolotki tutaj mówi. Z kolei lokale z napisem "Lotteria" to bary jednej z sieci fast-foodów. Tutaj też można zagrać w to, gdzie się wybiera 6 liczb z 49 (Duży Lotek?).


deszcz | rain


the city | miasto i okolice Link 31.05.2008 :: 17:34 Komentuj (4)




[Tokio, Itabashi]


Nothing, just an ordinary rainy day in an ordinary Tokyo neighbourhood.

Nic takiego, po prostu zwykły deszczowy dzień w zwykłej tokijskiej dzielnicy.


spadająca sakura | falling sakura


the city | miasto i okolice Link 28.05.2008 :: 17:35 Komentuj (7)






[Tokio, Itabashi]
[I do tego leci mi "Spadam" Comy. Spadaaam... Powoli spadaaam... ;) ]



A jutro będzie raczej słowo niż obraz.

Dziś kilka słów wstępu, żeby jutro zamieścić już tylko właściwy tekst. (Nie ma to nic wspólnego z powyższymi zdjęciami.) Mówi się często, że Japończycy są przewrażliwieni na punkcie czystości, co ilustruje się zdjęciami pracowników biurowych w białych antybakteryjnych rękawiczkach. Jak każda niesamowita historia, która dociera do Polski z Japonii odległej i tajemnej, tak i w tym przypadku jest to rozdmuchany skrajny przykład, który dziwi nawet większość Japończyków.

Ja osobiście nie czuję wielkiej różnicy w porównaniu z Polską lub Kanadą. No, może poza tym, że z wyjątkiem kilku miejsc w parkach i przy świątyniach, nie widziałam w Tokio kawałka uklepanej ziemi, z której mogłoby się zrobić błoto. Wszystko jest pokryte asfaltem, brukiem lub trawnikiem. Poza tym, mimo że na ulicach nie ma śmietników, ostatnio bardzo zaskoczył mnie widok kilku śmieci rozrzuconych po chodniku przez wichurę.

Nie odczuwam jednak jakiejś paranoi czystości. Administracja na moim kampusie jest rozbudowana, ale nikt z pracowników żadnego z dziekanatów lub bibliotek nie nosi rękawiczek. Gumowe ma tylko obsługa gabinetu lekarskiego oraz kuchni.

Tym bardziej zaciekawił mnie felieton lekarza, profesora Kōichirō Fujita zaniepokojonego przewrażliwieniem swych rodaków na wszelki brud. Postanowiłam więc przetłumaczyć go i zamieścić tutaj. Nie jest to tekst szczególnie błyskotliwy, właściwie niewiele można się z niego dowiedzieć. Nie jest to również, co bardzo ważne, tekst reprezentatywny dla całej myśli japońskiej (cokolwiek to znaczy) - nie należy go uogólniać do opinii wszystkich mieszkańców tego kraju.

Jest to po prostu jeden z wielu głosów w jednym z wielu tygodników. Tak jakby po prostu wziąć gazetę do ręki, przerzucać od niechcenia strony i trafić na jakiś tekst. Chciałabym, żeby było to przede wszystkim doświadczenie lektury japońskiego magazynu.

Do jutra! ^_^v


co z tym morzem | what's with that sea


the city | miasto i okolice Link 27.05.2008 :: 14:53 Komentuj (3)




[Pref. Ishikawa, Kanazawa, Morze Japońskie | The Sea Of Japan]


[Tokio, Minato, Odaiba, Zatoka Tokijska | Tokyo Bay]


In Poland the sea is a tourist attraction, so when we go to the seaside, we get excited, collect shells, lay on the beach and feel special. But here the sea is everywhere and people are rather used to it. At least they were really surprised to see me hunting for pretty shells. ;)

U nas morze jest w jednym miejscu i dla większości stanowi atrakcję turystyczną. Kto będąc nad morzem nie zbierał muszelek? Tutaj natomiast morze jest wszędzie i tak wszystkim spowszedniało jak nam rzeki. Są miejsca, w których morze się tylko podziwia, ale wzdłuż większej części linii brzegowej po prostu się je używa, a więc i zaśmieca. Podejrzewam jednak, że piasek jest ciemny nie tylko dlatego, że jest brudny, ale też po prostu ma inny kolor niż np. piasek nadbałtycki (np. na Okinawie też jest jasny), a do tego plaże są bez przerwy wilgotne, ponieważ między kolejnymi przypływami wysycha tylko cienka warstwa piasku. Pamiętam, że jak byłam 12 lat temu w Anglii, to plaże w miasteczku Torquay były wręcz zamulone po przypływie. No i do tego pełno glonów, ryb i śmieci przyniesionych z morza. Myślę, że to wszystko składa się na taki wygląd tych plaż.

Na zdjęciach plaża na tzw. prowincji - okolica mnie zanieczyszczona przez przemysł i miasto, ale za to pełna śmieci z Korei. Ja zbieram muszelki, a tata z rodziny, u której mieszkałam ustawia w komórce aparat, żeby zrobić mi zdjęcie, bo to takie śmieszne, że ktoś chce to zbierać. ;) No i morze w Tokio, które plaż nie posiada.


nad morzem | at the seaside


the city | miasto i okolice Link 26.05.2008 :: 12:05 Komentuj (3)






[pref. Kanagawa, Kamakura]


All the Japanese beaches I've seen by now (3) didn't really encourage me to lay on the sand without a blanket. ;)

Wszystkie plaże (w sumie 3), jakie dotychczas widziałam w tym kraju nie zachęcają raczej do biegania boso i leżenia na piasku bez koca. ;)


emo | emo


the city | miasto i okolice Link 25.05.2008 :: 16:58 Komentuj (14)




[Tokio, Shibuya, Harajuku]


If I were ten years younger, I'd be emo now. Aren't these clothes fantastic? ^_^v

Gdybym była dziesięć lat młodsza, to bym teraz była emo. Czy te ciuchy nie są fantastyczne? ^_^v



fuji | fuji


the city | miasto i okolice Link 17.05.2008 :: 14:22 Komentuj (5)






[Pref. Saitama, Kasukabe]


In Japan there's not only Mount Fuji but also fuji - the Japanese Wisteria. It usually grows on such roof-like constructions. It's not only beautiful, it's also edible - you can try boiled young buds or blanched flowers. Seeds, although they contain the toxic wistarin, can be used as medicine.

Oto fuji - po polsku glicynia japońska, glicynia kwiecista, słodlin japoński, wisteria japońska. Rośnie najczęściej na takich specjalnie dla niej zbudowanych kratko-dachach, np. w tokijskim zoo w Ueno. Wg polskiej Wikipedii jej zastosowanie kończy sie na byciu ozdobną. Z japońskiej dowiadujemy się natomiast, że można również młode pędy po ugotowaniu spożywać przyprawione np. miso lub prażone, a kwiaty blanszowane w zalewie słodko-kwaśniej lub w panierce tempura. Nasiona zawierają toksyczny wistarin, ale w małych ilościach mają zastosowanie lecznicze.

Nie mogę napisać, że Japończyk zje wszystko, bo to nieprawda, ale trzeba przyznać, że kuchnia japońska jest w porównaniu z polską niezwykle różnorodna. Nie tylko dlatego, że występuje tu mnóstwo gatunków owoców morza niedostępnych u nas, ale też dlatego, że Japończycy zdają się być większymi smakoszami i jedzą różne rzeczy tylko po to, żeby sprawdzić, jak to smakuje. Wszak nie umarliby z głodu, gdyby któregoś roku nie zakwitły wisterie lub chryzantemy. ;)

Są przez to bardziej odważni w kuchni i dzięki temu jedzą również to, co występuje i w Polsce, ale czego my nie pojmujemy w kategoriach pożywienia. Ja na przykład przepadam ze spaghetti z pokrzywą. A moja koleżanka (Wero - buziaki! ^_^) doświadczyła obrzydzenia, kiedy jej znajomy Japończyk postanowił jej zaimponować i zabrał ją do drogiej restauracji na rarytas - gotowane wieprzowe... żyły. :D

Z drugiej strony te kulinarne eksperymenty kosztują co roku życie setki wielorybów. Wczoraj w wiadomościach japoński Greenpeace pokazał próbkę wielorybiego mięsa z zarekwirowanej ponad tony, którą "badacze" wzięli sobie jako prezent dla rodziny i znajomych.

PS. Ooo, miałam dzisiaj napisać o niesprawianiu kłopotu... Zapomniałam. Jutro napiszę. Albo kiedy indziej.


małpa kąpielowa, dziecko! | a bathing ape, kid!


the city | miasto i okolice Link 12.05.2008 :: 14:51 Komentuj (2)


[Tokio, Shibuya, Harajuku]


If you're bored with duckies. | Jeśli już ci się znudziły kaczuszki.


rentgen pasów | crosswalk x-ray


the city | miasto i okolice Link 09.05.2008 :: 15:51 Komentuj (3)






[Tokio, Shibuya]


Crosswalk stripes are empty inside. At least in Japan.

Pasy są w środku puste. Przynajmniej w Japonii.


archiwum | archive
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

linki | links
Scholars about Japan
Japoniści o Japonii

Japonica Creativa

kategorie | categories
the city | miasto i okolice(55)
heritage | świątynie i zamki(11)
culture | kultura i sztuka(15)
people | ludzie i historia(34)
life | Ĺźycie i zwyczaje(65)
PL in JP | polska w japonii(7)

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl