t o k i o i o k o l i c e
tokyo and surroundings

Welcome to Japan which sometimes is so different from Canada or Poland that I just have to take a picture. And sometimes so ordinary that... I have to do the same to prove that Japan is not the stereotypical essence of exotic but a country where people live quite like the others. English text is a summary of Polish explanation, however do not hesitate to follow the links, as they usually lead to Japanese and English websites anyway. And pardon my English, please. ^_^v

Zapraszam do Japonii w której nie wszystkie kobiety to gejsze lub lolity z Harajuku i nie wszyscy mężczyźni mają czarny pas w karate, do Japonii, w której nie panuje kult kapcia, w której nie każdy posiłek to surowa ryba i w której nie istnieje zawód "upychacza pasażerów do pociągów metra", et cetera, et cetera…

Zapraszam do Japonii, w której codziennie po prostu jeżdżę na uczelnię, w drodze powrotnej po prostu kupuję mleko, chleb, pomidory, w której co tydzień robię pranie, oglądam seriale, a co miesiąc płacę rachunek za komórkę i kupuję podpaski (sic! w Japonii ma się wszystko tak samo jak w Polsce!).

Na moich zdjęciach postaram się pokazać ten kraj takim, jakim naprawdę jest - czasem rzeczywiście tak różnym do Polski, że aż wyjmuję aparat, ale najczęściej tak mało egzotycznym, że… też wyjmuję aparat, by mieć dowód na to, że Japonia to nie gabinet osobliwości, tylko miejsce, gdzie ludzie żyją podobnie jak my.


Marta Newelska
studentka V roku japonistyki na | pursuing Masters in Japanese at
UAM Poznań,
członkini i były prezes | member and former president of
Japonica Creativa,
członkini organizacji | member of
Japan Return Programme,
obecnie stypendystka na | currently a scholarship recipient at
Tokyo Ochanomizu University
e-mail: mishima(at)wp.pl



We have to move on...


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 03.09.2009 :: 23:12 Komentuj (9)




Wiecie co, jednak nic już z tego nie będzie. Nie wrócę do pisania dlatego, że wyprowadziłam się do Kanady, bo tu jednak nie chodzi o samą zmianę miejsca, atmosfery, ani też o fakt życia w obcej kulturze. Bo o Kanadzie na przykład wcale mi się pisać nie chce, gdyż mnie po prostu nie fascynuje, nie zadziwia (hmm, może nawet czasem zadziwia, ale nie aż tak, żeby o tym blogować – raczej tylko tak, żeby komuś na gg powiedzieć). Z Japonią było całkiem inaczej. Każde wyjście na uczelnię, na karaoke czy nawet po zakupy odkrywało przede mną wciąż nowe fakty, ciekawostki, zjawiska, które ja przyjmowałam z tym nieuleczalnie entuzjastycznym nastawieniem. I kiedy przychodziłam do domu, miałam potrzebę dzielenia się swoim zdziwieniem i tak jakoś ten blog się rozwijał siłą mojej fascynacji. I teraz kiedy tak siedzę w Toroncie zajęta czymś zupełnie innym (szukanie pracy w japońskim biznesie, martwienie się o swoje publikacje, żeby mi imponująco wyglądały na studiach doktoranckich, etc.) zdaję sobie sprawę, że takie teksty rodzące się wprost z radosnego zdziwienia można pisać tylko na gorąco, będąc jeszcze pod świeżym wrażeniem nowych doświadczeń. W tej chwili z perspektywy czasu, na chłodno, mogę te teksty tylko redagować, ulepszać merytorycznie, co też czynię na użytek przyszłego, mam nadzieję, druku. Natomiast nie mogę już napisać nic równie szczerego i spontanicznego, jak w zeszłym roku.

ALE

Jakież mamy szczęście, że poznańska japonistyka nie skończyła się na moim roczniku! ;) Następni studenci pojechali, doświadczyli (w tej chwili nawet doświadczają) i piszą, zdjęcia pokazują – dzielą się swoją Japonią, w tej chwili oglądaną, słyszaną, dotykaną. Przed Państwem Olga i Adam! :)

krajwschodzacejkapusty.wordpress.com




bye bye, japan! | pa pa, japonio!


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 23.09.2008 :: 15:29 Komentuj (17)

I'll be back sooner than you think! | Wrócę szybciej niż ci się wydaje!

[my moblie phone photo mix | różne fotki z mojej komórki, a w każdym tyle wspomnień...]




































również japończycy... | also japanese...


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 20.09.2008 :: 17:15 Komentuj (3)

...mają problemy z przestrzeganiem zasad | ...fail to obey rules.



PS. Czasami rozmawiamy w komentarzach o tym, jak ludzie reagują na bycie fotografowanymi. Tego pana zauważyłam przed chwilą w edytorze. Skupiłam się na ludziach z komórkami i nie miałam pojęcia, kto tam jeszcze na mnie patrzy. W każdym razie ten pan jest absolutnym mistrzem groźnego spoglądania na zagranicznych turystów. Dobrze, że go nie widziałam, bo bym się na bank speszyła i nie zrobiła tego zdjęcia. ;)




fuji engrish


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 01.09.2008 :: 14:17 Komentuj (2)



If you really have to throw stones, take a handful.



It will definitely damage your enamel, but well, if it tastes like chocolate...

(In Japanese a sandwich is called sandoicchi, often shortened to sando. So, the maker of these Fuji-sweets translated back the "English word" used exclusively in Japanese. They usually don't know, which words that they take from English really do exist in English. It's the same with Koreans. I've just been told lately that they use the word "overeat" in the meaning: "to vomit".)


2 godziny czekania | 2 hours of waiting


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 15.08.2008 :: 10:46 Komentuj (7)

Fuji Q Highlands is a theme park located near the Mt Fuji and is famous for its two world record winning rollercoasters: "Fujiyama" is the highest traditional rollercoaster, with the peak point at 79 meters, while "eejanaika" (which means something like: "isn't it great?") flips people upside down... 14 times! However, to me the greates record of all was that people were waiting for "eejanaika" and two other rollercoasters for almost 2 hours and a half!

Fuji Q Highlands to park rozrywki położony w pobliżu góry Fuji, który słynie z tego, że aż dwa tamtejsze rollercoastery pobiły rekord świata: "Fujiyama" jest obecnie najwyższym na świecie tradycyjnym rollercoasterem, ze szczytowym punktem na 79 metrach. "eejanaika" (co znaczy mniej więcej: "ale fajowe, nie?") z kolei może się poszczycić aż 14 punktami, w których jadący jest przerzucany do góry nogami. Jednak dla mnie największym rekordem jest to, ze do owej "eejanaiki" i dwóch innych kolejek ludzie czekają prawie DWIE i PÓŁ GODZINY i to w tygodniu, a nie w weekend. No, są wakacje, więc może w roku szkolnym czekają krócej. Do "Fujiyamy" było tylko 50 minut, co wydawało nam się tak błyskawiczne, że wsiadłyśmy nawet dwa razy. ;)
















PS. Wyjeżdżam na weekend i nie będzie bloga.


nomikai | nomikai


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 01.08.2008 :: 17:54 Komentuj (6)








Oto nomikai - najbardziej powszechny sposób imprezowania japońskiej młodzieży uniwersyteckiej oraz osób już pracujących. Nie przetłumaczyłam tego w tytule, ponieważ wszelkie polskie określenia o podobnym znaczeniu mają zupełnie inne konotacje. Nomi czyli picie + kai czyli spotkanie = popijawa? ;) "Spotkanie w celu picia" to mniej więcej to, co my nazywamy wypadem do pubu, imprezą, spotkaniem towarzyskim.

Na nomikaje (pozwolę sobie spolszczyć na użytek tego wpisu) chadza się na przykład ze swoim uczelnianym kołem zainteresowań z okazji rozpoczęcia, zakończenia działalności w danym roku akademickim, z okazji Nowego Roku, z okazji urodzin jednego z członków kola i z każdego innego powodu, w zależności od inwencji i potrzeb osób zainteresowanych. Dwa pierwsze zdjęcia pochodzą z dzisiejszego nomikaja z koleżankami z Koła Międzynarodowej Wymiany Kulturowej, z okazji zakończenia semestru (z tego powodu logika dzisiejszego wpisu może być nieco upośledzona). Poza trzema wyraźnie Europejkami, wszystkie pozostałe panie na fotografiach to Japonki. Nauczyłam się też nowego słowa nomi-sa, gdzie pierwszy człon już rozumiemy. Drugi człon to skrót od saakuru, japońskiej wersji angielskiego "circle", czyli właśnie koła. Oznacza to uniwersyteckie kolo, które tak naprawdę nie prowadzi żadnej działalności, ale istnieje, by członkowie mogli chodzić razem na nomikaje. I niech mi ktoś powie, ze Japończycy nie starają się ze sobą zapoznawać i przyjaźnić. (Koniecznie muszę kiedyś napisać o gōkon'ach - to jest dopiero spontan!)

Na nomikaje chadza się też ot tak - ktoś rzuca hasło, wysyła maile, wszystkie panie kartkują swoje kalendarze (nie wiem jak panowie, ponieważ uczę się na żeńskim uniwersytecie) i ustalają termin wyjścia do restauracji lub tzw. izakaya - baru/pubu, który jednak bardzo rożni się od tego, co znamy z Polski. W izakayach jest zazwyczaj stosunkowo jasno, dym z papierosów jest skutecznie wentylowany, muzyka nie przeszkadza w rozmowie, a stoły są zazwyczaj zajęte przez większe grupy gości. Bardzo ważnym elementem izakaya jest jedzenie - duży wybór smacznych potraw, które podaje się na wspólnym talerzu do podziału na małe talerzyki rozdane gościom. Idzie się tam oczywiście tez pić, ale jedzenie jest właściwie różnorzędnym celem - gdyby było niedobre, uczestnicy nomikaja by to zapamiętali. Drinki są bardzo słabe, 4, 5 procent, jak piwo, dlatego ludzie upijają się powoli, chociaż wszyscy mają słabe głowy, więc w sumie szybko. Tylko mój znajomy z Uzbekistanu nie mógł się upić, bo u niego to się w barach pije czystą, a nie soki z kroplą wódki, jak to określił.

A można też, tak jak na trzecim zdjęciu, pójść do knajpy spontanicznie - w tamtym przypadku po pikniku (a potem jeszcze na karaoke). Po prostu było jeszcze wcześnie i nie chcieliśmy się jeszcze żegnać, więc wstąpiliśmy do jednej z wielu izakaya, które przyjmują gości na godziny, ponieważ mają taki ruch. Dostaliśmy dwie godziny, złożyliśmy wstępne zamówienie i zostaliśmy poinstruowani, jak używać tego ekraniku dotykowego w głębi stołu do zamawiania kolejnych potraw bez wołania kelnera. Rachunek podzieliliśmy po równo na wszystkich. Wyszło mniej niż 2000 jenów.

W ogóle dzielenie rachunku jest tutaj tak rozwiniętym zwyczajem, że ma swoje zasady - kto ile płaci w zależności od składu imprezujących, np. w parze kobieta i mężczyzna wychodzi 1:9, w parze młodszy i starszy kolega na z uniwersytetu bodajże 4:6, kolega jeszcze się uczący i już pracujący - 2:8, czy coś w tym stylu. Są nawet strony z kalkulatorami, na których można się przed wyjściem upewnić, ile powinno się zapłacić. Na przykład ostatnio na pożegnalnym spotkaniu koła badawczego nad ilustracjami z XVII-wiecznych powieści dwóch obecnych tam wykładowców zapłaciło po 10000 jenów, a magistranci i doktoranci po 1000.

W przypadku grupy znajomych (czy to z koła, czy z pikniku) zazwyczaj dzieli się po prostu po równo. U nas zazwyczaj każdy je sam swoje danie i każdy płaci za własne drinki przy och odbiorze, dlatego nie mamy w ogóle tego problemu. Z kolei tutaj prawie nie ma potraw, które je się w pojedynkę (na imprezach). Nawet restauracje niby zagraniczne podają potrawy w sposób japoński i tak też jadłam raz w restauracji niemieckiej golonkę w sześc osób (bez skory i tłuszczu - to akurat moglibyśmy zgapić od Japończyków).

W wielu takich restauracjach płaci się z góry, a w cenie jest określona liczba potraw, alkohol zazwyczaj bez ograniczeń, oraz ustalony czas konsumpcji. Dzisiejsza impreza kosztowała 3000 jenów od osoby za dwie godziny, 6 rożnych potraw (razy trzy, a więc 18 talerzy) i drinki do woli. Ja wypiłam dwa, ale niektóre koleżanki i po pięć. O godzinie 21 zostałyśmy uprzejmie poinformowane, ze prosi się nas o opuszczenie lokalu.

Tyle napisałam dzisiaj, wszystko napisałam, że przez tydzień mogę tylko zdjęcia wklejać. I filmiki. O! Idę spać. Ale mi się będzie dobrze spało! Jeszcze prysznic... oooo...


powodzenia | good luck


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 30.07.2008 :: 05:38 Komentuj (10)


[Tokio, Buknyō, Hongō 3]


I was thinking about phrases that people encourage themselves before exams etc. In English it is "Good luck!" which implies that the result depends on luck and not on one's work. In Japanese the phrase used in the same situation is: "Ganbatte!" which literaly means: "Do your best!" That's why my Japanese friends don't blame everything around when they fail an exam. In the picture the plate with big red characters reads: Aka Mon Kai, The Red Gate Society - a preparatory school for entrance exams at the Tokyo University.

Wczoraj przed egzaminem naszla mnie refleksja na temat wyrazen, jakimi ludzie sie wzajemnie dopinguja przed zmierzeniem sie z czyms waznym. My mowimy "Powodzenia!", po angielsku mowi sie "Good luck!", a po japonsku "Ganbatte!" (wym. gambatte). Choc uzywa sie ich w tych samych sytuacjach, wszystkie trzy znacza cos innego. Zastanawiam sie, czy to oddaje rozne postawy wobec osiagania sukcesu.

"Good luck!" odnosi sie do "szczescia, losu, przypadku", a wiec implikuje, ze podejmujacy wyzwanie ma niewielki wyplyw na rezultat - "Obys mial szczescie!" Natomiast "Powodzenia!" to zyczenie, by cos sie powiodlo, poszlo dobrze, ale bez zaznaczenia, czy ma to byc wynik zwyklego farta, czy tez dobrego przygotowania samego zainteresowanego.

Z kolei "Ganbatte!" oznacza doslownie: "Postaraj sie!" Z gory wiadomo, ze jest tylko jeden sposob na to, by sie powiodlo. Nie przypominam sobie, i nawet trudno mi to sobie wyobrazic, by jakas moja kolezanka, ktorej egzamin poszedl zle, mowila: "Ale mialam pecha!", "Bo te pytania byly jakies bez sensu!", "Nie no, co za porazka, ze bylo akurat to, czego juz nie zdazylam przeczytac! Nauczylam sie wszystkiego, a tylko tego nie! No co za pech!"

Nie, tutaj wszyscy wiedza, dlaczego studenci oblewaja egzaminy: "Oj, no nie nauczylam sie...", "Aj, to sie nie postaralam..." Nikt tutaj nie zwala winy na wszelkie czynniki zewnetrzne, ktore nie pozwalaly sie uczyc ("bo tak goraco bylo...", "bo to przeciez urodziny Janka byly, raz w roku, mialam nie isc?!") i wrednych wykladowcow, ktorzy zawsze ukladaja pytania tak, zeby trafic w to, czego delikwent nie umie. ;)

U nas chyba tez sesja, wiec GAMBATTE!

A w innych jezykach czego sobie zycza? Ktos wie?

PS. Na zdjeciu szyld z czerwonymi znakami: Aka Mon Kai - Stowarzyszenie Czerwonej Bramy, czyli szkola przygotowawcza do egzaminow wstepnych na Uniwersytet Tokijski. Glowna brama glonwego kampusu jest czerwona.


clubbing | clubbing


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 28.07.2008 :: 05:23 Komentuj (7)

The way of having fun described below is not representative to most of Japanese young people. In clubs with black music, which I presonally enjoy, Japanese are around a half of all guests and even they are not extremely typical Japanese. There were two Japanese girls who went with us - one has spent half of her life in the US and she is now being perceived as so called returnee - not a real Japanese anymore, and the other one was a girlfriend on my American friend. The pictures and the video may give the impression that this is some filthy place, but this is just the aesthetics of rap music videos. Actually nothing scandalous is happening there.

Japonczycy imprezuja na kilka sposobow i akurat ten, ktory przedstawiam ponizej nie nalezy do najczesciej wybieranych. W dzielnicach skupiajacych najwiecej zycia w Tokio - Roppongi, Shibuya, Ikebukuro itd. - mozna znalezc kluby z czarna muzyka, ktore zazwyczaj maja rowniez czarnych wlascicieli i obsluge, a Japonczycy zdarzaja sie za barem lub na podescie dla tancerek. Wsrod gosci, na moje oko, Japonczycy to moze polowa, a reszta to tacy obcokrajowcy jak ja. A i ci Japonczycy to tez nie wszyscy tacy bardzo stereotypowo stuprocentowi, bo na przyklad Rieko - dziewczyna, ktora bawila sie z nami spedzila polowe zycia w Ameryce i jest przez swoich ziomkow postrzegana jako tzw. "ta, co wrocila" (returnee, kikoku joshi), czyli juz nie taka prawdziwa Japonka (to znow temat na osobny artykul).

Istnieja tez kluby z przewaga Japonczykow, gdzie tanczy sie przy japonskim i zagranicznym popie i jest tam zasadniczo bardziej lansiarsko. Podbno, bo jeszcze nie bylam, ale posiwece sie dla badan nad kultura i pojde. ;) W kazdym razie ponizsze zdjecia z komorki przedstawiaja sposob zabawy niereprezentatywny dla wiekszosci japonskiej mlodziezy. Zdjecia, jak i film (produkcji samego klubu), glownie ze wzgledu na wystepujace w nim polnagie tancerki, moga sprawiac wrazenie, ze to jakas Sodoma i Gomora. Nic takiego - po prostu styl raperskich teledyskow wymaga pokazywanie cial w pewnych pozach, ale w samym klubie nikt nikogo nie napastuje, tancerki sie nie rozbieraja, nikt nie uprawia seksu na widoku i w ogole w rzeczywistosci nie ma sie czym gorszyc.



Leaving our stuff in lockers (200 yen). Our group consisted of 5 foreigners and 2 Japanese.
Zostawiamy rzeczy w szafkach (200 jenow). Nasza grupa skladala sie z 5 obcokrajowcow i 2 Japonek.


Entrance is 2000 yen for guys and 1500 for girls (before midnight), unlimited drinks included.
Wejscie kosztuje 2000 jenow dla panow i 1500 dla pan (przed polnoca), w tym drinki bez ograniczen. (W Japonskich warunkach to jak 20 i 15 PLN.)


Inside looks just like every other club. Well, my mobile doesn't have a flash.
Wewnatrz jak w kazdym klubie, czego moze nie widac, bo nie mam flesza w komorce.


The club's dancers do not perform striptease.
Tancerki nie wykonuja striptizu, nawet jesli moze to budzic takie skojarzenia.


Tokyo is so big that it doesn't have the night transport. The last subway train leaves around midnight and the first is around 5 AM. That's why most people dance till morning. Parties are usually over exactly at 5.
Tokio jest tak wielkim miastem, ze nie posiada nocnej komunikacji miejskiej. Ostatni pociag metra odjezdza okolo polnocy, a pierwszy ok. piatej rano, dlatego wiekszosc tanczy do rana. Imprezy koncza sie zazwyczaj rowno o piatej.


The police and rescue teams were waiting just in case in front of the club. Last time when we went to Roppongi, there wasn't sth like that. Maybe this club has worse reputation.
Policja, karetka i straz pozarna czekaly w pogotowiu przed klubem. Kiedy ostatnio bylysmy w w Roppongi, nikt nie stal przed klubem. Moze ten ma gorsza reputacje.


(Link do tego video)




punkt widzenia | a point of view


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 25.07.2008 :: 06:22 Komentuj (7)






[Pref. Saitama, Kasukabe]


The last post about pachinko inspired me to think about a problem that many of us, foreigners may have, and which may influence our relations with Japanese. There are certain elements of the Japanese culture which are percieved differently inside the country and abroad. While rather neutral things, eg. a conviction that all Japanese can make an origami crane don't cause big misunderstandings, matters concerning sex, social problems etc. may trigger some unpleasant surprises when handled without care.

One of these things is "otaku". In the Japanese animation fan communities around the world "otaku" i usually understood simply as a fan, without any negative connotations. But in Japan otakus are regarded as people who got much too absorbed in shallow and not very intelligent hobbies like animation, computer games or the Internet. "Otaku" is definitely not a flattering term, so it may be confusing for your Japanese friends if you introduce yourself: "I'm an otaku!" ;)

The other thing, which is my personal experience is a comic book and a cartoon "Crayon Shinchan" - an amusing series of situations from an everyday life of a family living near Tokyo (in Kasukabe City, where there actually is the Shinchan's Game Center - in the pics). Shinchan is a kindergarten kid speaking like an old man and laughing at his parents' (or generally adults') silly habits. The problem is that he also often laughs at things centerd around his pants and this jokes make some Japanese readers find this comic book vulgar. I've never though of it this way and only in Japan, when I was speaking about it enthusiastically, was I regarded as a person of not particularly refined sense of humour. I actually know a person from Kasukabe who is ashamed when someone says: "Oh, Kasukabe! That's where Sinchan comes from..."


Ostatni wpis o pachinko natchnal mnie do poruszenia problemu, z ktorego zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy, a ktory moze miec znaczacy wplyw na relacje z Japonczykami, kiedy przyjdzie nam znalezc sie wreszcie w naszym wymarzonym kraju. Pewne elementy tutejszej kultury sa postrzegane zupelnie inaczej za granica niz w samej Japonii i jesli nie wie sie, jak to rzeczywiscie tutaj wyglada, mozna sie znalezc w calkiem nieprzyjemnej sytuacji. W wielu kwestiach takie nieporozumienia nie wywoluja konsternacji - na przyklad kiedy przybedziemy z przekonaniem, ze wszyscy Japonczycy potrafia skladac zurawia z origami, a potem dowiemy sie od znajomych, ze oni nie umieja, nikt sie oburzy ani nie obrazi. Jednak w sprawach dotykacjacych sfery seksu, problemow spolecznych, szemranych rozrywek, itp. wyrazanie zbyt wielkiego entuzjazmu moze rzucic podejrzenia na to, czy dobrze jest sie z nami zadawac. ;) Przychodzi mi do glowy kilka takich newraligicznych punktow, co do ktorych w wiekszosci upewnilam sie na szczescie przed przyjazdem do Japonii, choc w jednym przypadku zaliczylam wpadke.

OTAKU
Kiedy okolo dziesieciu lat temu czytalam Kawaii i czekalam w utesknieniem na kolejne odcinki "X Clamp" (piekne to byly czasy), uwazalam, ze jestem otaku, co rozumialam jako: "fan mangi i anime". O ile mi wiadomo, w Polsce (i nie tylko) fani japonskich komiksow nadal maja zwyczaj nazywac sie "otaku" bez zadnych pejoratywnych skojarzen. Termin ten ma jednak w jezyku japonskim inne znaczenie niz jego wersja eksportowa. Poczatek hasla "otaku" w japonskiej Wikipedii dobrze oddaje ogolne pojecie o tym zjawisku: Otaku to okreslenie typu osob o zainteresowaniach niezbyt wysoko cenionych w spoleczenstwie. Sa to osoby pochloniete anime (w znaczeniu i komiksow i filmow animowanych), grami komputerowymi lub ogolnie komputerami (nie chodzi o informatykow).
Otaku sa postrzegani jako osoby, ktorym sie cos w zyciu nie udalo i niepowodzenia rekompensuja sobie kolorowym swiatem fantazji. Sami zazwyczja nie mowia o sobie z duma, ze sa otaku, dlatego obcokrajowiec, ktory tak sie przedstawia moze wywolac rekacje: "A ty wiesz, co znaczy to slowo?"

Otaku nie sa zbyt powazani, poniewaz przesadzaja z czytaniem komiksow, ale czytanie w granicach rozsadku niekoniecznie jest odbierane jako cos negatywnego. Pewnie wiekszosc Japonczykow czytala komiks choc raz w zyciu, nawet jesli nie dla rozyrywki, to jako instrukcje np. skladania rozliczenia emerytalnego (ostatnio sie na taki natknelam). Jeden z moich wykladowcow przyznal sie, ze lubi w wolnych chwilach poczytac mange.

Sa jednak miejsca i osoby komiksom nieprzychylne. W prestizowym meskim liceum Komaba przy Uniwersytecie Tsukuba czytanie komiksow postrzegane jest przez samych uczniow jako rozrywka wulgarna i prosta. Z kolei w liceum, gdzie angielskiego uczy Esther (bohaterka jednego z wczesniejszych postow) komiksy sa zakazane w kodeksie szkoly. Esther dowiedziala sie o tym, kiedy na poczatku kariery nauczycielki zostala zrugana przez swoja wspolpracowniczke za czytanie mangi w pokoju nauczycielskim. Mam tez wielu znajomych Japonczykow, ktorzy w ogole nie orientuja sie w swiecie mangowych wydawnictw. (Ale i wielu, ktorzy czytaja, nawet podczas wykladow.)

CRAYON SHINCHAN
To moje osobiste doswiadczenie. Crayon Shinchan znany jest w polskiej telewizji w wersji animowanej, a mnie raczej w wersji komiksowej, ktora nawet zdarzylo nam sie tlumaczyc na zajeciach na UAM'ie. Shin-chan to przedszkolak gadajacy jak stary i robiacy sobie okrutne zarty z rodzicow i innych doroslych, najczesciej obnazajac ich slabostki i glupie zachowania. Niestety, drugi ulubiony rodzja zartow malego bohatera skupia sie w jego wlasnych gaciach, i z przodu i z tylu. Jak widac na zdjeciach z Salonu Gier Shinchana w miescie Kasukabe (miejsce akcji), poza figurami calej rodziny (Shinchan to ten w czerwonej koszulce), atrakcje stanowia tylki i tym podobne.

Mimo ze tylki etc. znacznie ustepuja liczba naprawde zabawnym zartom na temat codziennosci i ludzkich nawykow, to jednak swym charakterem zwracaja uwage czytelnika bardziej niz smianie sie z malzenskich klotni i, jak sie okazuje, przez wiele osob komiks ten postrzegany jest glownie jako wlasnie prostackie pokazywanie pupy. Ja osobiscie uwazam go za zabawny i smiesza mnie nawet te sporne zarty, ale wiem juz, ze lepiej nie mowic z entuzjazmem przy obiedzie: "Z mangi to ja lubie Shinchana poczytac!" ;)

Dwie osoby zareagowaly na to uprzejmym poblazaniem: "Ach, tak...?", jeden chlopak powiedzial mi wprost: "Wiesz co, ja nie przepadam, bo to jednak humor dosyc niskich lotow...", a jedna dziewczyna zwierzyla mi sie: "No ja jestem z Kasukabe i duzo ludzi, jak sie dowiaduje, to pyta o Shinchana, a mi wtedy tak troche wstyd... Wiesz, ze autor chodzil z moim tata do szkoly? I pamietam, ze jak na poczatku ten komiks mu sie nie sprzedawal, to zona pracowala, a on sie zajmowal dziecmi. I tak rysowal z wlasnego doswiadczenia, hi hi! No ale jednak nie kazdy reaguje tak pozytywnie jak ty i wole, jak nie pytaja..."

No kto by sie spodziewal? Taki fajny komiks... ;)


pachinko | pachinko


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 23.07.2008 :: 05:54 Komentuj (9)


[Tokio, Itabashi, Ooyama]


[Tokio, Toshima, Ikebukuro]


Nicolas Cage has starred in a tv commercial of a pachinko parlol (link below) but he shouldn't be really proud of himself showing symptoms of a gambling addiction. Overseas pachinko is often percieved as an exciting Japanese thing that one has to try out when visiting the country. But in Japan it actually is seen as what it is - just gambling, similar to slot machines, which by the way are now usually available in the same places as pachinko. There are four pachinko parlors on the shopping street near my dorm. And six drugstores. Every morning there are lines of people waiting to be the first customers. And, curiously enough, they don't look like Hollywood actors.

W tej reklamie Nicholas Cage wyjawia, ze w Japonii najbardziej podoba mu sie pachinko. Zdradza wrecz objawy ostrego uzaleznienia. Wszystko wyglada bardzo zabawnie, a osoba Cage'a dodaje atrakcyjnosci grze, nie postrzeganej zazwyczaj jako zwykly hazard, lecz jako kolejny element barwnej japonskiej kultury, ktorej koniecznie trzeba sprobowac podczas wycieczki do kraju wisni kwitnacej i wschodzacego slonca.

Ale tak naprawde Nicholas Cage nie powinien byc z siebie dumny. To tak, jakby wystapil w polskiej reklamie "jednorekiego bandyty" - maszyny, przy ktorej siedza zazwyczaj smutni panowie w podejrzanych knajpach zasnutych dymem papierosowym i oparami wodki.

Salony pachinko nie sa ciemne, wrecz przeciwnie - to wielkie sale, intensywnie oswietlone, upstrzone kolorowymi plakatami (zazwyczaj z paniami w bikini lub bohaterami kreskowek) i plastikowymi ozdobami, tak glosne od muzyki i dziewkow z maszyn, ze nie da sie tam rozmawiac.

Po wejsciu kupuje sie tacke lub wiaderko z metalowymi kulkami. Najmniejszy pojemnik kosztuje bodajze 1000 jenow (Kiedy raz postanowilam sprobowac, doszlam do wniosku, ze jednak nie jest to doswiadczenie warte takich pieniedzy.) Nastepnie kulki wrzuca sie do maszyny, co wywoluje skomplikowany proces opisany szczegolowo w angielskiej Wikipedii, a ktory sprowadza sie do tego, ze kulki przelatuja przez nia na kolorowym i migajacym lampkami tle, i w wiekszosci znikaja w jej trzewiach. Grajacy ma taki wyplyw na przebieg wydarzen jak uzytkownik "jednorekiego bandyty" - moze raz nacisnac przycisk lub dzwigienke i czekac bezmyslnie na cud.

Na ulicy handlowej w poblizu mojego akademika sa cztery salony pachinko. Aptek jest szesc. Wiekszosc otwiera sie okolo dziewiatej rano. Na moj negatywny stosunek do tego procederu ma zapewne wplyw widok kilkunastoosobowych kolejek, ktore ustawiaja sie kazdego ranka przed zamknietymi jeszcze drzwiami tych "rajow". Stoja tam mlodzi, starzy, kobiety, mezczyzni - ale jakos nikt z tych nalogowcow nie wyglada na bogatego amerykanskiego aktora...


bilet na posilek | a meal ticket


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 14.07.2008 :: 03:27 Komentuj (4)




[Tokio, Itabashi, Ooyama, Matsuya]


In every language there are terms which can be comprehended fully only when experienced. To me one of them was "a meal ticket", widely used in Japan but never in Poland or Canada. It's the most common way of paying in bars with cheaper food. Next to the entrance door there's a machine with big buttons on which there are the meals' names, pictures and prices. After inserting the required sum of money, you chose the meal and a little ticket pops out. Then you give the ticket to a waiter and wait for the meal. This way people save the time on paying at the cashier and staff's time on waiting till the customer decides what to eat. In family restaurants and rather expensive restaurants customers pay at the cashier after the meal, not at the table. In fast food bars they pay at the cashier before getting a meal.

W kazdym jezyku sa takie pojecia, ktorych nie zrozumie sie do konca, poki sie ich nie doswiadczy. Zjawiska, przedmioty charakterystyczne dla kultury, z ktorej wywodzi sie dany jezyk; slowa, dla ktorych w innych jezykach niekoniecznie istnieja scisle odpowiadajace im terminy; wyrazenia, ktorych nie da sie przetlumaczyc bez odpowiedniego wyjasnienia, bez nakreslnenia tla. Dlatego tak wazne w nauce jezyka jest rowniez poznanie stojacej za nim kultury.

O ile takie "jablko" ma bezposrednie odpowiedniki w wielu jezykach (ale juz niekoniecznie niesie takie same skojarzenia - w Polsce jablko to najpospolitszy i najtanszy owoc, a np. na Sri Lance takim owocem jest banan), o tyle np. polskie "flaczki" (jako nazwa potrawy) juz nie.

Mnie osobiscie klopoty poznawcze sprawil "bilet na posilek". Nauczylismy sie tego slowa bodajze juz na pierwszym roku na zajeciach ze znakow (kanji). Shokken - shoku - posilek/jedzenie + ken - bilet. Dowiedzielismy sie, ze Japonczycy czasami kupuja bilety na jedzenie. Aha... Ok, cokolwiek... Zrozumialam, ze jedzenie i ze bilet, nauczylam sie, zdalam i pomyslalam, ze to kolejne dziwaczne slowko, ktorego nikt nie uzywa, ale ktorego my sie musimy nauczyc, bo tak to juz jest na filologiach.

A w Tokio okazalo sie, ze bilety na posilki to calkiem powszechny sposob na szybkie i sprawne placenie w barach, stolowkach i tanszych restauracjach. Przy wejsciu do lokalu stoi automat z calym menu przedstawionym na przyciskach. Kazdy przycisk na powyzszej fotografii przedstawia nazwe potrawy, jej zdjecie oraz cene. Po wrzuceniu monet lub wsunieciu banknotu, zaswieca sie zielona lampka pod przyciskami, ktorych ceny mieszcza sie we wrzuconej kwocie. Jezeli danej potrawy nie ma, swieci sie lampka czerwona - napis: "wyprzedane".

Po nacisnieciu przycisku, z maszyny wypada bilecik. Aby dostac reszte, trzeba zazwyczaj nacisnac osobny przycisk. Przy stoliku lub barze (ladzie) bilet odbiera osoba z obslugi i po chwili przynosi gotowe danie. W ten sposob oszczedza sie czas na placeniu rachunku w kasie oraz czas kelnerow, ktorzy nie musza stac na klientem, kiedy ten zastanawia sie nad menu.

Takie rozwiazanie stosuje sie zazwyczaj w barach z tanim i szybkim jedzeniem, odpowiadajacych naszym barom mlecznym, choc nie do konca. W tzw. restauracjach rodzinnych oraz drozszych restauracjach rachunek placi sie w kasie przy wyjsciu, a nie przy stoliku, jak to najczesciej bywa w Polsce. W barach fast-food placi sie przy kasie przed odbiorem jedzenia, czyli tak jak wszedzie.


hortensje | hydrangea


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 25.06.2008 :: 00:38 Komentuj (7)








In Japan hydrangea is a symbol of summer. There are soooo many beautiful pictures of it on the net, that I'm going to show hydrangea before blooming, less popular hydrangea and the back of hydrangea. ;)

Mają w tej krainie tendencje do kojarzenia rożnych rzeczy z porami roku. Np. wśród potraw wiele jest specjałów, na które przychodzi sezon i bez których niektórzy nie wyobrażają sobie danej pory roku. Wiosną na przykład wszyscy czekali, aż będzie można się delektować młodymi pędami bambusa.

Również kwiaty mają swoje pory. Wiosna to kwitnące wiśnie, a lato - hortensje zwane po japońsku ajisai. Pięknych zdjęć hortensji jest w internecie mnóstwo (np. tu i tu), wiec, aby nie mnożyć niepotrzebnie informacji, pokażę hortensje nierozkwitłe, mniej popularna odmianę hortensji (kaku ajisai) oraz hortensje od tyłu. ;)



pokój na palcach | peace on fingers


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 17.06.2008 :: 12:23 Komentuj (8)


[Tokio, Chiyoda, Hayabusa-chō]


When Japanese pose for pictures, they often show the V-sign. It doesn't really mean anything - there's no peace message in it - they just got used to it and don't have to think what pose to take everytime there's a picture beign taken. According to the Japanese Wikipedia, the gesture was popularized by Jun Inoue (singer and actor) who made it in a photo camera commercial in 1972.

Emka zapytała w komentarzach, o co chodzi z tym pokazywaniem dwóch palców na zdjęciach. Otóż nie znaczy to nic konkretnego, pozujący nie starają się jakoś szczególnie przekazać światu przesłania, byśmy dążyli do pokoju – po prostu tak im weszło w krew i kiedy widzą aparat, to nie muszą się zastanawiać, jak się ustawić, jaką zrobić minę, gdzie dać ręce. Znak pokoju i szeroki uśmiech to bardzo wygodne rozwiązanie. Na tyle wygodne, że i obcokrajowcy mieszkający w Japonii szybko się do niego przyzwyczajają.

Genezę opisano w japońskiej Wikipedii pod hasłem "Piisu sain" (z ang. peace sign):

Do lat '80 XX w. wśród dzieci zapanowała moda na pokazywanie znaku pokoju i wołania: "piisu" podczas pozowania do zdjęć, szczególnie tych z wycieczek szkolnych. Nie jest pewne, skąd wziął się ten zwyczaj, ale istnieje teoria, że uczniowie zaczęli naśladować widzianych w telewizji studentów z Ogólnokrajowego Studenckiego Związku Aktywistów*, którzy często wykonywali ten gest.

Natomiast za początek pozowania ze znakiem pokoju wśród dorosłych Japończyków uważa się reklamę aparatów fotograficznych z 1972 roku, w której piosenkarz i aktor Jun Inoue zaimprowizował taki gest. Na zdjęciach sprzed tego wydarzenia pozujący nie pokazują znaku pokoju, co pozwala sądzić, że właśnie ono jest źródłem tego zwyczaju.


Co ciekawe, w anglojęzycznej Wikipedii wprowadzenie znaku pokoju u dorosłych przypisuje się amerykańskiej łyżwiarce figurowej, przy okazji aktywistce na rzecz pokoju, która również w 1972 roku stała się w Japonii popularna, a później pokazywano ją w japońskiej telewizji wykonującą ów gest. W japońskim haśle nie ma o niej ani słowa.

* (jap. Zengaku Kyōtō Kaigi) związki studentów, które powstawały na uczelniach w całej Japonii w okresie aktywności ruchów studenckich w końcu lat '60 XX w.


uwaga! wpis dla dorosłych! | caution! adult post!


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 13.06.2008 :: 14:29 Komentuj (2)

As I sometimes look through Japanese fashion magazines for women, I find those stories about the readers' sexual lives. I don't know what it looks like in other countries, but comparing to the Polish standards, the Japanese confessions are quite open as for fashion magazines. I've translated a few into Polish and there's one of them in English:
A very busy night
At night during an integration trip five of my male older collegues called me out of my room. Each of them was hitting on me and I didn't have the strenght to refuse, and I was drunk, so finally I ended up having sex with the third and the fifth, the most handsome ones. I was sooo busy that night.
Miki Yamasawa, Ist year, N. Women University


Czasami w drodze spod prysznica biorę sobie jakąś gazetkę ze stosu makulatury. Ponieważ mieszkam w żeńskim akademiku, to i gazetki są wyłącznie babskie. Sama moda, jakieś kosmetyki i oczywiście porady miłosne, w ramach których czytelniczki dzielą są swoimi doświadczeniami seksualnymi. Na początku zdziwiła mnie otwartość tych wyznań, bo mam wrażenie, że czytelniczki polskich czasopism o modzie nie są aż tak wylewne. Natomiast przy tej konkretnej publikacji po raz pierwszy rzucił mi się w oczy wiek bohaterek. No ale ponieważ nie jestem tu po to, by oceniać, tylko by informować, zapraszam do lektury fragmentu czasopisma Ray, nr 209, kwiecień 2005.




[Ray]


Miłość i seks – odważne wyznania

Każda z nas je ma - historie, których nie można opowiedzieć nawet przyjaciółce. Oto wyniki wywiadu wśród 100 czytelniczek Ray. Hasło przewodnie: ”wreszcie to powiem!” Najciekawsze anegdotki podzieliliśmy wg miejsca akcji i prezentujemy w Wielkim Publicznym Wyznaniu!

Spotkania integracyjne i wyjazdy firmowe

Wciągnęła mnie atmosfera miejsca
W kulminacyjnym momencie imprezy dziewczyny zaczęły, jedna po drugiej, znikać ze starszymi kolegami. Kiedy w pokoju zostało nas już niewielu i przyszła moja kolej, opadła mnie ta nagląca myśl: ”No muszę iść, muszę iść!” I tak dałam się ponieść atmosferze i też skończyłam w łóżku.
Akiko Honda, II rok, Uniwersytet H.

Bardzo pracowita noc
Nocą podczas wyjazdu integracyjnego zawołało mnie pięciu starszych kolegów. Każdy się do mnie przystawiał, a ja nie miałam siły odmówić, no i do tego byłam pijana i w końcu zrobiłam to z trzecim i piątym, bo byli bardzo przystojni. Oj, ale byłam zajęta tamtej nocy...
Miki Yamasawa, I rok, Uniwersytet Żeński N.

Seks na oczach wszystkich
Piliśmy wszyscy w jednym dużym pokoju. Miałam wtedy romans z kolegą z pracy i zaczęliśmy się kleić do siebie na materacu w rogu pokoju. To pewnie też przez alkohol wyszło tak, że przestaliśmy zwracać uwagę na innych i skończyło się na seksie przy wszystkich. Jak sobie teraz to przypominam, to chcę się zapaść ze wstydu pod ziemię.
Kari Kawano, pracowniczka firmy, 23 lata

Dopadłam go i dostałam, czego chciałam!
Weszłam do pokoju, gdzie siedział mój starszy kolega, który mi się podobał i... przypuściłam wściekły atak. Inni wiedzieli już, że mam na niego oko, więc uprzejmie zostawili nas samych. Zaczęłam od masażu, atmosfera zrobiła się gorąca, i wtedy był już mój! Kiedy udało mi się zrobić z tego ogólnie znany w firmie fakt, on nie miał już jak uciec i został moim wspaniałym kochankiem.
Mariko Kawasaki, pracowniczka firmy, 24 lata

Szok po przebudzeniu
Rankiem podczas wyjazdu integracyjnego obudziły mnie jakieś odgłosy, a kiedy się zorientowałam, co to, to przeżyłam szok! Mój starszy kolega, z którym zeszłego wieczoru bardzo miło mi się rozmawiało i z którym skończyłam w łóżku, był właśnie w trakcie ”zabawy” z jakąś inną laską! Byłam tak zdegustowana, że aż nie mogłam otworzyć oczu. Leżałam tak przy nich i czekałam aż skończą. A on mi się naprawdę podobał... Co za j*bak!
Akane Otsuka, I rok, Uniwersytet A


wszystko jedno, kogo | doesn't matter whom


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 09.06.2008 :: 16:08 Komentuj (11)


Yomiuri Online

The English verision is here: Mainichi Online. It's Mainichi, not Yomiuri, because the English version of Yomiuri has still the old news, about only 5 people killed.

[tłumaczenie dosłowne, z zachowaniem japońskiego stylu donoszenia o przestępstwach]

Yomiuri Online, 8 czerwca 2008, 19:32
Akihabara: 25-latek morduje w biały dzień 7 osób, 11 rani

Tokio: 8 czerwca, 35 minut po południu w okolicach dworca Akihabara (Chiyoda, Soto-kanda 1) mężczyzna wjechał z zachodu samochodem ciężarowym w tłum przechodniów na skrzyżowaniu i przyległym chodniku, potrącił kilka osób, po czym zatrzymał samochód. Wysiadł i, wydając szaleńcze okrzyki, atakował kolejnych przechodniów nożem surwiwalowym. Według policji, do szpitala przewieziono 18 osób, 15 mężczyzn i 3 kobiety, a 7 osób, 6 mężczyzn i 1 kobieta, zmarło. Mężczyzna zaczął uciekać w kierunku południowo-zachodnim, ale po 100 metrach został zatrzymany na gorącym uczynku pod zarzutem usiłowania zabójstwa, przez funkcjonariuszy z posterunku Manseibashi.

Mężczyzna zeznał: "Przyjechałem na Akihabarę, żeby zabijać ludzi. Było mi wszystko jedno, kogo." Śledztwo prowadzi powołany na posterunku Manseibashi specjalny oddział zajmujący się sprawami zbrodniarzy mordującymi przypadkowe ofiary.

Według oświadczenia policji, zatrzymany to Tomohiro Katō, 25-letni mieszkaniec dzielnicy Tomizawa w mieście Susono w prefekturze Shizuoka, zatrudnienie nieznane. Według informacji ze szpitala, do których przewieziono ofiary, o godz. 18.30 (8 czerwca) potwierdzono zgon pani Mai Mutō (21 lat) oraz 6 mężczyzn w wieku 19, 20, 29, 33, 47 i 74 lat. Jednym z rannych jest funkcjonariusz wspomnianego posterunku (53 lata). Według funkcjonariuszy Tokijskiej Straży Pożarnej, około połowa rannych została zaatakowana od tyłu.

Z informacji Główniej Komendy Policji Metropolitarnej Tokio wynika, że podejrzany Katō w wynajętym samochodzie ciężarowym jechał zygzakiem deptakiem Kanda-Myōjin Doori i potrącał przechodniów. Zeznał: "Byłem zmęczony życiem. Znienawidziłem świat."

Miejsce wypadku tzw. to Dzielnica Elektroniki Akihabara - w chwili zbrodni chodniki i deptaki były zatłoczone przez kupujących.

Oryginał
Wersja wcześniejsza (19:10)
Zdjęcia

PS. Nie mówcie nikomu, że ukradłam zdjęcie.


kolejka | a line


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 08.06.2008 :: 11:45 Komentuj (0)


[Tokio, Toshima, Ikebukuro]


[Tokio, Taitō, Senzoku]


In Japan, if people want to eat something delicious, they can even wait in front of the restaurant if it's crowded, as in the first picture. They never wait for a seat in cheap chain bars. The second picture shows one of the places where I waited - it was November, so the owner had put a little stove at the entrance, so the guest wouldn't get cold.

W Japonii dobra kuchnia jest na tyle ważna, że można nawet czekać na nią w kolejce przed lokalem. Jak już pisałam wcześniej, pora lunchu jest powszechna, a więc około południa w mieście robi się tłoczno. Z doświadczenia wiem, że w Polsce lub w Kanadzie kiedy wybranej restauracji nie ma miejsc, zazwyczaj (chodź nie zawsze) idzie się do innej. Natomiast tutaj się czeka. Zapewne i dlatego, że wszędzie jest pełno ludzi, ale przede wszystkim dlatego, że klient chce zejść właśnie tam i nigdzie indziej. Ludzie kończą pracę o różnych porach i wieczorami nie ma już takiego nawału klientów, a mimo to są miejsca, gdzie ustawiają się kolejki. A z drugiej strony w różnych sieciowych tanich barach: z gyūdonem (ryż z potrawką z wołowiny), z fast foodami, z pączkami i kawą, nikt nie czeka, jeśli nie ma gdzie usiąść.

Na drugim zdjęciu jedno z miejsc, gdzie sama czekałam przed drzwiami. Ta restauracja z tempurą (owoce morza, warzywa w charakterystycznej panierce) słynna jest oczywiście z powodu jedzenia, ale też z tego, że działa już od ponad stu lat, cały czas w tym samym budynku. Były wtedy listopad i żeby czekający nie marzli, to przy stołeczkach stał mały ceramiczny piecyk na gaz. A tu widać, czego się doczekałam.


panowie wysiadają | get off, guys!


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 06.06.2008 :: 19:25 Komentuj (10)



 
[Tokio, Chiyoda, Stacja Kokkai Gijidō-mae (Station)]


The Women Only cars in the Tokyo subway trains were invented to protect ladies from perverts touching them on a crowded morning train. Also, to protect ladies from guys who take pictures of their crotches when they fall asleep on a train when seated, it's now impossible to turn off the sound of a shutter in a moblie phone's camera. What's more, males are usually not allowed to enter the purikura (little photo-stickers) machines if not accompained by a woman (in some places they're not allowed at all). It's because there have been incidents of guys installing little cameras in the mashines to peep at girls during their photo sessions.

Pociągi na większości linii tokijskiego metra (a może i na wszystkich) mają po jednym wagonie zarezerwowanym wyłącznie dla kobiet w godzinach porannych w tygodniu. Jest to sposób na pewnych panów, którzy wykorzystywali godziny szczytu do obmacywania pań.

Kiedy z kolei w pociągach było luźniej i można było usiąść i patrzeć na ludzi z naprzeciwka, rezolutni zboczeńcy, udając że piszą wiadomości, robili zdjęcia paniom, które przysnęły i nie panowały nad swymi rozchylającymi się kolanami. Od kilku lat w żadnym telefonie komórkowym nie można wyłączyć dźwięku robienia zdjęcia, nawet jeśli ustawi się telefon na tryb zupełnie cichy.

Ofiarami podglądaczy padały też panie w maszynach do purikury. Panowie, udając, że robią sobie małe zdjęcia-nalepki, montowali w maszynach kamerki, które nagrywały kolejne klientki podczas sesji. Od pewnego czasu większość kącików z purikurą opatrzona jest zastrzeżeniami, że panowie mają wstęp wyłącznie w towarzystwie pań, a gdzieniegdzie nie mają w ogóle.


obcy vs... | alien vs... ;)


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 02.06.2008 :: 16:54 Komentuj (16)








This is to certify that I'm an alien. ;) But seriously, I find my certificate very useful. There are people who criticize the xenophobic Japanese for discriminating foreigners with such document, but come to think of it, the foreigners usually don't even have to show their cards to prove they're not Japanese. ;)

In different countries I've encoutered the problem of document verification - usually in clubs while proving my age, when naturally those big guys at the entrance had no idea if my Polish IDs weren't fake. While in Japan every person who stays here for more than three months (needs a visa, btw) gets a universal ID recognized in every institution or shop all across the country. No need to show your passport, visa, school ID or whatever.


W Japonii można przebywać bez wizy do trzech miesięcy. Natomiast wszyscy zostający tu dłużej mają obowiązek wyrobienia sobie tego oto "certyfikatu rejestracji obcego". Brzmienie nazwy, ten "alien", trąci pewnie nieco dyskryminacją, ale tak po prawdzie, to to jest bardzo wygodne rozwiązanie.

W kilku państwach spotkałam się z całkiem naturalnym problemem weryfikacji dokumentów podczas potwierdzania swojej pełnoletności różnym ochroniarzom (selekcjonerom?) w klubach. Często nie byli przekonani do mojego dowodu osobistego, legitymacji szkolnej, karty studenta, itp., ponieważ nie znali wzorów polskich dokumentów i nie mieli jak sprawdzić, czy nie są to podróbki. Podobnie ilu z nas wie, ja wygląda np. kanadyjskie prawo jazdy i byłoby w stanie stwierdzić z minutę, czy ktoś nas nie oszukuje? Z oczywistych powodów nie biorę ze sobą do knajp paszportu, który zresztą i tak pewnie każdemu bramkarzowi wydałyby się egzotyczny.

Nikt, kto nie jest urzędnikiem emigracyjnym, nie ma obowiązku znać wzorów dokumentów wszystkich państw, których obywateli musi z jakiegoś powodu legitymować i już raczej powinność potwierdzenia swojej tożsamości leży po stronie gościa w danym kraju. I tutaj właśnie świetnie sprawdza się karta aliena, wydawana na podstawie paszportu, którego weryfikację przeprowadzają najpierw urzędnicy na lotnisku, a później pracownicy urzędu dzielnicowego. Ludzie, którzy się na tym znają, potwierdzają dane osobnika i wydają mu uniwersalny, uznawany w całej Japonii dowód tożsamości.

Z tą kartą można nie tylko wejść do klubu (można też bez, jeśli się dobrze wygląda), ale również założyć konto w banku (z kartą kredytową), abonament na komórkę, wykupić imienny bilet miesięczny, zapisać się do wypożyczalni dvd, na basen, itp., itd. Działa to prawie tak jak dowód osobisty (nie można z tym głosować) - każdy usługodawca ma wiarygodny dowód tożsamości klienta, a przede wszystkim jego legalnego pobytu w Japonii.

Słyszałam głosy, że to stygmatyzacja obcokrajowców przez ksenofobicznych Japończyków, ale tak się jakoś składa, że i bez oglądania mojej karty ludzie biorą mnie za obcokrajowca... ;) Innym problemem jest obowiązek okazania karty na każde żądanie policjanta lub urzędnika imigracyjnego, ale o tym jutro.


chińskie zupki | instant noodles


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 30.05.2008 :: 16:01 Komentuj (8)








The highest consumption of instant noodles in Japan is being noted in the northern prefectures (in Aomori even 60 cups per person in a year), while the lowest is observed in Okinawa. It seems to be related to long winters in the north, where big quantities of fallen snow don't really encourage people to go out for shopping.

Okazuje się, że największe spożycie takich zupek instant w Japonii odnotowuje się w północnych prefekturach (w Aomori nawet średnio 60 misek na osobę rocznie), a najmniejsze na Okinawie. Jak podejrzewają autorzy notatki prasowej na ten temat, wiąże sie to zapewne z długimi zimami, podczas których na dworze zalegają grube warstwy śniegu, niezbyt zachęcające do wycieczek na zakupy. Innymi słowy, im więcej jesz zupek, tym częściej siedzisz w domu. Aż mi wstyd, że mam dwie. ;)


chore serca | ill hearts


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 29.05.2008 :: 17:17 Komentuj (2)


[Shūkan Kin'yōbi]


Pułapki czystego społeczeństwa, cz. II:
CHORE SERCA CZYSTEGO SPOŁECZEŃSTWA
Lepiej, żeby było czysto niż brudno, a to też jest kwestia umiaru. Przesadna czystość rodzi swego rodzaju chorobę duszy.

Kōichirō Fujita
ur. 1939, profesor nadzwyczajny Tokijskiej Akademii Medycyny i Stomatologii, profesor Uniwersytetu Nauk Humanistycznych, autor wielu publikacji, m.in. "Czystość jest chorobą", "Brudek - nauka o zdrowiu"




Dobrze jest dbać o czystość. Jednak dbałość nadmierna prowadzi do obniżenia odporności i wystąpienia takich dolegliwości jak atopia lub astma. Japonia stała się najbardziej na świecie przesadnie czystym środowiskiem.

My, żyjący w czystym społeczeństwie, całkowicie wyeliminowaliśmy brud nie tylko fizyczny - również nasze oczekiwania wobec tego, jacy powinni być ludzie, zupełnie się ujednoliciły. Staliśmy się społeczeństwem, w którym nie widać odmienności. Nie zauważamy jednak, że w takim społeczeństwie, pozbawionym elementu innego, nie ma spokoju ducha.

Większość brutalnych zbrodni, które wstrząsnęły nawet światem wydarzyła się w porządnych dzielnicach, gdzie nie było widać żadnego odstępstwa od normy. W niespokojnych okolicach, zamieszkałych przez różnych ludzi, w miejscach, gdzie niejedno zobaczysz, nie zdarzają przypadki zabicia z zimną krwią rodzonego dziecka lub rodziców, którzy dali mordercy życie.

My, ludzie, jesteśmy istotami tworzącymi cywilizację i kulturę. Dlatego tak musiało być, że nasze otoczenie czynimy wciąż jeszcze czystszym, jeszcze przyjemniejszym, jeszcze wygodniejszym. Ale stworzyliśmy też wielką pułapkę. Komórki, z których się składamy, są takie same jak dziesięć tysięcy lat temu i nawet jeśli żyjemy w nowoczesnym świecie, to dopóki nie postaramy się żyć w warunkach zbliżonych do tych sprzed dziesięciu tysięcy lat, dopóty nie osiągniemy zdrowia fizycznego i psychicznego.

Stworzone przez nas czyste społeczeństwo likwiduje brud i odmienność, czego rezultatem jest wzrastająca liczba osób cierpiących na choroby umysłowe.

Choroba polegająca na wciąż powtarzanym myciu rąk zwie się syndromem szopa pracza [dosłowne tłumaczenie terminu japońskiego, po polsku "fobia czystości"?]. Są też ludzie, którzy nie spoczną dopóki po wielokroć nie sprawdzą wszystkich kurków przy kuchence i kranie, wszystkich kluczy w drzwiach, itp. To również choroba, zwana syndromem klucza w drzwiach [dosł. tłum. jap.].

Wzrosła liczba osób cierpiących na zaburzenia psychiczne nazwane zbiorowo nerwicami natręctw. Myją bez przerwy ręce w obawie przed bakteriami, sprawdzają co chwilę klucze w drzwiach, etc.

Ostatnio producent słodyczy, firma Meiji przeprowadziła ankietę: "Nerwice natręctw na tle czystości". Wzięły w niej udział 20 063 osoby powyżej piętnastego roku życia. Wyniki wskazują, że jedna na dwadzieścia badanych osób może cierpieć na tego rodzaju nerwicę, z czego najwięcej osób chorobliwie brzydzi się mikrobów lub fekaliów.

Odkryto, że u osób dotkniętych nerwicą natręctw występują zaburzenia w przewodzeniu impulsów nerwowych. To powoduje, że niezależnie ile razy chory umyje ręce lub zamknie drzwi, z mózgu nie dociera sygnał, że już wystarczy.

"Dbam o to, żeby nie stawać na progu, kiedy przechodzę przez drzwi." "Na rogach budynków skręcam zawsze pod kątem prostym". Ludzie o takich skłonnościach sami zdają sobie sprawę z tego, jakie to głupie, ale nie potrafią przestać. Nie rozumieją, dlaczego tak się dzieje, a to z kolei wywołuje w nich niepokój. A po prostu nie pozwala im na to mózg. Jeśli te objawy się nasilą, to jest to już nerwica natręctw.

Czyste społeczeństwo przyniosło nam, ludziom współczesnym, dolegliwości alergiczne w rodzaju atopii lub astmy, a także "choroby duszy" - nerwice natręctw.


Źródło: Shūkan Kin'yōbi (tygodnik "Piątek"), nr 702 z dnia 16.05.2008


archiwum | archive
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

linki | links
Scholars about Japan
Japoniści o Japonii

Japonica Creativa

kategorie | categories
the city | miasto i okolice(55)
heritage | świątynie i zamki(11)
culture | kultura i sztuka(15)
people | ludzie i historia(34)
life | Ĺźycie i zwyczaje(65)
PL in JP | polska w japonii(7)

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl