t o k i o i o k o l i c e
tokyo and surroundings

Welcome to Japan which sometimes is so different from Canada or Poland that I just have to take a picture. And sometimes so ordinary that... I have to do the same to prove that Japan is not the stereotypical essence of exotic but a country where people live quite like the others. English text is a summary of Polish explanation, however do not hesitate to follow the links, as they usually lead to Japanese and English websites anyway. And pardon my English, please. ^_^v

Zapraszam do Japonii w której nie wszystkie kobiety to gejsze lub lolity z Harajuku i nie wszyscy mężczyźni mają czarny pas w karate, do Japonii, w której nie panuje kult kapcia, w której nie każdy posiłek to surowa ryba i w której nie istnieje zawód "upychacza pasażerów do pociągów metra", et cetera, et cetera…

Zapraszam do Japonii, w której codziennie po prostu jeżdżę na uczelnię, w drodze powrotnej po prostu kupuję mleko, chleb, pomidory, w której co tydzień robię pranie, oglądam seriale, a co miesiąc płacę rachunek za komórkę i kupuję podpaski (sic! w Japonii ma się wszystko tak samo jak w Polsce!).

Na moich zdjęciach postaram się pokazać ten kraj takim, jakim naprawdę jest - czasem rzeczywiście tak różnym do Polski, że aż wyjmuję aparat, ale najczęściej tak mało egzotycznym, że… też wyjmuję aparat, by mieć dowód na to, że Japonia to nie gabinet osobliwości, tylko miejsce, gdzie ludzie żyją podobnie jak my.


Marta Newelska
studentka V roku japonistyki na | pursuing Masters in Japanese at
UAM Poznań,
członkini i były prezes | member and former president of
Japonica Creativa,
członkini organizacji | member of
Japan Return Programme,
obecnie stypendystka na | currently a scholarship recipient at
Tokyo Ochanomizu University
e-mail: mishima(at)wp.pl



We have to move on...


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 03.09.2009 :: 23:12 Komentuj (9)




Wiecie co, jednak nic już z tego nie będzie. Nie wrócę do pisania dlatego, że wyprowadziłam się do Kanady, bo tu jednak nie chodzi o samą zmianę miejsca, atmosfery, ani też o fakt życia w obcej kulturze. Bo o Kanadzie na przykład wcale mi się pisać nie chce, gdyż mnie po prostu nie fascynuje, nie zadziwia (hmm, może nawet czasem zadziwia, ale nie aż tak, żeby o tym blogować – raczej tylko tak, żeby komuś na gg powiedzieć). Z Japonią było całkiem inaczej. Każde wyjście na uczelnię, na karaoke czy nawet po zakupy odkrywało przede mną wciąż nowe fakty, ciekawostki, zjawiska, które ja przyjmowałam z tym nieuleczalnie entuzjastycznym nastawieniem. I kiedy przychodziłam do domu, miałam potrzebę dzielenia się swoim zdziwieniem i tak jakoś ten blog się rozwijał siłą mojej fascynacji. I teraz kiedy tak siedzę w Toroncie zajęta czymś zupełnie innym (szukanie pracy w japońskim biznesie, martwienie się o swoje publikacje, żeby mi imponująco wyglądały na studiach doktoranckich, etc.) zdaję sobie sprawę, że takie teksty rodzące się wprost z radosnego zdziwienia można pisać tylko na gorąco, będąc jeszcze pod świeżym wrażeniem nowych doświadczeń. W tej chwili z perspektywy czasu, na chłodno, mogę te teksty tylko redagować, ulepszać merytorycznie, co też czynię na użytek przyszłego, mam nadzieję, druku. Natomiast nie mogę już napisać nic równie szczerego i spontanicznego, jak w zeszłym roku.

ALE

Jakież mamy szczęście, że poznańska japonistyka nie skończyła się na moim roczniku! ;) Następni studenci pojechali, doświadczyli (w tej chwili nawet doświadczają) i piszą, zdjęcia pokazują – dzielą się swoją Japonią, w tej chwili oglądaną, słyszaną, dotykaną. Przed Państwem Olga i Adam! :)

krajwschodzacejkapusty.wordpress.com




Na przeczekanie


Główna Link 28.06.2009 :: 19:21 Komentuj (12)







by Satoshi Miyashita



Japońskie morze, japońskie wodorosty, japoński wschód słońca, japońskie nogi w japońskich butach. Po obu stronach obiektywu Japończyk. Zdjęcie pozostaje zatem w temacie bloga, choć nie mam nim nic do przekazania. To tak tylko na przeczekanie. Piszą mi tu bowiem, że po dwustu iluśtam dniach nieużywania blog zostanie zlikwidowany. W tej chwili nie wiem, co chcę z nim zrobić, ale szkoda by było go tak po prostu stracić. Skończyłam pisać pracę magisterską i teraz wszelkie wysiłki skupiam na doprowadzeniu do opublikowania jej w formie książkowej. Do bloga jakoś nie mam głowy. A może to dlatego, że jeszcze jestem w Polsce. Może w sierpniu na obczyźnie wróci mi wena, której nie powstrzymają żadne inne priorytety. W każdym razie, gdyby ktoś z Państwa zauważył kiedyś na księgarnianej półce „Chryzantemowy demi-monde: Powszechne praktyki homoseksualne w Japonii okresu Edo (1600-1868)”, to to będzie książka autorki tego bloga, magister (pierś do przodu! nos wysoko!) Marty Newelskiej. ;)

Wracam do wysilania się.



w japonii mają ulice | they have streets in japan


the city | miasto i okolice Link 06.10.2008 :: 15:45 Komentuj (13)


[zdj. 1]


[zdj. 2]


[zdj. 3]


[zdj. 4]


[Ooops, I'm sorry, I forgot to write the English version. I'll do it some day in the future.]

Wśród Europejczyków istnieje przekonanie, że japońska struktura miasta, a więc i system adresowania są wręcz niepojęcie skomplikowane i dowodzą tylko, jak bardzo dziwaczni są ci Japończycy, którzy nie mogą „po ludzku” ponazywać ulic. Barthes w „Imperium znaków” zachwyca się tym, jak łatwo można się pogubić w tym ich galimatiasie. Cóż, pogubić to się można nawet w Opolu, jeśli się nie zna języka i przez całe życie funkcjonowało się w innym systemie podziału miasta.

Jeśli obiektywnie spojrzeć na dwa systemy: numerowania domów wzdłuż ulic oraz numerowania kwartałów i działek, nie można osądzić, że któryś z nich jest rzeczywiście łatwiejszy. Są różne i w zależności od przyzwyczajeń zazwyczaj każdemu łatwiej jest posługiwać się jednym z nich, ale na własnym przykładzie wiem, że to absolutnie żaden problem nauczyć się obu. W Tokio, największym, najciaśniejszym i najbardziej skomplikowanym mieście Japonii zgubiłam się raz – w dwa dni po przyjeździe, kiedy jeszcze po prostu w ogóle nie znałam okolicy. Wystarczyło jednak kupić dobrą, aktualną i szczegółową mapę, czasem upewnić się co do drogi u pana dzielnicowego, żeby śmigać niczym z GPS’em. Przejechałam na rowerze prawie całą stolicę i nikt mnie nie przekona, że to było trudne.

Znaczenie ma również wielkość miasta – tak jak łatwiej się poruszać po Opolu niż po Warszawie, tak całe miasta Nagasaki lub Hakodate wydają się proste jak pojedyncza tokijska dzielnica. I dlatego, jeśli się zrozumie Tokio (co zrobimy na podstawie mapy w kolejnym artykule), to wszędzie indziej można sobie poradzić z mapą, a w większości miejsc nawet bez.

W Japonii są ulice i wiele z nich ma nazwy, ale służą one do wyznaczania drogi, a nie adresu (zdj. 1). Kierowcy, rowerzyści itp. znają te nazwy, jednak już ludzie, którzy na co dzień poruszają się metrem, niekoniecznie. Raz zdarzyło mi się przegapić znak informacyjny (zdj. 2) i na samym skrzyżowaniu zapytałam przechodnia: „Przepraszam, czy Kasuga-doori to jest ta ulica, czy następna?”, „Przepraszam, ale nie wiem, jak te ulice się nazywają.”

Można mieszkać przy ulicy, z oknami na jezdnię i dla wyjaśnienia powiedzieć komuś: „Mieszkam w Nakano, Honchō 2, wiesz, tam zaraz przy Yamate-doori”, ale samo „Mieszkam przy ulicy Yamate” jest niezbyt pomocne, zważywszy na fakt, że ulica ta ma ok. 20 kilometrów. W adresie też nigdzie się tego nie wpisuje, ale rzeczywiście Japończycy często do adresu dołączają mapkę lub objaśnienie drogi, np. „Wyjdź ze stacji wyjściem nr 4, pójdź w lewo i cały czas prosto, miniesz aptekę i 7eleven, a po 10 minutach po prawej zobaczysz budynek banku Sumitomo i następny czarny niski budynek to nasze biuro.”

Tokio jest nieporównywalnie większe od każdego polskiego miasta, dlatego można odnieść wrażenie, że takie wskazówki potrzebne są ze względu na skomplikowaną tokijską strukturę miasta, co łatwo uogólnić do całej Japonii, a więc: Japończycy muszą sobie rysować mapki, bo ich adresy są niewydajne nawet dla nich samych. A to nieprawda. W mniejszych miastach (takich jak polskie) można by było trafić do celu i bez mapy, a i tam się je rysuje – ze zwykłej uprzejmości. Zresztą jeśli w Polsce wyjść myślą poza swe miasto rodzinne, którego większość ulic się zna jakby od niechcenia, to czy stanąwszy na dworcu w nowym mieście, ściskając w dłoni kartkę z adresem, wiesz instynktownie, gdzie masz iść? Pytasz przechodniów, taksówkarzy, albo zawczasu dowiadujesz się, którym autobusem dojechać i na jakim przystanku wysiąść. O ile łatwiej byłoby mieć wskazówki spisane razem z adresem.

Słyszałam jeszcze argument: „A co mi po mapie i wyjaśnieniu, jak ja nie rozumiem tych ich krzaczków?!” A oni rozumieją po polsku? Dla Japończyka, który nie w ząb nie rozumie polskiego ulice Grochowska i Grunwaldzka są tak nierozróżnialne jak Shinkiba i Shinōkubo dla nieznającego japońskiego Polaka. To, że nam łatwiej zrozumieć polski, nie znaczy, że jest on obiektywnie łatwiejszy. Odpowiedziałam na to: „Tokio i większość dużych lub turystycznych miast jest opisana w alfabecie, no i są też tak napisane mapy.” „Ale to wszystko brzmi tak samo! Te ich cin ciang ciong, he he!” „Wiesz, co? To nie jedź, po prostu nie jedź tam, jeśli ty się najwyraźniej upajasz tą swoją bezczelną zachodnią ignorancją.”

Mniejsze uliczki nie mają nazw, chyba że są to ulice handlowe, ale i one nie zaliczają się do adresu. Japońskie miasto, dzieli się ogólnie na dzielnice i kwartały – struktur adresu to schodzenie z większej do coraz mniejszej skali. Najpierw podaje się nazwę prefektury, następnie miasta, dzielnicy oraz numer kwartału i po nim numery np. mieszkania w budynku w tym kwartale stojącym. Między kwartałami w dzielnicy znajdują się uliczki. Tokio jest zorganizowane nieco inaczej, a ponadto nie ma ujednoliconego sposobu przekładu nazw części japońskiego adresu na język polski, co wyjaśnię następnym razem.

W każdym razie to, co odpowiada naszej ulicy to kwartał, najczęściej opisany tabliczką z nazwą dzielnicy i własnym numerem (zdj. 3, na murze po prawej stronie) tak jak u nas ulice. Ponadto wiele skrzyżowań też ma nazwy (zdj. 4) - zazwyczaj jest to nazwa danej dzielnicy lub charakterystycznego miejsca w pobliżu, np. często „Przed budką dzielnicowego”, dlatego nie można powiedzieć, że nigdy się nie wie, gdzie się jest, bo ulice nie mają nazw. Punktów orientacyjnych jest wystarczająco wiele, a kiedy się zna japoński, to już w ogóle pikuś. ;)

PS. A to takie zdjęcie bardzo turystyczne z Kioto, robione pospiesznie z radosną myślą: „Ojejku! Marta-doori!” W dosłownym tłumaczeniu: „Ul. Dzielnica Drewnianych Bali” ;)




bye bye, japan! | pa pa, japonio!


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 23.09.2008 :: 15:29 Komentuj (17)

I'll be back sooner than you think! | Wrócę szybciej niż ci się wydaje!

[my moblie phone photo mix | różne fotki z mojej komórki, a w każdym tyle wspomnień...]




































również japończycy... | also japanese...


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 20.09.2008 :: 17:15 Komentuj (3)

...mają problemy z przestrzeganiem zasad | ...fail to obey rules.



PS. Czasami rozmawiamy w komentarzach o tym, jak ludzie reagują na bycie fotografowanymi. Tego pana zauważyłam przed chwilą w edytorze. Skupiłam się na ludziach z komórkami i nie miałam pojęcia, kto tam jeszcze na mnie patrzy. W każdym razie ten pan jest absolutnym mistrzem groźnego spoglądania na zagranicznych turystów. Dobrze, że go nie widziałam, bo bym się na bank speszyła i nie zrobiła tego zdjęcia. ;)




TAKE ME... | ZABIERZ MNIE...


people | ludzie i historia Link 19.09.2008 :: 12:09 Komentuj (10)

... TO HAKODATE, DARLING! | DO HAKODATE, KOCHANIE!













[pref. Hokkaidō, Hakodate]


rowery | bicycles


people | ludzie i historia Link 17.09.2008 :: 17:25 Komentuj (7)


















szacunek | respect


culture | kultura i sztuka Link 14.09.2008 :: 09:54 Komentuj (4)

I went to the Museum of Contemporary Art in Tokyo to see the exhibition of the original layouts from the Studio Ghibli's animated films. Looking at all these complicated, unbelievably detailed backgrounds and thinking that they are actually all drawn by pencils, made me feel really great respect for people who spent their time on it, while they could have used computers, photos and stuff.

There was also a little playground for Miyazaki's fans, where they could take a picture with his newest child - Ponyo or lay down on Totoro's belly. ;)


W Tokijskim Muzeum Sztuki Współczesnej trwa do 28 września wystawa oryginalnych laytout'ów z animacji Studia Ghibli. Oni to wszystko naprawdę rysują - żadne efekty komputerowe, żadne kopiowanie zdjęć - po prostu ołówkiem i kredkami tworzą te wszystkie zapierające dech w piersiach tła. Nie można było robić zdjęć (poza tymi, które tu widać), więc nie mogę pokazać tego, co zrobiło na mnie największe wrażenie, ale każdy, kto oglądał "Mimi wo sumaseba" (dosł. Jeśli się wsłuchasz..., ang. tytuł "Whisper of the Heart"), pamięta zapewne pierwsze sceny, kiedy główna bohaterka jedzie pociągiem, a za oknami rozciąga się panorama miasta - budynki, ulice, peron, wnętrze pociągu - wszystko oddane z takimi szczegółami i tak realistycznie jak na fotografii. Oglądałam to już będąc w Tokio (a ostatnio wybrałam się na ostatnie tego lata fajerwerki do miasta Tama, w którym rozgrywa się akcja filmu) i naprawdę czułam się, jakbym patrzyła np. na swoją drogę do szkoły. I właśnie ten miejski krajobraz zobaczyłam na wystawie w ołówku. Przy tym rysunku stałam najdłużej. Wieeelki szacun dla osoby, której się chciało dłubać w tych wszystkich drzwiczkach, okienkach, słupach, płotkach, krzaczkach, etc., etc. Na pewno rysowano to na podstawie zdjęcia, ale cóż z tego. Co jak co, ale wybrać się z ołówkiem na metropolię tokijską - to trzeba być z Ghibli. ;)

Organizatorzy wystawy przygotowali też kącik zabaw dla fanów animacji Studia. Pod odpowiednim kątem można sobie było zrobić zdjęcie na brzuchu śpiącego Totoro oraz sfotografować się z najnowszym dzieckiem Miyazakiego - Ponyo (teraz leci w kinach, podobno "Sky Crawlers", nie Miyazakiego, też godne uwagi).





















szczyt fuji I | fuji - the peak I


heritage | świątynie i zamki Link 11.09.2008 :: 09:51 Komentuj (3)


The sunrise photo session.

Sesja zdjęciowa wschodu słońca.


Going for a walk around the crater.

Wybieramy się na spacerek wokół krateru.


That's where you go if you fall - to heaven! ;)

Jeśli spadniesz, to tam - do nieba! ;)


The guy has actually spent the night in a tent at the peak...

Ten pan naprawdę spędził noc w namiocie na szczycie...


...and it was only 5 (Celsius) degrees! I was absolutely serious when I was ponting at that. For a person who's been sweating in 34 degrees for last two months, that was freezing cold! But like what's that in Poland? Late fall? ;)

... a przecież było tylko pięć stopni! Wskazywałam na ten termometr zupełnie poważnie. Jak się człowiek przez dwa miesiące poci w 34 stopniach, to 5 to jest przejmujący mróz. A przecież co to jest? Późna jesień w Polsce? ;)


nie każdy... | not every...


people | ludzie i historia Link 07.09.2008 :: 15:08 Komentuj (9)

... facet, który przychodzi na Akihabarę to gruby i brzydki otaku. ;p

... guy who comes to Akihabara is a fat and ugly otaku. ;p






















chinska dzielnica | chinatown


the city | miasto i okolice Link 04.09.2008 :: 15:09 Komentuj (8)








[pref. Nagasaki, Nagasaki, Shinchi]


Although in Poland people call Japanese "Chinese", the Japanese themselves are aware of the differences so much that they even have chinatowns, eg. in Nagasaki, Yokohama or Kobe. ;) And though most of them like chinese quisine, when they go on holiday, they expect travel agencies to put them in hotels where there are no Chinese tourists.

Chociaż w Polsce na Japończyków wołają "Chińczycy", sami Japończycy są na tyle świadomi różnic dzielących ich od zamorskich sąsiadów, że mają nawet chińskie dzielnice, np. w Nagasaki, Yokohamie, Kobe. ;) I choć w większości lubią chińską kuchnię, to kiedy wyjeżdżają na wakacje, życzą sobie, by w tym samym hotelu nie było turystów z Chin (wedle relacji znajomej Japonki, która z powodu takich właśnie uprzedzeń panujących w branży zwolniła się z firmy turystycznej).


fuji engrish


life | Ĺźycie i zwyczaje Link 01.09.2008 :: 14:17 Komentuj (2)



If you really have to throw stones, take a handful.



It will definitely damage your enamel, but well, if it tastes like chocolate...

(In Japanese a sandwich is called sandoicchi, often shortened to sando. So, the maker of these Fuji-sweets translated back the "English word" used exclusively in Japanese. They usually don't know, which words that they take from English really do exist in English. It's the same with Koreans. I've just been told lately that they use the word "overeat" in the meaning: "to vomit".)


wspinaczka na fuji | climbing fuji


heritage | świątynie i zamki Link 30.08.2008 :: 10:54 Komentuj (12)


We have just left The Kawaguchi-ko Fifth Station - our starting point on 2305 meters above sea level. It's high but this is the most popular climbing route - takes 7,5 km to the peak.

Właśnie wyszliśmy z Piątej Stacji przy wyjściu Kawaguchi-ko, która znajduje się na 2305 metrach n.p.m. Wysoko, ale i tak do szczytu jest stamtąd 7,5 km. To najpopularniejsza trasa.


We went with a 40-people group in a tour and we regreted it quite early. Our dear fellows were getting tired so often, that we took around 20 breaks altogether. The plan was to climb The 8th Station (3360 m) in five hours. It took us seven...

Wybrałyśmy się z 40-osobową grupą w ramach wycieczki, czego szybko zaczęłyśmy żałować. Nasi drodzy współtowarzysze męczyli się tak często, że zrobiliśmy sobie w sumie ok. 20 przerw i dotarliśmy do Ósmej Stacji w siedem godzin zamiast planowanych pięciu...


Sixth Station (2390 m)

Stacja Szósta (2390 m)


Seventh Station (2700 m)

Stacja Siódma (2700 m)


[photo by Esther Thirimu]
Water and other drinks in 500 ml bottles - 500 yen (usually 100), oxygen - 1500 yen.

Woda i inne napoje w półlitrowych butelkach - 500 jenów (normalnie 100), tlen - 1500.


When you've climbed over the clouds, you can take "i'm in heaven!" photos. ;)

Gdy się wspiąć ponad chmury, można sobie robić zdjęcia "jestem w niebie!" ;)


Wkipedia says: Switchbacks and retaining walls along the trail, to reduce erosion from the large number of climbers.

Ostre zakręty oraz konstrukcje podtrzymujące zapobiegają erozji powodowanej przez dużą liczbę wspinaczy.


We've finally got to the rocks! :)

Wreszcie zaczęły się skały! :)


[photo by Esther Thirimu]


The last lenght before the Eight Station, where we had dinner and slept till 2 am.

Ostatni odciek przed Stacją Ósmą, gdzie czekały nas kolacja i nocleg do drugiej nad ranem.



fuji | fuji


heritage | świątynie i zamki Link 27.08.2008 :: 11:06 Komentuj (6)

We climbed Mount Fuji. As one thousand other people that day. But we're still proud of ourselves. You know, it's 3776 meters. ;)

Zdobyłyśmy szczyt Fuji. Jak tysiąc innych osób tego dnia. Ale i tak jesteśmy z siebie dumne. W końcu to 3776 metrów. ;)












magia żeńskiego akademika | girls dorm's magic


people | ludzie i historia Link 22.08.2008 :: 03:12 Komentuj (14)






[Tokio, Itabashi, Ooyama]


Last night my sleep was disturbed by the sound of a car engine just right under my balcony. When I went out to see, what was going on, I noticed a man moving his hand regularly and quite dynamically around his crotch. What possibly could he have been doing in the middle of the night, in front of a girls dorm? First I wanted to wake our guardman up, but he can sleep only from 1 to 6 am, so let him rest. The guy would manage to flee anyway, and it would be the same if I called the police. And then I realized that this is just a great topic form my blog! Lately I've had no inspiration and suddenly there comes a pervert! So I took my camera and after to shots the source of my inspiration was gone, giving me back my peaceful night silnece. ;)

Ostatnio w Tokio jest coraz chłodniej (już tylko ok. 29 stopni w ciągu dnia), ale nasz akademik nadal tak się jakoś dziwnie nagrzewa, ze jeśli nie otworzę drzwi balkonowych na oścież, to w pokoju robi się gorąco i duszno. I tak od czerwca śpię tylko za siatką na owady, a akustykę mamy tutaj tak dobrą, że w pokoju słychać każde słowo, krok i zgrzyt łańcucha rowerowego z ulicy pod balkonami. Raz przyszło mi o trzeciej nad ranem wysłuchiwać kłótni kochanków. Szkoda tylko, że po chińsku - nie wiem, o co poszło.

I kiedy w tych warunkach położyłam się wczoraj po pierwszej, zdałam sobie sprawę, ze nocną ciszę zakłóca silnik samochodu. Podejrzewając, że za chwilę odjedzie, próbowałam zasnąć, ale po dwudziestu minutach zaczęło mnie to irytować. Przypomniałam sobie wtedy, że to już nie pierwszy raz ktoś czatuje w tej okolicy w samochodzie z włączonym silnikiem. Podeszłam do siatki sprawdzić, co się dzieje i zobaczyłam faceta z obnażonymi udami, który poruszał miarowo i energicznie ręka w okolicach krocza. Ja tam może mam proste skojarzenia, ale cóż takiego mógł robić w środku nocy pod żeńskim akademikiem?

W pierwszym odruchu zasunęłam ze złością zasłonę i wróciłam do łózka, ale te nasze zasłony prawie w ogóle nie przepuszczają powietrza, wiec wyszło tak, jakbym zamknęła drzwi. Pomyślałam sobie: dlaczego to ja mam się pocić we śnie, żeby ten facet mógł sobie robić dobrze do idei żeńskiego akademika? Najpierw chciałam pójść do naszego strażnika, ale ten śpi od pierwszej do szóstej, a poza tym zboczeniec zdążyłby uciec. Zastanawiałam się, czy nie zadzwonić na policję, ale też by go pewnie nie złapali do gorącym uczynku. I wtedy przyszedł mi do głowy ten pomysł. Nie mam ostatnio weny do blogowania, a tu mi jak z nieba spada zboczeniec pod samym oknem! Aparat w rękę, dwa zdjęcia z fleszem i po trzydziestu sekundach pana już nie było. ;)

Zboczeniec jeden! (Chociaż właściwie, to nie wiem, czy jeden, bo nie widziałam wcześniejszych samochodów. Może były inne...) Wara od naszego akademika! Zachciało się wieprzowi pereł! Tfu! Niech tu jeszcze wróci, to od razu dzwonię na 110! A teraz idę pokazać zdjęcia w biurze akademika, hy hy hy. ;>


archiwum | archive
2015
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

linki | links
Scholars about Japan
Japoniści o Japonii

Japonica Creativa

kategorie | categories
the city | miasto i okolice(55)
heritage | świątynie i zamki(11)
culture | kultura i sztuka(15)
people | ludzie i historia(34)
life | Ĺźycie i zwyczaje(65)
PL in JP | polska w japonii(7)

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl